Do spalenia dzieł wielkich mistrzów przyznała się Olga Dogaru, której syn jest oskarżony o dokonanie tej kradzieży. Kobieta, by zniszczyć dowody, postanowiła je spalić.

Reklama
Reklama

Wśród skradzionych w Rotterdamie siedmiu prac były m.in. "Głowa arlekina" Picassa, "Czytająca dziewczyna" Matisse'a, "Most Waterloo" Moneta, "Kobieta z zamkniętymi oczami" Luciana Freuda, "'Most Charing Cross" Moneta, "Dziewczyna przy otwartym oknie" Gauguina. Kradzież, do której doszło w październiku ubiegłego roku, zajęła złodziejom zaledwie 96 sekund. Skradzione obrazy były warte łącznie od 100 do 200 milionów euro.

Specjaliści znaleźli w piekarniku małe fragmenty podkładów malarskich, pozostałości płótna i farb, a także miedziane i stalowe gwoździe.

Ernest Oberlander-Tarnoveanu, dyrektor Muzeum Narodowego Rumunii nie chciał jeszcze powiedzieć, czy znalezione szczątki to resztki skradzionych w Rotterdamie obrazów.

Olga Dogaru twierdzi, że skradzione dzieła były ukryte w opuszczonym domu i na cmentarzu w miejscowości Caracliu. Jak powiedziała, wykopała je i spaliła po tym, jak policja rozpoczęła przeszukania domów w jej wiosce.

Jak mówi, dorzuciła do ognia gazety, stare kapcie i kalosze, by ślady po obrazach było jak najtrudniej rozpoznać.

O dokonanie zuchwałego rabunku oskarżonych jest sześciu Rumunów. Była to największa kradzież dzieł sztuki w Holandii od 1991 roku, gdy z muzeum Van Gogha w Amsterdamie skradziono dwadzieścia dzieł malarza.

Kradzież w Kunsthal Museum w Rotterdamie