W związku z zamieszkami w Barcelonie agencja EFE podała, że policja zatrzymała kilka agresywnych osób. Według organizatorów manifestacji w proteście brało udział 120 tys. osób. Władze Barcelony oceniają liczebność protestujących na 20 tysięcy. 

Protest w Barcelonie. Grupa agresywnych uczestników zaczęła podpalać kontenery na śmieci

Protest miał pierwotnie odbyć się 3 października – tego dnia Hiszpanie protestowali w związku z kryzysem mieszkaniowym w ponad 50 miastach. Organizatorzy przełożyli go jednak na poniedziałek ze względu na ostrzeżenie przed ulewnymi deszczami. 

Czytaj więcej

„Historia ich oceni znacznie wcześniej, niż myślą". Sánchez ogłasza przedterminowe wybory

Przez większą część protestu jego przebieg był spokojny. Pod koniec jednak grupa agresywnych uczestników, z których wielu miało zasłonięte twarze, zaczęła podpalać kontenery na śmieci i rzucać butelkami, kamieniami oraz petardami w przedstawicieli służb porządkowych. Wywołane zachowaniem protestujących pożary musiała gasić straż pożarna. 

W centralnej części Placu Katalońskiego, niedaleko miejsca poniedziałkowego protestu, nadal istnieje miasteczko namiotowe, podobne do tego, które pojawiło się na centralnym placu Puerta del Sol w Madrycie. Miasteczka namiotowe stanęły też w Walencji, Sewilli i Bilbao. 

Kryzys mieszkaniowy w Hiszpanii wywołał protesty i doprowadził do przedterminowych wyborów

5 października Sánchez ogłosił, że Hiszpanie wybiorą nowy parlament 29 listopada (jego kadencja kończyła się w 2027 roku). Decyzja była pokłosiem tego, że w ubiegłym tygodniu głosami opozycyjnych Partii Ludowej (PP) i Vox oraz niepodległościowej katalońskiej partii Junts (często wspierała socjalistyczny mniejszościowy rząd) odrzucone zostały dwie przygotowane przez rząd zmiany w prawie, które zwiększały ochronę najemców i ograniczały możliwości obrotu mieszkaniami przez fundusze inwestycyjne.

Protesty w związku z kryzysem mieszkaniowym zaczęły wstrząsać Hiszpanią od 23 września, czyli od dnia eksmisji 87-letniej Maricarmen Abascal z jej mieszkania w Madrycie. Kobieta musiała opuścić mieszkanie, które zajmowała od 70 lat, ponieważ najemca drastycznie podniósł jej czynsz do poziomu, który przewyższał jej emeryturę. Eksmisji towarzyszyły gwałtowne protesty, które następnie rozlały się po całym kraju, a opinia publiczna przesunęła swoją uwagę z lipcowego kryzysu migracyjnego na kwestie mieszkalnictwa.

Protesty organizuje konfederacja związków lokatorów, która nawołuje do strajku generalnego. 5 października dwie największe centrale związków zawodowych, zrzeszających ponad 2 mln członków, zadecydowały o przeprowadzeniu w listopadzie 24-godzinnego strajku generalnego z żądaniem godnych płac i prawa do mieszkania.