Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie były rzeczywiste ustalenia sądu w sprawie Weroniki K. i dlaczego różnią się od medialnych narracji?
  • Na jakich podstawach sąd skazał Weronikę K. za zniesławienie lekarza Piotra A.?
  • Jaki kontekst polityczny i społeczny towarzyszył ułaskawieniu Weroniki K. oraz działaniom organizacji pro-life?
  • Mroczna przeszłość lekarza. Jak tłumaczy się teraz?

O ułaskawieniu Weroniki K. poinformowała Kancelaria Prezydenta Karola Nawrockiego w połowie kwietnia. W komunikacie podano, że o skorzystaniu z prawa łaski przesądziły: incydentalny charakter czynu, ustabilizowany tryb życia skazanej, sytuacja rodzinna (sprawowanie opieki nad trójką małoletnich dzieci, w tym jednego z niepełnosprawnością), zasady sprawiedliwości i racjonalności represji karnej oraz względy społeczne. 

Kancelaria Prezydenta nie podważała jednak wyroku skazującego kobietę za zniesławienie lekarza z Gdańska – Piotra A. W jaki sposób go zniesławiła? Jak sama K. opowiadała w „Super Expressie”, po badaniu USG i zleceniu testu PAPP-A lekarz miał zaproponować jej aborcję. I tłumaczyła, że gdy odmówiła, ten miał powiedzieć jej: „Po co ci down w domu?”. Następnie, jak relacjonowała, udała się do lekarza prowadzącego, który nie widział żadnej wady. Syn kobiety urodził się zdrowy. 

Jak prawicowi politycy i media pisali o sprawie Weroniki K. ułaskawionej przez prezydenta Karola Nawrockiego?

Prawicowe media i organizacje, w tym Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu, który założył poseł PiS Dariusz Matecki, pisały o K. jako „symbolu niezłomności”. „Kiedy w 2016 r. usłyszała od lekarza diagnozę o zespole Downa u swojego nienarodzonego syna i była wielokrotnie namawiana do aborcji, dokonała wyboru, który zmienił wszystko. Dziś jej sprawa nabiera nowego znaczenia w obliczu decyzji o ułaskawieniu. Czy ułaskawienie to tylko akt prawny, czy polityczny wstrząs, który całkowicie zaskoczył obecną koalicję rządzącą? Za kulisami toczy się znacznie poważniejsza gra – starcie o fundamenty państwowości, w którym prokuratura pod lupą obserwuje działania doradców Karola Nawrockiego. To, co dzieje się teraz w cieniu wielkiej polityki, rzuca zupełnie nowe światło na sprawę pani Weroniki”. 

Uzasadnienie wyroku wskazuje na to, że lekarz nie namawiał jej do aborcji a ona sama była u niego tylko raz

„Rzeczpospolita” wystąpiła do Sądu Rejonowego w Starogardzie Gdańskim o uzasadnienie skazującego wyroku, który zapadł 10 lutego 2025 r. po pięciu rozprawach. Weronika K. została wówczas skazana na karę czterech miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cel społeczny w wymiarze dwudziestu godzin miesięcznie oraz na pokrycie kosztów pełnomocnika lekarza – 1812 zł.

Sędzia Wojciech Jankowski orzekł także podanie wyroku do publicznej wiadomości poprzez opublikowanie go przez okres dwóch tygodni na stronie internetowej Fundacji Życie i Rodzina Kai Godek (wyrok został podtrzymany, w gdańskiej apelacji o miesiąc został zmniejszony wyrok w zawieszeniu). Zobowiązał też kobietę do przeproszenia pokrzywdzonego lekarza na platformie Facebook. Kobieta miała wykonać to w ciągu dwóch tygodni od dnia uprawomocnienia się wyroku. Ale tego nie zrobiła. Uzasadnienie wyroku wskazuje na to, że lekarz nie namawiał jej do aborcji, a ona sama była u niego tylko raz.

Czytaj więcej

Znana lekarka przeprowadza sterylizacje kobiet. Czy jest to nielegalne?

Pięć wpisów Weroniki K. zniesławiających lekarza Piotra A. 

Weronika K. została oskarżona z oskarżenia prywatnego lekarza o to, że „w dniu 23 lipca 2022 r. w nieustalonym miejscu zniesławiła lekarza za pomocą środków masowego komunikowania w ten sposób, że na portalu FB zamieściła wpisy pomawiające pokrzywdzonego, przedstawiające negatywną opinię o pokrzywdzonym jako lekarzu-ginekologu-położniku i działaniach podejmowanych przez wymienionego, czym naraziła lekarza na utratę zaufania potrzebnego dla wykonywania zawodu lekarza”.

Były to wpisy: „Niech pani Bogu dziękuje za to, że dziecka pani nie chciał wyskrobać, wręcz namawiając do tego, chwaląc się jak to wyskrobuje inne dzieci”, „przez tego człowieka moja ciąża była jednym wielkim płaczem i smutkiem”, „mówiąc mu w twarz, co narobił mi i innym kobietom w ciąży namawiając je do aborcji”, „wiele kobiet przez niego cierpi i może niestety dokonuje aborcji na podstawie jego niedouczenia i chorych domysłów i jak sądzę żądzy pieniądza”, „Pomylił się nieraz i wie o tym doskonale, niestety jego pomyłki idą również w drugą stronę, nie widzi wad, gdy istnieją naprawdę. Niedouczony, bezczelny i ohydnie nastawiony na pieniądze człowiek”. 

Co ustalił sąd? Że „stan faktyczny w sprawie był de facto bezsporny”. Oskarżona nie kwestionowała tego, że zamieściła wpisy na portalu. „Sporne było jedynie to, czy okoliczności wskazane w tych wpisach były prawdziwe oraz czy motywacja, która stała za działaniem oskarżonej była uzasadniona”. 

Sąd uznał, że oskarżona Weronika K. „popada w sprzeczność”

Dlaczego ostatecznie kobietę skazano za zniesławienie? Okazuje się, że Weronika K. nie była „wielokrotnie namawiana” do aborcji – jak pisało stowarzyszenie posła Mateckiego – a sąd nie dał wiary jej wyjaśnieniom co do przebiegu kontaktu z lekarzem w 2016 r., czyli w czasie, gdy była w ciąży i poddała się badaniu. Zarzucił za to kobiecie, że „popada w sprzeczność”.

Lekarz nie mógł oskarżonej proponować terminacji ciąży w 14. czy 15. tygodniu ciąży, ponieważ już się z oskarżoną nie widział – czego oskarżona nie kwestionowała

sędzia Wojciech Jankowski w uzasadnieniu wyroku skazującego Wiktorię K.

„Nie ulega wątpliwości, a wynika to z treści dokumentacji lekarskiej, że oskarżona była na badaniu u pokrzywdzonego tylko jeden raz. (…) Tak więc nie mógł oskarżonej proponować terminacji ciąży w 14. czy 15. tygodniu ciąży, ponieważ już się z oskarżoną nie widział, czego oskarżona nie kwestionowała” – dowodził sąd w wyroku. Jak podkreślił, „oskarżona wskazała, że pokrzywdzony proponował jej terminację ciąży nawet wówczas, gdy wiedziała, że dziecko jest zdrowe”. Nie wiadomo jednak, w jakich okolicznościach miały padać takie propozycje, skoro Weronika K. miała do czynienia z ginekologiem tylko jeden raz i na pewno nie było to w czasie, gdy – jak sama stwierdziła – w wyniku wizyt u innych lekarzy potwierdzono, że dziecko urodzi się zdrowe. „Ponadto sama oskarżona zaprzeczyła w swoich wyjaśnieniach, że dostała od pokrzywdzonego adres kliniki aborcyjnej, mimo że tak napisała we wpisie na portalu” – czytamy w uzasadnieniu wyroku.

Sąd dopatrzył się innych niekonsekwencji w wypowiedziach kobiety. „Oskarżona konsekwentnie wskazywała na to, że pokrzywdzony proponował jej dokonanie zabiegu przerwania ciąży mimo że ostatecznie nie potwierdziło się to, że dziecko oskarżonej ma Zespół Downa, a więc pokrzywdzony miał się pomylić w diagnozie. Jednak oskarżona odmówiła odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące faktów, a nie domysłów oskarżonej. Co więcej, na pierwszej rozprawie odmówiła odpowiedzi na pytania sądu i oskarżyciela prywatnego” – wskazał sędzia Wojciech Jankowski.

Czytaj więcej

Prokuratura bada kolejną „interwencję poselską” Brauna

Uznał też, że kobieta zniesławiła lekarza przez wpisy, których treści nie potrafiła przed sądem obronić, a „co w sposób istotny może wpływać na postrzeganie jego kompetencji jako lekarza ginekologa”.

Sąd ocenił je kategorycznie: „Stwierdzenia zamieszczone przez oskarżoną nie znalazły poparcia w jakichkolwiek dowodach, które przedstawiła oskarżona. Nie przedstawiła ona żadnych dowodów – poza swoimi wyjaśnieniami – które potwierdzałyby okoliczności wskazane we wpisach będących przedmiotem zarzucanego jej przestępstwa. Sama zresztą stwierdziła, że ich treść wynikała z doświadczeń wynikających z jednorazowego osobistego kontaktu z pokrzywdzonym”. 

Lekarz Piotr A. poinformował o możliwości terminacji ciąży. Sąd: „Nie namawiał, a informował” 

Lekarz poinformował Weronikę K. o możliwości terminacji ciąży zgodnie z obowiązującym prawem – potwierdził sąd. Przypomnijmy, że w momencie, kiedy ginekolog miał zaproponować kobiecie przeprowadzenie aborcji ze względu na podejrzenie Zespołu Downa u dziecka, terminacja ciąży na podstawie tzw. przesłanki embriopatologicznej, była w Polsce legalna. Uchylił ją dopiero wyrok Trybunału Konstytucyjnego w październiku 2020 r. 

Weronika K. uznała sam fakt, że lekarz w wyniku prowadzonej przez siebie diagnostyki zwrócił jej uwagę na możliwość wystąpienia u płodu Zespołu Downa i związaną z tym możliwość wykonania terminacji ciąży – za zachowanie niezgodne ze sztuką i etyką lekarską i za powód dokonania zniesławiających go wpisów – wskazał sąd. 

Co więcej, jak napisał sędzia Jankowski w wyroku, że „wniosek o błędnej diagnozie, a co za tym idzie o braku kompetencji zawodowych pokrzywdzonego wysnuła z tego, że jej dziecko urodziło się zdrowe”. Jednak „oskarżona nie wskazywała, że diagnoza była kategoryczna, tylko że pokrzywdzony wskazywał tylko na możliwość wystąpienia Zespołu i zalecał dalszą pogłębioną diagnostykę, z czego zresztą oskarżona nie skorzystała”. Sąd wziął także pod uwagę, że kobieta w swoich wyjaśnieniach bardzo podkreślała brak kultury osobistej lekarza, co jednak w ogóle nie znalazło odzwierciedlenia w jej wpisach o ginekologu. Choć „oskarżona wypowiadała się w imieniu wielu kobiet, w toku postępowania nie wskazała na ani jedną z nich, która miałaby podobne do niej negatywne doświadczenie z kontaktów z pokrzywdzonym w czasie ciąży, a także wypowiadała się o wielu przypadkach niekompetencji pokrzywdzonego, choć nie miała żadnych danych, które wskazywałyby na popełnienie przez pokrzywdzonego błędów w sztuce lekarskiej” – czytamy w uzasadnieniu wyroku.

Wolność słowa i wypowiedzi? Sąd: Granicą są prawa innych osób

Obrona Weroniki K. powoływała się na konstytucyjne prawo wolności słowa, jednak zdaniem sądu kobieta „nie wykazała prawdziwości swoich twierdzeń” i naruszyła „prawa innej osoby”, w tym wypadku lekarza. Wymierzając kobiecie karę, podkreślił „ewidentnie złą wolę oskarżonej”. 

Ja za swoje błędy zapłaciłem. Kiedy za moimi plecami zatrzasnęły się pewne wielkie żelazne drzwi, to powiedziałem sobie, że ryzyko mogę podejmować – każde, ale zgodne z prawem

Piotr A., lekarz, skazany w 2008 r. za nielegalne aborcje

Dlaczego Sąd nakazał umieszczenie przeprosin na portalu Fundacji? Podczas procesu Weroniki K. przed budynkiem sądu w Starogardzie w czasie każdej rozprawy odbywały się pikiety organizowane przez członków fundacji „przedstawiające całkowicie fałszywy obraz przedmiotu procesu i osoby pokrzywdzonego”. Jakoby K. była sądzona za „ujawnienie prawdy o tym, że pokrzywdzony nakłaniał ją do przerwania ciąży. Określano go jako osobę nakłaniającą do nielegalnej aborcji – całkowicie niezgodnie z prawdą, jako osobę niegodną miana lekarza, niegodną zaufania”.

Lekarz Piotr A.: „Nie pozwolę sobie pluć w twarz”

Rzeczywiście Piotr A. na początku XXI w. dokonywał nielegalnych aborcji – został oskarżony i w 2008 r. skazany za wykonanie 19 terminacji za pieniądze. Nigdy nie odebrano mu prawa wykonywania zawodu. 

– Ja za swoje błędy zapłaciłem. Kiedy za moimi plecami zatrzasnęły się pewne wielkie żelazne drzwi, to powiedziałem sobie, że ryzyko mogę podejmować – każde, ale zgodne z prawem. Tego się trzymam i nie pozwolę pluć sobie w twarz – mówi „Rzeczpospolitej” lekarz. 

Według Piotra A. sprawa ułaskawienia Weroniki K. ma charakter polityczny, a kołem zamachowym jest ruch pro-life – Pani K. znalazła sobie pomocników w postaci Fundacji Życie i Rodzina (Fundacja Kai Godek – red.) – moim zdaniem to jest taka bojówka, która wyszukuje różne tematy – i ona stała się dla nich twarzą. Nagadali bzdur, mają swoich fanów i tak to wygląda – podsumowuje ginekolog. 

Obecnie lekarz prowadzi fundację promującą macierzyństwo, która organizuje akcje bezpłatnych badań ultrasonograficznych dla kobiet w ciąży w małych miejscowościach. 

Kaja Godek po ułaskawieniu Weroniki K. przez przez prezydenta napisała na portalu X: Było ciężko, ale od początku wiedzieliśmy, że jest całkowicie niewinna."