Na ile fakt budowy kolejnej zapory, tym razem na granicy z Rosją, wynika z realnego zagrożenia nielegalną migracją?

Zagrożenie z obwodu kaliningradzkiego jest realne, bo Rosja w swojej doktrynie ma zapisaną możliwość wykorzystania migrantów w działaniach hybrydowych. Od ponad roku obserwujemy to zjawisko nie tylko na naszej granicy z Białorusią, ale też na granicach z krajami bałtyckimi. Tyle że Rosja od wielu lat prowadzi taką operację, to zjawisko nie pojawiło się teraz.

Czytaj więcej

Szefowa czeskiej Izby Poselskiej: Nigdy nie byłam w Královcu

Naukowcy określają taką strategię działania Rosji inżynierią przymusowej migracji, poprzez którą realizuje interesy geopolityczne.

To, co teraz obserwujemy, nie jest przypadkowe, ale zostało zaplanowane i wykonane przez rosyjskie służby. Zresztą takie metody działania zostały przejęte z systemu stworzonego przez ZSRR, mamy do czynienia z kontynuacją tego sposobu myślenia. To działania długoterminowe, zaplanowane, celowe, realizowane metodycznie.

Niektórzy naukowcy znali koncepcję Władysława Surkowa, doradcy prezydenta Putina, sprowadzającą się do projekcji chaosu, albo wizję gen. Aleksandra Władimirowa, który w podręczniku dla rosyjskich wojskowych wskazał m.in. inwazję obcych grup etnicznych jako element prowadzenia działań niemilitarnych, którego celem było zaostrzenie nastrojów nacjonalistycznych. Tyle że podchodzili do nich jak do teorii spiskowych, wynikających z rusofobii.

Niektórzy postrzegają te teorie jako element wydumanej polityki antyrosyjskiej, ponieważ byli w tym kierunku sterowani. Jednym z elementów strategii inżynierii przymusowej migracji, rozłożonej w czasie na poszczególne elementy, jest budowanie przyczółków w kraju, który ma być celem ataku – teraz to Polska, Unia Europejska i NATO. Przyczółki te w pierwszej kolejności budowane są w sferze informacyjnej. Tak między innymi poprzez organizacje pozarządowe buduje się w państwie fałszywą świadomość, aby uśpić czujność albo ośmieszyć opinie kreowane np. przez agendy rządowe, które diagnozują takie zagrożenie. Chodzi o to, aby na wczesnym etapie przygotowania operacji państwo nie było świadome, co je czeka.

Zdaniem gen. Władimirowa zwycięstwo w wojnie asymetrycznej z zastosowaniem inżynierii przymusowej migracji jest możliwe tylko w przypadku wykorzystania takich czynników jak „syndrom prostego człowieczeństwa, litość silnych wobec słabych i nienawiść słabych wobec silnych”.

Ze źródeł, z których korzystamy przy analizach, dobitnie wynika, że są to te trzy elementy jako środki ciężkości, które przyjmuje nasz przeciwnik, aby prowadzić atak.

Wspomniał pan o tworzeniu przed dokonaniem ataku tzw. przyczółków. Jaką rolę odgrywają służby specjalne?

Prowadzona dzisiaj wojna informacyjna podlega ewolucji, udoskonalane są stosowane narzędzia. Ale jak prześledzimy historię stosowania przez Rosję inżynierii przymusowej migracji, warto przypomnieć przeprowadzoną na małą skalę w latach 70. operację sowieckich służb. Zgodziły się one na migrację do USA kilku tysięcy rosyjskich Żydów, i w tej grupie było bardzo dużo agentów.

Ale też pozwolono wyjechać osobom związanym z półświatkiem, które zaczęły tworzyć w USA zorganizowane grupy przestępcze. A w kolejnych latach lobby, które miało ambicję, aby mieć wpływ na amerykańską politykę.

Celem była destabilizacja i przygotowanie gruntu do masowej migracji. Pewną grupę stanowiły też osoby z problemami psychicznymi, które stały się obciążeniem dla państwa. Obydwie grupy: agenturalna i kryminalna, w rzeczywistości prowadziły powiązaną z sobą operację specjalną, której celem było m.in. destabilizowanie rynku, ale też tworzenie zaplecza poprzez budowanie wpływów, wyszukiwanie tzw. haków na polityków bądź wyłapywanie osób podatnych na wpływy ideologiczne np. na uczelniach. Patrząc na czasy nam bliższe, w latach 80. Sowieci spowodowali kryzys migracyjny, wypuszczając Kubańczyków do USA, co wywołało w tym kraju m.in. zamieszki. W 2015 roku spowodowali zaś kryzys humanitarny w Syrii, który przerodził się w kryzys migracyjny w Europie. W latach 2015–2016 wykreowali kryzys na granicy z Finlandią, w konsekwencji władze tego kraju ugięły się pod ich naciskiem i podpisały z władzami Federacji Rosyjskiej porozumienie. Te fakty są dowodem na hipotezę, że inżynieria przymusowej migracji jest sprawdzonym narzędziem walki stosowanym przez Rosję od dekad.

Można postawić tezę, że długofalowym celem spowodowanego przez Rosję kryzysu w Syrii jest dezintegracja UE.

Tak. Ale podam również inne przykłady, które obserwujemy po wybuchu wojny w Ukrainie, mogące mieć wpływ na to, czy pomagamy uchodźcom. Jest atak zbrojny na Ukrainę, a część ludzi, polityków nie potrafi powiedzieć, że to jest wojna. Nie używają prostych, wydaje się oczywistych słów, aby rozmyć odpowiedzialność. To nie wzięło się z niczego, to też jest efekt długofalowej operacji wpływu, którą – budując sobie zaplecze – prowadzi Federacja Rosyjska.

Jakie widzi pan rozwiązanie?

Powinniśmy sobie uświadomić, że jesteśmy manipulowani, wprowadzani w błąd, bowiem nie mając prawidłowej informacji, nie możemy podejmować decyzji w oparciu o racjonalne przesłanki. Manipulacja jest systemowa i przemyślana, nie jest przypadkowa. Spójrzmy na to, co się dzisiaj dzieje w Polsce. Grupy antyszczepionkowców, które zostały wzbudzone na początku epidemii, aby dezinformować i obniżać morale społeczeństwa przez podważanie skuteczności działania służby zdrowia, w momencie wybuchu wojny przyłączyły się do walki po stronie Rosji, tworząc grupy antyukraińskie.

Naszym wyzwaniem powinna być komunikacja strategiczna StratCom. To m.in. prowadzenie jednolitej skoordynowanej kampanii informacyjnej, także poprzez diagnozowanie dezinformacji i jej przeciwdziałanie. Nie może być tak, że różne instytucje państwowe ustalają własną politykę informacyjną. Wspólnie musimy uświadomić sobie, że mamy wroga, który jest bezwzględny, i powinniśmy się mu przeciwstawić. Jeżeli wojsko apeluje, aby nie robić zdjęć i nie podawać informacji o przemieszczaniu się żołnierzy, to tak powinno być. Budowanie komunikacji strategicznej w moim przekonaniu to klucz do zwycięstwa w tej wojnie.