Na ulice rosyjskich miast miały wyjść tysiące osób protestujących przeciw agresji Rosji na Ukrainę, do której doszło w czwartek rano.
W rejonie placu Puszkina w Moskwie miało zgromadzić się około kilku tysięcy osób protestujących przeciwko wojnie. Do tysiąca osób zgromadziło się na antywojennym proteście w Sankt Petersburgu - podaje AFP, powołując się na informacje swoich korespondentów.
Antywojenne protesty miały miejsce również w innych rosyjskich miastach.
Czytaj więcej
Ciężki walki toczą się w Ługańsku, Sumach, na północ od Kijowa, trudna jest sytuacja na południu - napisał na swoim profilu na Facebooku minister o...
Organizacja pozarządowa OVD-Info, która zbiera informacje o działaniach opozycji informuje, ze blisko 1 700 uczestników antywojennych protestów zostało zatrzymanych w 53 rosyjskich miastach. Ponad 900 zostało aresztowanych w moskwie, ponad 400 w Sankt Petersburgu.
W Moskwie na placu Puszkina protestujący skandowali "Nie, dal wojny!". Ten sam slogan ktoś miał wymalować na wejściu do izby niższej rosyjskiego parlamentu (Dumy).
Tylu uczestników antywojennych protestów miało zostać aresztowanych w Rosji
- Jestem w szoku. Moi krewni i najbliżsi mieszkają na Ukrainie - mówiła w Moskwie 23-letnia Anastazja Nestulia. - Co mam im powiedzieć? Trzymajcie się? - dodaje.
- Mam wrażenie, że władze oszalały - mówi z kolei 27-letnia Swietłana Wołkowa, która protestowała w Sankt Petersburgu.
54-letni Wiktor Antipow uczestniczący w proteście w Sankt Petersburgu podkreślił, że "nie popiera taktyki Putina". - Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce wojny - stwierdził.
Rosyjskie władze ostrzegały obywateli kraju przed udziałem w protestach.
Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej przypomniał, że za udział w nielegalnych protestach związanych z "napiętą sytuacją międzynarodową" grożą konsekwencje - w tym odpowiedzialność karna.