Od 1 czerwca 2025 r. obowiązuje ustawa o rynku pracy i służbach zatrudnienia (Dz.U. 2025 poz. 620), która zastąpiła obowiązujące przez wiele lat przepisy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Z założeń projektodawców wynikało, że zmieniający się rynek pracy wymusił opracowanie nowych regulacji, które mają odpowiadać na obecne potrzeby osób poszukujących pracy, bezrobotnych oraz przedsiębiorców. Nowelizacja miała też zrewolucjonizować funkcjonowanie urzędów pracy.

Czytaj więcej:

Prawo pracy Reforma Państwowej Inspekcji Pracy. Firmy dostaną rok ochrony

Pro

Sprawdziliśmy, jak przebiega wdrażanie nowych przepisów po prawie roku od ich wejścia w życie.

Zdaniem Moniki Fedorczuk, dyrektorki Urzędu Pracy m.st. Warszawy, po roku obowiązywania ustawy o rynku pracy i służbach zatrudnienia nie powinniśmy mówić o rewolucji, lecz raczej o próbie poszerzenia roli urzędów pracy.

Zdaniem ekspertki mniej istotne jest „co zapisano w przepisach”, ale: „czy urzędy dostały warunki i zasoby, aby nowe zadania wykonać skutecznie?”.

– I właśnie w tym miejscu najlepiej widać główne napięcie tej reformy: ustawowo rozszerzono zakres zadań, bez proporcjonalnego wzmocnienia zasobów, które pozwoliłyby te zadania realnie wykonywać – ocenia Monika Fedorczuk. 

Jak tłumaczy, nowa ustawa zmienia sposób myślenia o klientach publicznych służb zatrudnienia. Urzędy pracy nie mają już koncentrować się wyłącznie na osobach bezrobotnych zarejestrowanych w systemie. W większym stopniu powinny docierać także do biernych zawodowo, niezarejestrowanych, młodych, osób po 50. roku życia, seniorów, a także do pracodawców, którzy mierzą się z niedoborem kompetencji i zmianami demograficznymi.

– To kierunkowo ważna zmiana. Problem polega jednak na tym, że samo rozszerzenie grup odbiorców nie oznacza jeszcze większej skuteczności. Osoba młoda, człowiek w wieku 60+/65+, pracownik po utracie zatrudnienia, bierny zawodowo i przedsiębiorca szukający kandydatów potrzebują zupełnie innych form wsparcia. To wymaga specjalizacji, czasu, narzędzi, danych i dobrze przygotowanych pracowników. Bez odpowiedniego finansowania łatwo stworzyć system, który ma szerszy zakres odpowiedzialności, ale niekoniecznie większą realną sprawczość – ocenia. 

Jak przyznaje Monika Fedorczuk, rok 2026 jest pod względem przekazanych na aktywizację środków szczególnie trudny, gdyż ograniczono wydatki na ten cel o około 40 proc.

– Zatem, mimo zmian prawnych, realne możliwości oddziaływania zostały zmniejszone, co niewątpliwie ma wpływ na ocenę skuteczności wprowadzanych regulacji – mówi szefowa warszawskiego urzędu. 

Czytaj więcej

Mniej aktywnych zawodowo rencistów. Eksperci wyjaśniają przyczyny tego zjawiska

Problemy z powiązaniem ubezpieczenia zdrowotnego ze statusem bezrobotnego

Monika Fedorczuk przypomina, że mimo zgłaszanych przez wiele lat postulatów rząd nie zdecydował się oddzielić uprawnień do opieki zdrowotnej od statusu bezrobotnego, co powoduje, że dla istotnej części osób zarejestrowanych nadal podstawową motywacją do wizyty w urzędzie jest uzyskanie prawa do bezpłatnej opieki zdrowotnej.

– Realizacja tego postulatu spowodowałaby nie tylko liczebny spadek osób bezrobotnych, ale także możliwość koncentracji działań urzędów na wspieraniu tych, którzy tego wsparcia potrzebują – ocenia.

Potwierdza to Łukasz Iwaszkiewicz z Działu Marketingu i Współpracy z Pracodawcami Gdańskiego Urzędu Pracy.

– Choć od wielu lat toczy się na ten temat ożywiona dyskusja, nic w tym zakresie się niestety nie zmienia. W efekcie wśród zarejestrowanych bezrobotnych coraz większą grupę stanowią osoby, które nie są zainteresowane ani podjęciem pracy, ani udziałem w działaniach aktywizacyjnych – rejestrują się wyłącznie w celu uzyskania prawa do ubezpieczenia zdrowotnego. W efekcie doradcy ds. zatrudnienia często angażują się w aktywizację osób, które nie chcą i nie potrzebują wsparcia. Co gorsza, brakuje skutecznych narzędzi, które pozwoliłyby precyzyjnie określić, kto rzeczywiście potrzebuje pomocy w znalezieniu zatrudnienia – mówi.

Monika Fedorczuk zwraca też uwagę na zróżnicowanie lokalnych rynków pracy, a co za tym idzie odmienność wyzwań przed którymi stają publiczne służby zatrudnienia, które w przepisach nie zostały uwzględnione.

– Stolica nie jest typowym rynkiem wysokiego bezrobocia. Tutaj jednym z kluczowych wyzwań jest raczej dopasowanie kompetencji do potrzeb pracodawców, aktywizacja osób pozostających poza rejestrem, starzenie się społeczeństwa, zmiany technologiczne i konkurencja o pracowników. Innych narzędzi potrzebuje więc Warszawa, a innych powiat z wysokim bezrobociem strukturalnym. Tymczasem przepisy nadal bardzo szczegółowo określają sposób działania urzędów pracy, co ogranicza możliwość budowania lokalnych strategii odpowiadających na realną specyfikę danego rynku – podkreśla.

Czytaj więcej

ZUS: coraz więcej pracujących emerytów. Eksperci: to złe zjawisko

Łatwiejszy kontakt z urzędem i cyfryzacja 

– Pozytywnie należy ocenić rozwiązania ułatwiające klientom kontakt z urzędem, w tym możliwość rejestracji według miejsca zamieszkania, a nie zameldowania, większą cyfryzację usług czy szerszy dostęp do części instrumentów rynku pracy. Z całą pewnością w bazie ofert pracy zwiększyła się liczba ogłoszeń o wolnych stanowiskach, co jest skutkiem wprowadzenia obowiązku dla podmiotów publicznych zgłaszania wszystkich rekrutacji prowadzonych w tych instytucjach. Niewątpliwie to gromadzi do tej pory rozproszoną informację o możliwościach rekrutacyjnych i zwiększa zakres tych ofert – mówi Monika Fedorczuk.

Z kolei jak wskazuje Łukasz Iwaszkiewicz, ocena skutków nowej regulacji musi być podzielona na kilka części.

Za trafione uznaje np. zmiany w niektórych formach aktywizacji.

– Przykładem są prace interwencyjne, w przypadku których nowa ustawa w sposób zdecydowany podniosła kwotę wsparcia. W efekcie dziś obserwujemy widoczny wzrost zainteresowania tym instrumentem ze strony pracodawców – dodaje.

Z kolei w zakresie pośrednictwa pracy i poradnictwa zawodowego pozytywnie ocenia obowiązek zgłaszania ofert zatrudnienia do urzędów pracy przez jednostki sektora publicznego.

– Dzięki temu rozwiązaniu możemy wreszcie pełnić rolę swego rodzaju integratora, instytucji, która – choć nie gromadzi wszystkich ofert dostępnych na rynku – dysponuje przynajmniej ogłoszeniami pochodzącymi z administracji – mówi.

Z drugiej jednak strony, jak przyznaje, pojawiły się dość restrykcyjne wymogi, jakie muszą spełnić pracodawcy zainteresowani zgłoszeniem oferty zatrudnienia w urzędzie pracy dotyczące opłacania składek i podatków. 

– Nawet niewielkie zadłużenie może więc sprawić, że oferta nie zostanie przyjęta i udostępniona bezrobotnym. Z pewnością dopracowania wymaga także system umożliwiający pracownikom urzędów pracy weryfikację firm pod kątem wymagań określonych w ustawie – mówi.

Gdański urząd zwraca jednocześnie uwagę na kwestie związane z wprowadzeniem instrumentów wspierających aktywizację osób dojrzałych.

– W starzejącym się społeczeństwie to rozwiązanie szczególnie potrzebne. Martwi nas jednak symboliczne zainteresowanie tym narzędziem ze strony pracodawców. Oferowana przez publiczne służby zatrudnienia pomoc wydaje się zbyt niewielka, aby skutecznie zachęcić przedsiębiorców do śmielszego zatrudniania osób 60+ – mówi Łukasz Iwaszkiewicz. 

Urzędy pracy muszą zadbać także o tych bezrobotnych, którzy ewidentne nie chcą podjąć pracować

Krytycznych obserwacji nie brakuje też w obszarze rejestracji osób bezrobotnych.

– Z jednej strony pozytywnie oceniamy wprowadzenie przepisów umożliwiających nadawanie statusu według miejsca zamieszkania, a nie zameldowania. Takie rozwiązanie zdecydowanie bliższe jest realiom rynku pracy, zwłaszcza w przypadku dużych aglomeracji, do których migrują za pracą mieszkańcy okolicznych powiatów. Krokiem w dobrym kierunku należy też określić rezygnację z bezterminowego przyznawania statusu osoby bezrobotnej i zastąpienie go trzyletnim okresem, a także zmiany w sposobie naliczania świadczeń. Zastąpienie trzyprogowej skali rozwiązaniem dwustopniowym umożliwiło osobom z krótszym stażem pracy korzystanie z wyższego zasiłku – mówi Łukasz Iwaszkiewicz. 

Jednak z drugiej strony, jak podkreśla, ustawa zawiera także kilka mniej trafnych rozwiązań.

– Przede wszystkim urzędom pracy odebrano narzędzia pozwalające na wyłączanie z ewidencji tych bezrobotnych, którzy w sposób ewidentny nie są zainteresowani wsparciem publicznych służb zatrudnienia. Na mocy wcześniej obowiązujących przepisów możliwe było np. wyrejestrowanie osoby, która odmówiła przyjęcia oferty pracy. Obecnie, mimo wprowadzenia nowych regulacji, ich skuteczność jest znacznie ograniczona. Zgodnie z aktualnymi przepisami urząd pracy może wyrejestrować osobę bezrobotną wyłącznie wtedy, gdy ta nie utrzymuje kontaktu z urzędem przez 90 dni lub nie realizuje indywidualnego planu działania. Taki model sprawia, że jakiekolwiek próby dyscyplinowania klientów niezainteresowanych realnym wsparciem stają się w praktyce czysto iluzoryczne – mówi.

W efekcie, jak wskazuje Monika Fedorczuk, na dziś jest ostrożna przy całościowej ocenie zmian. 

– Reforma uporządkowała część rozwiązań i poszerzyła ambicje systemu, ale jej efekty będą zależały od trzech rzeczy: stabilnych przepisów wykonawczych, sprawnych narzędzi cyfrowych oraz finansowania adekwatnego do liczby i różnorodności klientów. Bez tego trudno mówić o rzeczywistej rewolucji. Bardziej o zmianie, której potencjał dopiero musi zostać poparty zasobami – podsumowuje.