Donald Trump zaskakująco często zmienia decyzje dotyczące liczby żołnierzy amerykańskich w Polsce. IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej” zbadał, czy zdaniem Polaków bezpieczeństwo naszego kraju jest wprost zależne od obecności wojska USA. Pytanie zadaliśmy po zamieszaniu związanym z wstrzymaniem rotacji do Polski ciężkiej brygady wojsk amerykańskich. Po ofensywie dyplomatycznej ze strony przedstawicieli rządu oraz Pałacu Prezydenckiego Trump zapowiedział jednak, że liczba żołnierzy amerykańskich zostanie zwiększona o 5 tys. Na razie nie ma jasności, czy zostanie dokończona rotacja 4 tys. wojskowych i do Polski przyjedzie dodatkowy tysiąc żołnierzy, czy ich liczba zostanie zwiększona z ok. 10 tys. do 15 tys.

Reklama
Reklama

Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” zwrócił uwagę, że w ciągu najbliższych czterech tygodni dojdzie do zakończenia planowania wojskowego po stronie USA. – Dopiero wtedy dowiemy się, jak będzie wyglądał ostateczny obraz rozmieszczenia sił amerykańskich w Europie – uważa polityk Koalicji Obywatelskiej.

Czytaj więcej

Cezary Tomczyk: Wsparcie dla Polski w USA jest ponadpartyjne. Dzisiaj jesteśmy silniejsi

Z naszego sondażu wynika, że Polacy postrzegają amerykańską obecność w naszym kraju niejednoznacznie. 36,4 proc. badanych uważa, że w dzisiejszych czasach to nie liczba żołnierzy decyduje o bezpieczeństwie, z kolei 25,8 proc. twierdzi, że ważniejsza jest liczebność naszej armii. Zdaniem 18,7 proc. badanych bezpieczeństwo Polski jest wprost zależne od liczby żołnierzy amerykańskich i powinno ich być więcej, zaś 17,4 proc. uważa podobnie, ale ich zdaniem nie ma potrzeby, aby lokować w Polsce jeszcze więcej żołnierzy zza oceanu. Nie ma zdania na ten temat 1,7 proc. pytanych.

Liczba żołnierzy czy zdolności wojska – co decyduje o bezpieczeństwie Polski?

W grupie tych, którzy uważają, że liczba żołnierzy nie decyduje o bezpieczeństwie, przeważają obywatele niegłosujący w wyborach (49 proc.), ale też widać wielu wyborców obozu rządzącego (43 proc.). Identyfikują się oni przeważnie z politycznym centrum (48 proc.). Takie opinie wyrażają głównie pięćdziesięciolatkowie (61 proc.), mieszkańcy wsi (39 proc.), osoby z wykształceniem średnim (45 proc.), które informacje o sytuacji międzynarodowej czerpią najczęściej z radia (38 proc.).

Foto: Tomasz Sitarski

– Żołnierzy, zgodnie z decyzją prezydenta (USA – red.), będzie więcej. Amerykanie jasno mówią też, że nie powinniśmy patrzeć wyłącznie na liczby. Dzisiejsze bezpieczeństwo to przede wszystkim zdolności. Z ich perspektywy najważniejsze jest to, żeby w Polsce były realne zdolności bojowe: brygady bojowe, zdolność do głębokich uderzeń, czyli wszystko to, co tworzy prawdziwe odstraszanie. W Polsce i w Stanach jesteśmy trochę zakładnikami liczb. One mają znaczenie, ale większe znaczenie ma realna zdolność Stanów Zjednoczonych do działania z terytorium Polski i na rzecz bezpieczeństwa Polski i NATO – wyjaśnia Cezary Tomczyk.

Respondenci, którzy jako kluczowe dla naszego bezpieczeństwa wskazują na liczebność naszej armii, to przede wszystkim wyborcy opozycji (30 proc.), którzy swoje poglądy plasują na prawicy (32 proc.). To przeważnie czterdziestolatkowie (39 proc.), mieszkańcy średnich miast (31 proc.), osoby ze średnim wykształceniem (32 proc.). Ale też osoby, które wiadomości o świecie czerpią z telewizyjnego kanału informacyjnego TVP Info (35 proc.).

Czytaj więcej

Generał Łukowski: Prowadzone były rozmowy o zwiększeniu liczby żołnierzy amerykańskich w Polsce

Przygotowany przez Sztab Generalny WP Program Rozwoju Sił Zbrojnych RP zakłada wzrost zdolności głębokiego rażenia, czyli uderzenia na ponad 1 tys. km w głąb Rosji. To jest tzw. odstraszanie poprzez karę. Sztab Generalny WP wskazuje, że do 2039 r. liczebność armii będzie wynosić 300 tys. żołnierzy w czynnej służbie wojskowej (czyli także żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej i Dobrowolnej Zasadniczej Służby Wojskowej) oraz 200 tys. w ramach aktywnej rezerwy oraz rezerwy wysokiej gotowości. Teraz w polskiej armii służy ponad 215 tys. żołnierzy. To ochotnicy, którzy zaliczyli Dobrowolną Zasadniczą Służbę Wojskową lub wstąpili do Wojsk Obrony Terytorialnej.

Coraz częściej wśród byłych wojskowych oraz ekspertów przebija się jednak postulat przywrócenia poboru. Ale decyzji na poziomie politycznym na razie nie ma, chociaż wszystkie państwa europejskie graniczące z Rosją wprowadziły jakąś formę przymusowej służby wojskowej.

Wojska amerykańskie to bezpieczeństwo Polski

Na to, że bezpieczeństwo Polski zależy od obecności wojsk amerykańskich i powinno ich być więcej, wskazują głównie wyborcy opozycji (27 proc.), którzy lokują swoje poglądy na prawicy (28 proc.). To mieszkańcy małych miast (23 proc.), przede wszystkim siedemdziesięciolatkowie (37 proc.). Taką postawę prezentują osoby z wykształceniem podstawowym (37 proc.), które postrzegają świat przez pryzmat wiadomości z TV Republika (36 proc.).

Respondenci, którzy widzą korelację pomiędzy obecnością wojsk amerykańskich i naszym bezpieczeństwem, ale których zdaniem liczba tych wojsk jest wystarczająca, to głównie wyborcy niezdecydowani lub niegłosujący (27 proc.). To przeważnie osoby o poglądach lewicowych (25 proc.). Pochodzą z małych miast (21 proc.). Dominują też wśród nich przedstawiciele pokolenia Z (25 proc.). IBRiS wskazuje, że tak odpowiadają osoby z wykształceniem wyższym (27 proc.), zaś najchętniej oglądają oni kanał informacyjny TVN24 (38 proc.).   

Foto: Tomasz Sitarski

Gen. broni rez. Dariusz Łukowski, były szef BBN, który jest dyrektorem Departamentu Strategii i Planowania Obronnego MON wskazuje, że Polska od pewnego czasu podejmuje działania, aby na stałe zakotwiczyć obecność wojsk amerykańskich w naszym kraju. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedział, że taką kotwicą jest tworzenie tzw. APS-ów, czyli magazynów, w których zgromadzony jest ciężki sprzęt bojowy. – To zmniejsza koszty, bo w każdej chwili można przerzucić ludzi, a nie są generowane koszty ich utrzymania w Polsce – wskazuje. Taki magazyn jest właśnie wypełniany uzbrojeniem w Powidzu, ale generał zdradza, że toczą się zaawansowane rozmowy ze stroną amerykańską na temat utworzenia kolejnego magazynu dla grupy brygadowej koło Wrocławia.

– W rozmowach ze stroną amerykańską staramy się być maksymalnie elastyczni i podejmujemy konkretne zobowiązania, inwestujemy w infrastrukturę. Ustalamy kolejne miejsca, wykupujemy grunty, rezerwujemy środki finansowe i rozpoczynamy prace projektowe. Zespół Logistyczny Wojsk Lądowych USA przez cały czas przebywa w Inspektoracie Wsparcia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy. On kontroluje proces wsparcia i planowania wszystkich inwestycji – mówi gen. Łukowski.

W Polsce nie ma teraz infrastruktury na odpowiednim poziomie, aby przyjąć dodatkowe siły amerykańskie. – My dopiero musimy stworzyć warunki do ich stałej obecności. Jesteśmy w stanie inwestować, tylko musimy mieć jasny sygnał ze strony amerykańskiej. Trzeba być świadomym, że to się nie wydarzy z dnia na dzień. Problemem są też poligony, bowiem ich pojemność jest ograniczona.