Reklama

Czy odsprzedaż biletów stanie się legalna?

Czy odsprzedaż biletów stanie się legalna? Nad uchyleniem zakazu rodem z PRL zastanawia się Komisja ds. Petycji.
Czy odsprzedaż biletów stanie się legalna?

Foto: Fotorzepa, Michał Warda

Grzywna, ograniczenie wolności, a nawet areszt – taka kara grozi temu, kto „nabywa w celu odsprzedaży z zyskiem bilety wstępu" albo po prostu nabył je na własne potrzeby, po czym „bilety takie sprzedaje z zyskiem". Karalne jest nawet „usiłowanie oraz podżeganie i pomocnictwo". O tym, czy te przepisy pozostaną w kodeksie wykroczeń, zdecydują posłowie. Dyskusja na ten temat rozpoczęła na jednym z ostatnich posiedzeń sejmowej Komisji do spraw Petycji.

Rozpatrzyła ona petycję od mężczyzny, która twierdzi, że przepis powinien zniknąć z kodeksu. Jego zdaniem spekulacja biletami przestała nosić cechy społecznej szkodliwości. Uważa, że przepis jest sformułowany błędnie, bo gdy czyta się go literalnie, okazuje się, że karalna jest sprzedaż co najmniej dwóch biletów, ale jednego już nie. Jednak przede wszystkim zdaniem autora petycji przepis z 1971 r., uchwalony w czasie obowiązywania dekretu o systemie cen urzędowych, jest anachroniczny w czasach gospodarki wolnorynkowej.

Wiesław Kot, filmoznawca i autor książki „PRL. Jak cudnie się żyło!", wspomina, że osoby odsprzedające bilety, czyli tzw. koniki, rzeczywiście były stałym elementem krajobrazu komunistycznych miast. – Złotym okresem dla koników były lata 40., 50. i 60. Odsprzedaż biletów była świetnym sposobem na podreperowanie budżetu osób, które w różnym okresie nazywało się niebieskimi ptakami, bikiniarzami albo bumelantami – wspomina.

Dodaje, że tępiony przez władze biznes rozwijał się wskutek wielkiego zainteresowania hitami kinowymi. – Kolejka w Poznaniu na „Siedmiu wspaniałych" sięgała połowy ówczesnej Gwardii Ludowej. Pół kilometra miały ogonki na premierowe seanse „Seksmisji". Niemal nie do „wystania" były wejściówki na filmy z Bruce'em Lee i niemieckie westerny o Winnetou – mówi.

Zdaniem Wiesława Kota z końcem PRL i pojawieniem się taśm VHS koniki zniknęły sprzed kin. Problem w tym, że wciąż „obsługują" duże imprezy sportowe, np. mecze reprezentacji Polski. Bilety na takie wydarzenia oficjalną drogą rozchodzą się w często w kilka godzin.

Reklama
Reklama

Piotr Żelazny, dziennikarz „Rzeczpospolitej" specjalizujący się w futbolu, mówi, że choć koniki wciąż można spotkać pod stadionami, operują głównie w internecie. – Sprzedaż biletów na portalach aukcyjnych jest nielegalna. Koniki oferują więc za kilkaset złotych szalik albo proporczyk, gratis dorzucając wejściówkę na mecz – wyjaśnia.

Z tego, że problem nie jest tak prosty, jak postuluje autor petycji, zdają sobie sprawę posłowie. – Czym innym jest jednorazowa odsprzedaż biletów, gdy z powodów losowych nie możemy wybrać się na wydarzenie, a czym innym prowadzenie takiej działalności w sposób stały – mówi Grzegorz Raniewicz z PO, wiceszef Komisji ds. Petycji.

Dlatego podczas posiedzenia komisji z ust posłów PO i PiS padały sugestie, by sformułować na nowo przepis z kodeksu wykroczeń, zamiast całkowicie go wykreślać. Szef komisji Sławomir Piechota z PO argumentował, że mimo końca PRL przepis wciąż w pewnym sensie chroni prawa konsumenta. Z decyzją o wniesieniu projektu posłowie wstrzymali się do czasu uzyskania odpowiedzi z Ministerstwa Sprawiedliwości. Ma dokonać „pogłębionej analizy aktualności uregulowania w kodeksie wykroczeń".

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Społeczeństwo
Zmiana czasu to nie tylko godzina mniej snu. Naukowcy ostrzegają przed skutkami
Społeczeństwo
Kto zapłacił za ewakuację Polaków z Bliskiego Wschodu? Specjalna umowa z agencją
pogoda
Początek wiosny pod znakiem deszczu i niskich temperatur. Kiedy pogoda się poprawi?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama