„Rzeczpospolita”: Jakie kraje są narażone na ubóstwo?

Helena Krajewska: Najbardziej dramatyczna sytuacja jest w krajach dotkniętych wielowymiarowymi kryzysami, na które składać się mogą uwarunkowania polityczne, konflikty zbrojne czy skutki zmian klimatu, a przez ostatnie półtora roku - także pandemia COVID-19. To między innymi Somalia, Sudan Południowy, Jemen, Madagaskar oraz wiele innych krajów Afryki Subsaharyjskiej, Ameryki Łacińskiej i Azji Południowo-Wschodniej. Wyraźnie pogarsza się też sytuacja w państwach dotkniętych katastrofą gospodarczą, w tym w Libanie.

Jest gorzej, niż było?

Jeszcze kilka lat temu wskaźniki dotyczące głodu, niedożywienia i ubóstwa spadały. Od niedawna, od 2014/2015 roku, znów widzimy pogorszenie sytuacji. Wiele wysiłków Organizacji Narodów Zjednoczonych i organizacji pomocowych na rzecz zmniejszenia głodu zostało niestety wręcz zaprzepaszczonych lub znacząco spowolnionych. Według najnowszych danych ONZ 3 miliardów osób nie stać na to, by zapewnić sobie i swojej rodzinie pełnowartościowy posiłek. Potrzebne jest zatem wsparcie organizacji będących na miejscu, współpracujących z władzami i społecznościami, aby w sposób efektywny wzmacniać lokalne rolnictwo, gospodarki, potencjał społeczno-gospodarczy krajów.

Jak ewoluuje pomoc humanitarna?

Na przestrzeni ostatnich lat zmieniło się przede wszystkim podejście do udzielania pomocy. Organizacje się szybko profesjonalizują, stawiają na efektywność oraz sprawczość lokalnych społeczności i NGO-sów. Coraz więcej środków przeznacza się na pomoc rozwojową, tego rodzaju działania mają zapewniać długotrwałe efekty. Angażujemy więc ekspertów z krajów, gdzie działamy, a potrzebne materiały kupujemy na miejscu, by wspierać lokalny rynek. Dzięki temu możemy współpracować jako PAH np. z kenijskimi kooperatywami rolniczymi. Oczywiście, są sytuacje kryzysowe, gdy jest potrzebna natychmiastowa pomoc, pomoc humanitarna, tak jak w przypadku powodzi, trzęsień ziemi, długotrwałych susz czy nagłych konfliktów zbrojnych. Ale niezwykle ważne są właśnie te działania długofalowe, przyczyniające się do stałego rozwoju gospodarczego. Zauważamy przy tym zaangażowanie lokalnych społeczności, działających na rzecz stabilizacji i budowania dobrobytu w swoich krajach. Ich wysiłek, przy pomocy organizacji międzynarodowych i pomocowych oraz świata biznesu może doprowadzić do sytuacji, w której znów będziemy mogli mówić o trendzie pozytywnym, o trwałej poprawie tam, gdzie życie wciąż jest bardzo kruche.

Czytaj więcej

Odwracanie dewastacji planety pochłonie miliardy dolarów

Czy efekty takiej pomocy widać szybko?

Przykładowo: działając w Kenii od kilku lat, już widzimy doraźne efekty. Niektóre miejscowości uzyskały dostęp do wody, wyszkoliliśmy rolników w zakresie efektywnych, odpornych na zmiany klimatyczne upraw. Działamy z założeniem, że te dobre wzorce będą kopiowane, powielane przez kolejne kooperatywy. I tak się dzieje. Ale efekty na szeroką skalę zobaczymy za kilka, kilkanaście lat. Ubóstwo bowiem to nie tylko brak środków finansowych. To brak dostępu do sfer mogących daną osobę czy społeczność z tego ubóstwa wydobyć. Jeśli nie mamy dostępu do żywności, to nie zapewnimy posiłków dzieciom. One potrzebują pełnowartościowych, stałych posiłków – zwłaszcza w młodym wieku, by się prawidłowo rozwijać. Niedożywione dzieci będą gorzej wypadały w szkole i w efekcie otrzymają gorszą pracę, przez co nie zapewnią godnych warunków życiowych swoim rodzinom. I tak w kółko. Podobnie wygląda sytuacja z opieką zdrowotną, z dostępem do szkół, do czystej wody. Dlatego wiele osób pozostaje zamknięte w kręgu ubóstwa. I dlatego efektywna pomoc musi być przemyślana i działać u podstaw, poruszać wiele sfer, odpowiadać na złożone problemy.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Jak na sytuację tych ludzi wpływają zmiany klimatyczne?

Do 2070 roku część obszarów, w których w tym momencie jeszcze da się mieszkać, nie będzie zdatna do życia przez zmiany klimatu, wywołujące nawracające katastrofy naturalne i podnoszenie się temperatur. Taka sytuacja, w najgorszym scenariuszu, może dotknąć aż 3 mld ludzi. Przewiduje się też, że kryzys klimatyczny już za mniej niż 30 lat zmusi do ucieczki ze swoich krajów 1,2 mld osób. Dokąd wtedy pójdą ci ludzie, gdzie będą mogli szukać ratunku? Już teraz trzeba o tym myśleć i starać się ograniczać skutki zmian klimatu. U nas być może nie zawsze są one odczuwalne na co dzień – ale w krajach afrykańskich już teraz są wpływają na wszystkie aspekty życia. Kiedyś pory roku były tam regularne, ustalone. Na tej stałości można było oprzeć planowanie robót rolnych, zbór plonów. Teraz pory suche się wydłużają, a niedługo po nich pojawiają się ulewne deszcze, prowadzące do powodzi. Takie sytuacje zmuszają ludzi do ucieczek. Znamy już przypadki rodzin z Somalii, Sudanu Południowego, które nie zdążyły ustabilizować się w nowym miejscu i znów musiały uciekać. Musimy zdać sobie sprawę, że ruchy migracyjne bardzo często są związane właśnie z kryzysem klimatycznym.

Przewiduje się też, że kryzys klimatyczny już za mniej niż 30 lat zmusi do ucieczki ze swoich krajów 1,2 mld osób

Pomoże zmiana podejścia?

Często mówimy o kryzysie humanitarnym w kontekście miliardów osób, wielkich liczb, procentów. Warto tę perspektywę zmienić i zdać sobie sprawę, że mówimy przecież o konkretnych osobach, rodzinach, historiach. Pokazuje to chociażby sytuacja na granicy polsko-białoruskiej i wielu innych granicach. Te osoby nie są kryzysem, tylko żyją w kryzysie. Nie są falą, masą – są po prostu ludźmi. I potrzebują naszego wsparcia.