Guaido wezwał swoich zwolenników do protestów i obalenia Maduro.

- Ludzie ginęli w szpitalach z powodu tych przestojów w dostawie prądu. To jest prawdziwe zło - powiedział polityk na wiecu w Caracas, stolicy kraju.

- Aby pokonać zło, potrzebna jest zmiana władzy - wezwał przywódca opozycji. Guaido dodał, że nie wierzy, by przyczyną blackoutu, który sparaliżował większą część Wenezueli, był sabotaż. Taką wersję kolportują źródła rządowe. Minister ds. informacji Jorge Rodriguez stwierdził, że zamieszany w sabotaż jest amerykański senator Marco Rubio. Republikanin z Florydy, który wzywa Maduro do rezygnacji, wyśmiał w tweecie to oskarżenie. "Przepraszam mieszkańców Wenezueli. Musiałem nacisnąć niewłaściwą rzecz w aplikacji "ataku elektronicznego", pobranej przez Apple. Mój błąd" - kpił Rubio.

- Wszyscy wiemy, że przyczyną jest zły stan krajowej sieci energetycznej, spowodowany korupcją w tej branży - dodał Guaido.

Blackoutem zostały dotknięte 22 z 23 stanów Wenezueli. Przerwy w dostawach prądu są stałym problemem w tym kraju, który cierpi z powodu braków tak podstawowych usług, jak jest to jednak najgorszy przestój w historii kraju. Choć pojawiły się doniesienia o przywróceniu dostaw prądu w niektórych miejscach, blackout trwa już ponad dobę. W piątek do szkół nie poszli uczniowie, rząd zawiesił też dzień roboczy. Ulice Caracas były w połowie puste, nie jeździło metro, a na ulice wyjechało zaledwie 10 procent autobusów.

Mieszkańcy Wenezueli mówią, że przy braku prądu nie palą świeczek. - Są one bardzo drogie - zauważyła 42-letnia Judi Bello, mieszkanka Caracas, w rozmowie z agencją AFP. Jej 18-letnia córka wkrótce ma wyemigrować do Peru, dołączając do 2,7 miliona Wenezuelczyków, którzy opuścili kraj od 2015 roku.