Media doniosły o sprawie, w której sąd na wniosek matki dziecka ustalił ojcostwo wskazanego przez nią mężczyzny. Nie brał w tym postępowaniu udziału, a nawet o nim nie wiedział, tak w każdym razie ustaliły sądy.
To nierzadkie w czasach masowych migracji i wyjazdów, a było to jeszcze przez epidemią. Nie udało się ustalić adresu pozwanego mężczyzny, więc sąd ustanowił dla niego kuratora. To sposób na to, aby sądy i wszczynający sprawy nie byli blokowani czy to świadomą, czy losową przedłużającą się nieobecnością, a dokładniej, niewiedzą o miejscu pobytu drugiej strony.
Czytaj też:
Ustalenie ojcostwa: DNA w procesie to nie wszystko - wyrok Sądu Najwyższego
Sędzia ustanawia kuratora, jeżeli wnioskodawca uprawdopodobni, że miejsce pobytu drugiej strony (pozwanego, uczestnika, np. sprawy spadkowej) nie jest znane. A w sprawach o alimenty lub ustalenie pochodzenia dziecka i o związane z tym roszczenia wcześniej przeprowadzi dochodzenie w celu ustalenia miejsca zamieszkania lub pobytu pozwanego. O ustanowieniu kuratora sąd ogłasza w budynku sądu i lokalu gminy (miasta), ale kto by czytał wszystkie ogłoszenia.
Kurator ma nie tylko szukać osoby, którą przed sądem zastępuje, ale też podejmować za nią niezbędne czynności w obronie jego interesów, z czym bywa różnie. Nikt zresztą lepiej nie zadba o swoje interesy niż sam zainteresowany, jeśli jest zapobiegliwy.
W tej sprawie Sąd Najwyższy, do którego zwrócił się RPO w skardze nadzwyczajnej, nie miał zastrzeżeń do ustanowienia kuratora, ale do tego, że ten niedostatecznie wyjaśnił kwestię ojcostwa i sytuacji majątkowej pozwanego mężczyzny. Kurator nie zadał nawet matce dziecka jednego pytania ani nie miał zastrzeżeń do żądania raczej wygórowanych alimentów, a sąd, opierając się wyłącznie na twierdzeniach matki, je uwzględnił.
Ze względu na kwestię ojcostwa to sprawa wyjątkowa, ale mniejszej rangi są tysiące, choćby o alimenty czy zaległe płatności będące pokłosiem zakupu na raty czy poręczenia. Ukrywanie się pozwanego (potencjalnego dłużnika), pomijając moralną naganność czynu, może jedynie na pewien czas odwlec zmierzenie się z sądem. Traci on zaś często bezpowrotnie możliwość przedstawienia swych argumentów sądowi, a i tak nie uniknie komornika. Ten zaś kieruje się tylko tym, co ma napisane w wyroku lub nakazie zapłaty, i raczej nie słucha dłużnika.