Niemal 500 zgonów i niemal 15 tys. nowych zakażeń dziennie (na 19 mln mieszkańców). Dramatyczne doniesienia z przepełnionych szpitali skłoniły Rumunów do ustawienia się w kolejkach przed punktami szczepień. Jest już za późno.

Wiele tygodni upłynie, zanim uda się zatrzymać obecną falę zakażeń. W dodatku kraj jest kilka tygodni bez rządu, a desygnowany na premiera dotychczasowy minister obrony gen. Nicolae Ciucă ma znikome szanse na utworzenie nowej koalicji. Prezydent Klaus Iohannis uparcie trzyma się kandydata z partii liberalnej, z której sam się wywodzi, co pogłębia chaos polityczny i utrudnia walkę z epidemią.

Czytaj więcej

Chorzy na COVID w szpitalu w Rumunii
Rumunia: Zgon zakażonego co pięć minut. Chorzy przewożeni na Węgry

– Przyczyną katastrofy jest nieudolność rządu premiera Florina Cîu z partii liberalnej odwołanego na skutek wotum nieufności po rozpadzie, na własne życzenie, koalicji rządowej. Rząd nie robił też nic, aby zapobiec rozprzestrzeniającej się od dawna propagandzie antyszczepionkowców, ani nie przygotował służby zdrowia na zbliżającą się katastrofę – mówi „Rzeczpospolitej" Ion Ionita z niezależnego dziennika „Adevarul". Dodaje, że zwolennicy teorii spiskowych mieli w ostatnich miesiącach niczym nieograniczony dostęp do mediów. W kampanię tę zaangażowany był też aktywnie rumuński Kościół prawosławny. Arcybiskup z południa kraju głosił publicznie, że szczepionki są niesprawdzone. Nauczycielka ostrzegała uczniów, że przyjęcie szczepionki grozi przemianą w zombi.

W rezultacie zaszczepiło się 30,6 proc. społeczeństwa (mniej niż połowa średniej unijnej.) Jeszcze wiosną nic nie zapowiadało katastrofy. Ale w kwietniu pojawiły się pierwsze informacje na temat rzekomej szkodliwości szczepionki Vaxzevria (AstraZeneca). W rezultacie dramatycznie spadła liczba szczepiących się. Tego trendu nie udało się odwrócić. Teraz sięgnięto po drastyczne kroki w postaci ograniczeń dla osób niezaszczepionych czy dwutygodniowe zamknięcie szkół.