– Podam się do dymisji, po 90 dniach będą przedterminowe wybory. Nie ma tu żadnej wielkiej filozofii – powiedział dziennikarzom prezydent Aleksandar Vucić w czasie swej wizyty w Pekinie. Zapowiedź nie wpłynęła na przyjęcie Serba w Chinach, gospodarze nie obniżyli jej rangi.
Prawie 200 tysięcy ludzi w centrum Belgradu żądało przedterminowych wyborów, a przede wszystkim ukarania winnych katastrofy budowlanej, do której doszło w listopadzie 2024 roku. Runęła wtedy część budynku dworca, który odremontowano w ramach chińskiej inicjatywy „Nowego Szlaku Jedwabnego”, zginęło 16 osób. Inwestycja kosztowała trzy razy więcej niż zakładano, do tej pory manifestanci domagają się opublikowania jej pełnej dokumentacji.
Czytaj więcej
Manifestacje, blokady ulic w miastach i dróg między nimi – manifestanci cały czas domagają się przedterminowych wyborów. Ale prezydent Vucić nie za...
Z powodu budowlanej katastrofy od półtora roku trwają masowe demonstracje
Od czasu katastrofy w Serbii prawie bez przerwy trwają protesty, organizowane przez studentów. Centrum ruchu jest belgradzki uniwersytet, ale nie ma on przywódców ani też politycznego programu. Jednak od wiosny ubiegłego roku demonstranci domagają się przedterminowych wyborów parlamentarnych.
Ale pierwszy powiedział o nich sam prezydent Vucić, jeszcze w styczniu 2025 roku. Mimo że odrzuca żądania manifestantów, w ciągu półtora roku od katastrofy usunął część ministrów z rządu (m.in. ministra budownictwa odpowiedzialnego za inwestycję). Potem znów zapowiedział przedterminowe głosowanie na lato ubiegłego roku, a ostatnio na początku kwietnia, po kolejnej, wielkiej demonstracji wywołanej rewizjami na uniwersytecie.
W sobotę w Belgradzie odbyła się demonstracja, manifestanci domagali się przyspieszonych wyborów
Na ostatniej manifestacji jej uczestnicy śpiewali „Happy Birthday” 90-letniemu Veroljubowi Sariciowi, który tego dnia miał urodziny. Sędziwy demonstrant przyszedł o kulach, podczas poprzedniej demonstracji potrącił go samochód. Od początku roku takich „potrąceń” było siedem w całym kraju. Nomenklatura rządząca stawia zajadły opór: od napaści na pojedynczych demonstrantów, poprzez nacisk administracyjny w miejscach pracy po wysyłanie na ulice bojówek wywołujących starcia ze studentami.
– Vucić ma różne scenariusze zależnie od rozwoju wypadków. Już parę razy obiecywał, że będą wybory: wiosną, latem, teraz mówi o jesieni. Teoretycznie może ustąpić ze stanowiska prezydenta i zostać po prostu premierem. Jego Serbska Partia Postępowa (SPS) ma przecież większość w parlamencie – mówi serbski politolog Aleksandar Djokić.
Czytaj więcej
Od ponad pół roku demonstranci wychodzą na ulice serbskich miast, żądając przedterminowych wyborów. Wszystko z powodu zawalenia się dachu nad wejśc...
Prezydent Vucić zapowiada swe odejście, po czym zostaje
Wydaje się, że prezydent nie ma jednak ochoty na ustąpienie ze stanowiska. Dwa dni po ostatniej manifestacji włamano się do sieci monitorów w środkach transportu publicznego i we wszystkich belgradzkich autobusach wyświetlano hasło „Niech żyje Vucić”.
Od półtora roku kraj żyje na progu wielkich przemian, do których cały czas nie dochodzi. – Wkrótce po serii wyborów lokalnych w marcu obecnego roku Vucić rozkręcił młyn polityczny plotkami o przedterminowych wyborach latem. Ale potem, po cichu, porzucił pomysł – przypomina jeden z belgradzkich dziennikarzy.
Mimo bowiem niecichnących masowych protestów wybory w dziesięciu gminach wygrała partia Vucicia. Ale otoczenie prezydenta musiało dokładniej przyjrzeć się ich rezultatom i stąd nagła zmiana decyzji. W ośmiu z dziesięciu niewielkich gmin (w których mieszka ok. 4 proc. wyborców) SPS dostała mniej głosów niż cztery lata wcześniej. W dwóch ledwo wygrała z tzw. listą studentów. Protestujący nie chcą ujawniać swoich kandydatów w wyborach ogólnokrajowych. Wiadomo tylko, że jednym z warunków, jakie im stawiają, jest to, by ci nie byli studentami. Próbują jednak swoich sił w lokalnych głosowaniach i omal nie wygrali.
Prezydent Serbii Aleksandar Vucić
Już wiadomo, że w dużych miastach (np. Belgradzie czy Nowym Sadzie), gdzie do 1/3 mieszkańców ma wyższe wykształcenie, partia Vucicia nie będzie miała szans. – Władza odnotowuje spadek popularności w liczbach absolutnych, procentach i punktach procentowych. Zamiast siły jest panika – mówi opozycyjny radny z Belgradu Savo Manojlović.
Moskwa popiera prezydenta, teraz stara się zdobyć przyjaźń Donalda Trumpa
Przy tym większość serbskiego społeczeństwa z niechęcią odnosi się do idei liberalnych, które kojarzą się z chaosem po odsunięciu od władzy Slobodana Miloszewicia w 2000 roku. – Ruch studencki nie ma jasnej ideologii. Bardziej ich można opisać jako prodemokratyczny ruch populistyczny. Nie są na przykład ani za, ani przeciw Europie (integracją z UE–red.) – mówi Djokić. Na ostatniej manifestacji pojawiały się zarówno hasła antynatowskie, jak i symbole prawosławne.
Czytaj więcej
Ze wszystkich europejskich przywódców prezydent Serbii Aleksandar Vučić i premier Węgier Viktor Orbán byli jednymi politykami, którym Władimir Puti...
– Ale na rowerach jechali do Unii, a nie do Moskwy – jeden z belgradzkich dziennikarzy Dinko Grunović przypomina rowerowy rajd opozycyjnych studentów w kwietniu ubiegłego roku do siedziby Parlamentu Europejskiego w Strasburgu. Obecnie UE zaczęła w końcu wywierać presję na Vucicia, odbierając Serbii 1,5 mld euro dotacji „z powodu regresu w systemie sądowniczym”. – Nie można siedzieć na dwóch stołkach – mówiła komisarz UE Marta Koss, sugerując, że bliskość i polityczna, i ideowa z Rosją jest nie do pogodzenia z członkostwem kraju w Unii.
Moskwa zaś cały czas wspiera Vucicia, swego ostatniego sojusznika w Europie. W zamian Serbia nie dołączyła do antyrosyjskich sankcji. A sympatię Trumpa prezydent właśnie próbuje zdobyć. „Europa go oczernia, ale my w Serbii widzimy w nim przyjaciela. (…) Jesteśmy jedynym zakątkiem Europy, gdzie ostatnio wzrosła sympatia do USA” – napisał w Fox News Vucić o Amerykaninie.
Demonstracja w Belgradzie
Część ekspertów uważa jednak, że jeśli Vucić będzie zbyt długo odkładał przedterminowe wybory, to w końcu znajdzie się w sytuacji Viktora Orbána. – Jeśli ludzie nie będą mogli już dłużej tolerować jego tyranii, to wtedy nie będzie dla niego żadnego ratunku, nawet jeśli Rosja z Ameryką będą po jego stronie – porównuje obu polityków profesor politologii Zoran Stojiljković.