Nasser nalegała, by rodzice pozwolili jej pojechać do Turcji, ponieważ trójka jej przyjaciół udawała się do Stambułu świętować Nowy Rok. Początkowo ojciec Nasser kategorycznie nie zgodził się na wyjazd w obawie o bezpieczeństwo dziecka. Dziewczyna zwróciła się jednak z prośbą do swojej ciotki, Layal Masarweh, by ta wstawiła się za nią.

- Ojciec był zdecydowanie "przeciw". Mówił, że Stambuł jest zbyt niebezpieczny i że nie powinna tam jechać. Ale ona nalegała, mówiła, że nic się jej nie stanie - wspomina Masarweh w rozmowie z CNN.

Nasser pochodziła z arabskiego miasta Tira położonego w środkowym Izraelu. W czerwcu miała skończyć liceum. Pracowała już w klinice dentystycznej i odkładała pieniądze na samochód - wspominają jej bliscy.

Do klubu Reina w Stambule udała się wraz z trzema przyjaciółkami. Kilka godzin przed północą umieściła zdjęcie na Snapchacie - ostatnie przed śmiercią.

W ataku ucierpiała jeszcze jedna z przyjaciółek Izraelki, która trafiła do szpitala, jednak odniesione rany nie zagrażały jej życiu.

- Nigdy sobie tego nie wybaczę. Żałuję, że nie było mnie przy niej, żebym mogła ją obronić, albo zrobić cokolwiek, by ocalić jej życie. Chciałabym, aby odebrano mi duszę i dano jej - mówi dziś ciotka ofiary terrorysty.