Alarm w Finlandii wywołał jeden przypadek odry.
Chorobę wykryto u dziecka z regionu Larsmo, co spowodowało natychmiastową reakcje władz w postaci dodatkowych szczepień.
Chore dziecko należało do 5 proc. populacji dzieci niezaszczepionych, których gros pochodzi właśnie z regionu Larsmo. Tutaj tylko 75 proc. osób korzysta ze szczepień.
Eksperci tłumaczą ten fakt wyjątkową religijnością mieszkańców Larsmo, która ma skutkować m.in. niechęcią do szczepień.
Czytaj także: Nowoczesna: 500 plus? Po zaszczepieniu dziecka
Chore dziecko, które odrę przywiozło z wakacji na Bliskim Wschodzie, mogło zarazić kolejnych 200.
Odry nie było w Finlandii od 1999 roku.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Już pojedynczy przypadek tej choroby, coraz powszechniejszej na świecie, głównie z powodu rezygnacji ze szczepionek, spowodował, że minister nauki i szkolnictwa Sanni Grahn-Laasonen zapowiedziała projekt ustawy, który uzależni wypłatę dodatków na dziecko od jego zaszczepienia. Argumentowała, że szczepienie nie jest sprawa prywatną, bo ma wpływ na resztę społeczeństwa.
Na zaszczepienie przeciwko odrze, śwince i różyczce decyduje się 95 procent populacji. Decyzja spowodowała ostry sprzeciw, bo mimo powszechności szczepień są one wiązane z dobrowolnością.
Jak tłumaczy specjalista ds. zapobiegania infekcjom Niklas Elers, Finowie są bardzo dobrze wykształceni, dzięki czemu mają większe wyczucie fake newsów.
- Jeśli ktoś spojrzy na statystyki dotyczące tego, jak bardzo pomogły nam szczepionki, to musi być wariatem, jeśli dalej uważa, że to coś złego dla dzieci - mówi Elers.
Niewykluczone, że pomysł minister szkolnictwa w ogóle nie wejdzie w życie, a władze przeznaczą większe środki na edukację, głównie "opornych" obywateli.
X