Dzisiaj przed poznańskim sądem ma się rozpocząć proces karnoskarbowy Agnieszki Karaban-Awdziejczyk, właścicielki nieistniejącej już firmy Atrax – dystrybutora akcesoriów komórkowych. Gdański UKS zarzucił jej w 2009 r. zaległości podatkowe.
Proces zapewne skończy się umorzeniem. 29 stycznia, po sześciu latach od wszczęcia kontroli, UKS przyznał się do błędu i uchylił wszystkie decyzje podatkowe. Umorzył też postępowanie skarbowe przeciw właścicielce firmy.
– Niektóre organy fiskalne nie nadążają z prawidłową interpretacją zdarzeń wywołanych ciągłymi zmianami gospodarczymi i błędnie rozstrzygają sprawy podatkowe, doprowadzając do szkodliwych dla państwa upadków firm – mówi Wiesław Rusek, pełnomocnik Awdziejczyk. Dodaje, że trzeba było ciężkich zmagań młodej kobiety z organami państwa, by po latach usłyszała, że miała rację.
Instytucje państwa wzajemnie autoryzują szkodliwe dla firm działania
Tyle że teraz to już musztarda po obiedzie. Kontrola UKS wykończyła Atrax. – W tej sprawie mieliśmy do czynienia ze skandalicznym naruszeniem podstawowych praw człowieka. To nie przypomina już sprawy Kluski, ale raczej sprawę Chodorkowskiego – mówi „Rz" Marcin Wątrobiński, prawnik.
Problemy Agnieszki Karaban-Awdziejczyk zaczęły się w grudniu 2006 r. Walczyła wtedy o wolność dla swojego narzeczonego Jacka Karabana, aresztowanego na siedem miesięcy współwłaściciela firmy Bestcom. Prowadzący jego sprawę wrocławski prokurator Robert Mielczarek zlecił gdańskiemu UKS kontrolę w firmie Awdziejczyk. I nie czekając na jej zakończenie, w styczniu postawił kobiecie zarzuty poświadczenia nieprawdy w dokumentach księgowych.
Kontrola UKS trwała do grudnia 2008 r. W 2009 r. urząd wydał decyzję, zarzucając kobiecie uchybienia podatkowe. „Rz" ujawniła wtedy, że kontrolę prowadzono wybiórczo. Istotne wnioski dowodowe świadczące na korzyść właścicielki zignorowano. Interweniowali posłowie.
W listopadzie 2009 r. na zwołanym po naszej publikacji posiedzeniu Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz przekonywał posłów, że Awdziejczyk jest oszustem podatkowym. Powoływał się na rzekomo wnikliwą analizę kontrolerów urzędu kontroli skarbowej.
Komentuje Bartosz Marczuk
– Wygląda na to, że UKS ograniczył się do przyjęcia za dobrą monetę i uwiarygodnienia argumentów prokuratury. To nie jest odosobniony przypadek – mówi dziś poseł Andrzej Jaworski (PiS), członek komisji.
W lipcu 2012 r. poznańska prokuratura uznała, że ani właściciele Bestcomu, ani Karaban-Awdziejczyk nie popełnili przestępstwa, i po siedmiu latach śledztwa umorzyła postępowanie. Dopiero wtedy UKS zaczął się wycofywać ze swoich decyzji.
– To, co otrzymaliśmy z prokuratury, stanowiło istotny trzon naszych decyzji – przyznaje Andrzej Bartyska, rzecznik gdańskiego UKS. – Gdy prokuratura te dowody wycofała, uznając, że przestępstwa nie ma, musieliśmy to uwzględnić.
– Poważnym problemem jest, że instytucje państwowe, które powinny stać na straży praworządności, wzajemnie w taki sposób autoryzują szkodliwe dla przedsiębiorcy działania, zamiast dążyć do poznania prawdy obiektywnej – ocenia Lech Jeziorny, ekspert Centrum Adama Smitha.