PAN jest mocno krytyczna wobec zmian, które ministerstwo nauki chce wprowadzić w ustawie o Akademii. Przypomnijmy: jeśli wejdą w życie, kanclerza odwoła minister nauki jedynie po zasięgnięciu opinii prezesa; będzie on też decydował o finansowaniu instytutów, do rad naukowych zaś wprowadzi swoich przedstawicieli. Jak pan to skomentuje?
Choć kanclerz wciąż powoływany będzie na wniosek prezesa, słaba to pociecha, bo możliwość jego „ręcznego” odwołania – z dowolnego powodu – siłą rzeczy uczyni z niego podwładnego ministra. Cały ten projekt deformy PAN opiera się na braku zaufania i maksymalnej centralizacji procesów decyzyjnych, które oddane zostaną w ręce polityków. Wiceminister Maciej Gdula dąży do sytuacji, w której nadzór nad PAN – sprawowany dziś przez kancelarię premiera – zostanie przeniesiony do ministerstwa nauki i jemu podporządkowany. To spowoduje, że akademia – zamiast stanowić eksperckie zaplecze dla rządu – będzie jedną z setek organizacji „na łasce” ministra. A do czego takie zwierzchnictwo może doprowadzić, pokazały przypadki Sieci Badawczej Łukasiewicz i NCBR IDEAS. To szalenie niebezpieczny pomysł upolitycznienia wiodącej instytucji naukowej, w dodatku realizowany bez dobrego uzasadnienia.