O tytuł Europejskiej Stolicy Kultury Warszawa konkuruje z Gdańskiem, Katowicami, Lublinem i Wrocławiem. O tym, które miasto wygra, zdecydują w czerwcu eksperci z Polski i Parlamentu Europejskiego na podstawie propozycji programów artystyczno-kulturalnych zgłoszonych przez miasta.
Warszawa właśnie przygotowuje taki projekt. Opiniowaniem pomysłów zająć się ma powołana przez prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz Rada Programowa do spraw Przygotowań m.st. Warszawy do Uzyskania Tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 r.
W jej skład weszło 11 osób, m.in. varsavianista Marek Ostrowski, kurator w Muzeum Sztuki Nowoczesnej Sebastian Cichocki, kuratorka teatru i tańca Joanna Warsza czy założycielka Fundacji Nowej Kultury Bęc Zmiana Bogna Świątkowska.
– Są to osoby, które zaangażowały się w projekt od samego początku, cały czas nam doradzały – mówi pełnomocnik prezydent Warszawy ds. ESK Ewa Czeszejko-Sochacka. – Zależało nam na tym, by w radzie znaleźli się znani menedżerowie i działacze kultury, osoby, które są autorytetami w swoich środowiskach.
Wszystko ds. ESK
Radni opozycji wytykają jednak, że rada programowa to kolejne ciało zajmujące się przygotowaniami Warszawy do walki o tytuł ESK. – Mamy pełnomocnika prezydent ds. ESK, zespół ds. ESK, podkomisję Rady Warszawy ds. ESK i kierownika artystycznego ESK. Czy te ciała się czasem nie dublują – pytają?
Powołaliśmy tyle instytucji, gdyż poważnie podchodzimy do konkursu Ewa Czeszejko-Sochacka pełnomocnik ds. ESK
– Wręcz przeciwnie – mówi Ewa Czeszejko-Sochacka. – To, że powołaliśmy tyle instytucji, oznacza, że Warszawa poważnie podchodzi do konkursu.
– Część z tych instytucji można by spokojnie zlikwidować – mówi Maciej Maciejowski (PiS). – W ratuszu jest kilkudziesięciu urzędników odpowiadających za promocję, powinni móc zrobić to o własnych siłach. Tymczasem mam wrażenie, że takie projekty stają się wygodnym pretekstem do zwiększania zatrudnienia.
Kierownik artystyczny Grzegorz Piątek ma za zadanie przygotować kompletny wniosek o przyznanie tytułu (wstępną, ramową wersję stworzyła za 548 tys. zł fundacja Pro Kultura). Zespół ds. ESK ma zająć się formalnościami, a pełnomocnik – koordynowaniem prac.
– My jako radni staramy się z kolei zabezpieczyć budżet i nadzorować przygotowania – mówi przewodnicząca doraźnej komisji ds. ESK 2016 Agnieszka Jakowicka. – Mamy o tyle ciężką sytuację, że jest to konkurs, więc wiele rzeczy jeszcze jest tajne.
Powstać ma też Konsorcjum ds. ESK, do którego wejdą m.in. przedstawiciele biznesu (m.in. szef Giełdy Papierów Wartościowych) i organizacji pozarządowych. Będzie miało za zadanie szukać sponsorów projektów kulturalnych.
Tysiąc za popołudnie
Członkowie rady powołani zostali na trzy lata. Zarządzenie prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz stanowi, że spotykać będą się nie rzadziej niż raz w miesiącu. Prawdopodobnie będą jednak obradować o wiele częściej. Wszyscy ci, którzy nie są zatrudniani przez ratusz, za każde posiedzenie dostaną tysiąc złotych brutto.
Jeśli zebranie zostało zwołane, a z jakichś powodów nie będzie mogło się odbyć (np. brak kworum), członkowie rady dostaną po 500 zł.
– Wbrew pozorom nie jest to wcale tak dużo, jeśli wziąć pod uwagę wynagrodzenia członków rad nadzorczych i programowych w innych instytucjach, chociażby w TVP – twierdzi Ewa Czeszejko-Sochacka. – W radzie ESK jest naprawdę wiele pracy. Trzeba dokładnie przejrzeć projekty, przeanalizować je, podejmować decyzje. Jeśli te osoby robiłyby to dla firmy konsultingowej czy agencji public relations, zarabiałyby o wiele więcej. Musimy zrobić wszystko, by wygrać.
Inne zdanie ma radny Maciejowski. – Uczestniczenie w takiej radzie to prestiż, nie powinno być dodatkowo płatne – mówi.
– Tym bardziej w czasach, gdy na wszystko brakuje pieniędzy.
Jeśli okaże się, że Warszawa przegra walkę o tytuł ESK (decyzja ma być ogłoszona 21 czerwca), rada zostanie rozwiązana w ciągu miesiąca.