Sędzia Jarosław
Matras jest sędzią Sądu Najwyższego od kilkunastu lat.
Wcześniej pracował w Wydziale Karnym Sądu Okręgowego i Sądu
Apelacyjnego w Lublinie. Jest też jednym z 1500 sygnatariuszy listu w obronie dwóch sędzi z Sądu Apelacyjnego w
Warszawie: Ewy Gregajtys i Ewy Leszczyńskiej-Furtak, które po kilkudziesięciu latach orzekania w Wydziale Karnym zostały bez swej zgody przeniesione do Wydziału Pracy i Ubezpieczeń
Społecznych.
- Dla mnie to ewidentne szykany za wydawane orzeczenia, za opieranie się na konstytucji i stosowanie prawa europejskiego. Te przenosiny służą wyłącznie władzom Sądu Apelacyjnego, które chcą uciszyć środowisko sędziowskie. Chcą się pozbyć "kłopotu", ale nie patrzą przez pryzmat ludzi - obywateli, których sprawy trafią do sądu - uważa sędzia Matras.
Dodał, że nagłe przenoszenie sędziów do zupełnie innej kategorii spraw to zaprzeczenie idei specjalizacji w sądownictwie. - To tak, jakbyśmy z dnia na dzień przenieśli lekarza, który leczy choroby serca do okulistyki - wyjaśnił sędzia.
Czytaj więcej:
W nawiązaniu do pism wiceprezesa SA w Warszawie z 5 sierpnia 2022 r. w sprawie zmiany przydziału i przeniesienia SSA Ewy Leszczyńskiej-Furtak oraz...
Pro
W ocenie Jarosława Matrasa, zbyt wielu sędziów nie chce się podpisać pod listem w obronie koleżanek z obawy przed konsekwencjami.
- Uważam, że na większość środowiska działa efekt mrożący. Nie mówię tylko o przenoszeniu z wydziału do wydziału, ale o wszczynaniu postępowań dyscyplinarnych czy zawieszaniu sędziów za wydawanie orzeczeń, które nie spodobały się władzy. Choćby sędzia Agnieszka Niklas - Bibik ze Słupska czy Adam Synakiewicz z Częstochowy. Nikt z tych sędziów nie popełnił czynów sprzecznych z prawem w sensie obyczajowym, nie złamał norm prawa karnego. Tu chodzi wyłącznie o wydane przez nich orzeczenia. I jeśli inni sędziowie to widzą, to części z nich jest wygodniej powiedzieć: "Nie będę się wychylał. Bo jak się wychylę i orzeknę tak jak uważam, że powinno się orzec, to ktoś mnie może za to zawiesić. To oznacza nieprzyjemności, nie będę mógł pracować, jeszcze mi obniżą wynagrodzenie. To lepiej nie będę orzekał tak jak myślę, tylko zrobię tak, by było to dla mnie bezpieczne" - tłumaczy Jarosław Matras. - A to jest zaprzeczenie idei służby sędziego. To bardzo niebezpieczne - dodaje.
Sędzia SN apeluje do koleżanek i kolegów, by nie poddawali się takiemu myśleniu.
- Na ciebie nie ma prawa
działać cokolwiek, co powodowałoby, że będziesz myślał innymi
kategoriami, pozaprawnymi. Nie może być mowy o orzekaniu zgodnie z tym,
czego ktoś inny oczekuje, czy o myśleniu: "Jak tak orzeknę, to będę miał
spokój". Trzeba mieć odwagę w orzekaniu. Jeśli tej odwagi nie masz -
mówię to do sędziów - to znaczy, że przysięga sędziowska chyba nie jest
przestrzegana - powiedział Jarosław Matras. Jak tłumaczy, niedopuszczalne
jest, by przy orzekaniu wychodzić z założenia, że najważniejsze jest
to, by samemu nie mieć kłopotów.
- Najważniejsza jest odwaga wynikająca z etosu pracy sędziego. Jeśli tak właśnie wykładam przepisy prawa, to jest to albo białe, albo czarne. Tu nie ma szarości - nie można wychodzić z założenia: "Myślę białe, ale pójdę w inną stronę" - wyjaśnił sędzia SN.