Dagmara Budzbon-Szymańska
Pod koniec lat 60. XX wieku Nowy Jork, w obliczu pogłębiającego się kryzysu gospodarczego, stopniowo zamieniał się w ruinę, a fatalna sytuacja ekonomiczna żyjących tam ludzi oraz gwałtownie rosnąca fala przestępczości potęgowały tylko wszechobecne poczucie beznadziei.
Nowojorski Manhattan stał się wówczas miejscem niezwykle atrakcyjnym dla młodych artystów, których przyciągał tu tak posturbanistyczny krajobraz, jak i opuszczone budynki, w których można było za darmo mieszkać i pracować. Wkrótce dzielnica upodobniła się do tego, czym był paryski Montmartre czy Montparnasse na początku XX wieku. Wśród wielu swój dom odnaleźli tu:
Laurie Anderson, Trisha Brown, Gordon Matta-Clark, Nancy Spero, Carol Goodden i Suzanne Harris. Artyści ci, poruszający w swych pracach zagadnienia polityczne i socjalne, żywo zainteresowani byli problemami zdemoralizowanego i pozbawionego możliwości dostatniego życia społeczeństwa. Grupa młodych twórców szybko stała się centrum życia kulturalnego okolicy, oferując jej mieszkańcom liczne zajęcia artystyczne, performance, przedstawienia oraz możliwość uczestniczenia w procesach tworzenia dzieł sztuki. Dzięki ich różnorodnym interwencjom artystycznym nowojorskie SoHo przekształcone zostało w olbrzymią galerię pod gołym niebem, powszechnie dostępną i, przede wszystkim, bezpłatną. Był to zarazem początek odnowy pozycji Nowego Jorku na mapie kulturalnej świata, jak i jeden z ostatnich momentów, kiedy powstała tam sztuka nie była tworzona z myślą o wolnym rynku.
Otwarta w marcu tego roku w londyńskim Barbican Art Gallery wystawa „Pioneers of the Downtown Scene, New York 1970s" ukazuje fenomen sztuki powstałej w czasach kryzysu na podstawie twórczości trojki przyjaciół, mieszkających wtedy na Manhattanie i aktywnie uczestniczących w kreowaniu tamtejszego życia kulturalnego. Laurie Anderson, Trisha Brown i Gordon Matta-Clark byli artystami wszechstronnymi, swobodnie operującymi różnorodnymi gatunkami, jak rysunek, performance, architektura czy taniec. Zdecydowanie odcięli się oni od dominujących wówczas pop artu i minimalizmu, za główny cel stawiając sobie koncepcję i proces tworzenia, nie zaś skończony, materialny obiekt.
Laurie Anderson wczesne lata swej kariery spędziła na nauczaniu historii sztuki w pobliskim college'u. Interesowały ją przede wszystkim dochodzący coraz silniej do głosu ruch feministyczny oraz aktualne problemy społeczne, i to właśnie tym dwom zagadnieniom poświęciła się na początku lat 70. ubiegłego wieku. Wędrując po ulicach Nowego Jorku, Anderson niejednokrotnie była zaczepiana przez mężczyzn, a słowa, jakie od nich słyszała, często miały podtekst seksualny. Artystka wyjmowała wówczas aparat fotograficzny i robiła zdjęcie zaczepiającej ją osoby. Reakcje ludzi na próbę sfotografowania były zupełnie skrajne – od natychmiastowego przeproszenia za głupie zachowanie, aż po pełne strachu, a czasem wręcz nienawiści podejrzenia o związki z policją.
Reportaż powstały w wyniku tej akcji to niezwykła kombinacja fotografii i opisu sytuacji, w jakiej została ona wykonana. Bezstronność zdjęć oraz towarzyszących im tekstów połączona z ich intrygującą tematyką sprawia, że praca stanowi niezwykle świeży i aktualny komentarz do przykrych sytuacji, na które narażone są samotne kobiety.
Kombinacja obrazu i historii to również rezultat serii „Institutional Dreams", w ramach której artystka zasypiała w parkach, na dworcach, w publicznych toaletach i na ulicy, by sprawdzić, w jakim stopniu otoczenie oddziaływać będzie na jej sny. Śpiąca Anderson uwieczniana była na zdjęciu przez jednego ze współpracujących z nią artystów, po przebudzeniu zaś zapisywała odczucia towarzyszące procesowi zasypiania oraz swoje marzenia senne. Tekst towarzyszący fotografii wykonanej podczas sesji na plaży w Coney Island mówi na przykład: „Słyszę nadchodzący przypływ. Woda zaczyna przykrywać moje zamarznięte stopy. Nie jestem pewna, czy nadal śpię, czy już się przebudziłam, na wszelki wypadek nie otwieram więc oczu". Muzyka, w szczególności zaś gra na wiolonczeli, stanowiła wielką pasję Anderson i była motywem stale powracającym w jej twórczości. Swój talent muzyczny wykorzystywała często w performances i ulicznych koncertach, organizowanych dla miejscowej ludności, podczas których grała na ulubionym instrumencie.
Więcej w majowym Art & Business