„O Tusku bez taryfy ulgowej” – tak swój raport podsumowujący rok pracy rządu zatytułowała Interia. „Dlaczego Donald Tusk jest mistrzem taktyki przetrwania? Dlaczego Polacy zaakceptowali politykę bez treści?” – pyta portal.
– Minął miodowy miesiąc rządu Donalda Tuska w mediach. Musimy zacząć rozliczać go z obietnic, które złożył – mówi „Rz” redaktor naczelny Interii Krzysztof Fijałek.
Portal zapytał też samych internautów, jak oceniają pierwszy rok rządu? Aż 43 proc. odpowiada, że fatalnie, 22 proc. – kiepsko. Dobre noty dało tylko 26 proc., a bardzo dobre – 9 proc.
Z kolei Wirtualna Polska zapytała o realizację obietnic w takich dziedzinach, jak gospodarka, służba zdrowia czy polityka zagraniczna? Ponad 70 proc. krytykowało rząd za opieszałość.
Rządu nie oszczędzają też blogerzy, których opinie w przekrojowym tekście „I gdzie ten cud?” zebrał Onet. „Gołym okiem widać, że rząd nie miał po czym dostać tej sapki, gdyż, jak powszechnie wiadomo, z lenistwa i bezczynności zadyszki nijak dostać nie można” – ironizuje Cicero-bis.
„Czego boi się (lub kogo), że jest taki miękki? Czy już słupki poparcia przesłoniły mu charakter i zdecydowanie, że na miękkich nogach czołga się w niebyt” – pyta Karol Badziąg. Te wyniki i wypowiedzi mogą szokować, jeśli przypomnimy sobie, że niedawno Donald Tusk był nazywany prezydentem internautów, a PO w internetowych sondażach miała lepsze wyniki niż w rzeczywistości. Skąd więc taki nagły zwrot?
– Wielu internautów tak mocno zaangażowało się rok temu po stronie PO i Tuska, że teraz część z nich jest równie mocno rozczarowana brakiem wyraźnych efektów – uważa psycholog społeczny Norbert Maliszewski. – Młodzi mają duże oczekiwania wobec władzy, chcą szybkich efektów cudu – wtóruje mu medioznawca Wiesław Godzic. Zwraca też uwagę, że Internet jest medium, w którym można podejmować błyskawiczne decyzje pod wpływem emocji. – Jedno kliknięcie daje natychmiastowy efekt – mówi.
Zdaniem politologa Bartłomieja Biskupa w Polsce jest moda na krytykowanie, więc każda władza musi się liczyć z tym, że w sieci aktywniejsi będą jej przeciwnicy niż zwolennicy.
Maliszewski dodaje, że istnieją też tzw. cyberwolontariusze, którzy piszą niepochlebne komentarze w sieci. – Może PiS ma ich lepiej zorganizowanych – zastanawia się psycholog.
Czy premier powinien się więc martwić ocenami w sieci? – Internauci nie są reprezentatywną grupą społeczną. Częściej zmieniają zdanie niż statystyczni wyborcy – uważa politolog Jarosław Flis.
Bartłomiej Biskup uważa jednak, że rząd powinien poważnie potraktować krytykę internautów. – To nie jest grupa społeczna, którą można zbyć obietnicą, że za dwa lata będzie lepiej. Oni potrafią wyciągnąć obietnice z przeszłości i konsekwentnie z nich rozliczać polityków – wyjaśnia.
[i]—kab[/i]
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora[link=mailto:j.strozyk@rp.pl]j.strozyk@rp.pl[/link]