„Krótki film o zabijaniu” nie zniósł w Polsce kary śmierci. Takie zdania są wygodne, ale fałszują mechanizm prawa. Film nie podpisuje ustaw i nie głosuje nad kodeksem. Mec. Krzysztof Piesiewicz był rzadkim przypadkiem człowieka, który tę samą intuicję moralną potrafił wypowiedzieć w dwóch porządkach: w kinie i w państwie. Jako współscenarzysta pokazał, czym jest urzędowe zabijanie. Jako adwokat i senator przekonywał, że państwo nie powinno realizować takiej kompetencji. Dlatego jego nazwisko nie jest tylko przypisem do historii polskiego kina, ale także do historii polskiego odwrotu od kary śmierci.

Czytaj więcej

Joanna Parafianowicz: Doda wykonała hymn. Czy wyrok skazujący już nic nie znaczy?

Dlaczego wraca temat przywrócenia kary śmierci? 

Warto o tym pamiętać nie tylko dlatego, że śmierć znanej osoby domaga się okolicznościowych deklaracji i pośmiertnych laurek. Lecz także dlatego, że temat kary śmierci wraca z uporczywością, której nie należy lekceważyć. Po każdej szczególnie brutalnej zbrodni, po każdej tragedii przekraczającej zwykłą wyobraźnię, w debacie publicznej pojawia się ten sam odruch: dla takich ludzi powinna być kara śmierci. Nie jest on niezrozumiały. Rodzi się z gniewu, bezsilności, współczucia dla ofiar i poczucia, że niektóre czyny rozrywają zwykły język kary. Problem polega jednak na tym, że prawo nie może instytucjonalizować pierwszego odruchu.

Film Kieślowskiego i Piesiewicza nadal pozostaje mocny właśnie dlatego, że niczego nie upraszcza. Nie wybiela sprawcy, ale i nie kusi zapomnieniem o ofierze. Nie zamienia mordercy w niewinnego chłopca skrzywdzonego przez świat i nieszczęśliwe dzieciństwo. Przeciwnie: zabójstwo, którego się dopuszcza, jest brudne, długie, fizycznie nieznośne, także dla widza. Nie ma w nim metafizyki, wzniosłego usprawiedliwienia, estetycznej osłony ani kinematograficznej miękkości. Jest przypadek, przemoc, upokorzenie i śmierć człowieka, który jeszcze chwilę wcześniej wykonywał zwykłą pracę.

Zabijanie nie przestaje być zabijaniem tylko dlatego, że ubrano je w język prawa. Legalność nadaje mu wprawdzie formę. Rozprasza odpowiedzialność między sędziego, prokuratora, obrońcę, naczelnika więzienia, lekarza i kata

Joanna Parafianowicz, adwokatka

Potem przychodzi druga śmierć. Mniej chaotyczna i zaplanowana, a przede wszystkim państwowa: z glejtem, w przeznaczonym do tego pomieszczeniu, z funkcjonariuszami, podpisami i procedurą. I właśnie w tym miejscu pada bodaj najważniejsze pytanie filmu. Nie brzmi ono: czy zabójca zasługuje na współczucie. Brzmi inaczej: co dzieje się z państwem, które uznaje, że potrafi zabić lepiej niż morderca – spokojniej, czyściej, legalnie i w imieniu sprawiedliwości?

„Krótki film o zabijaniu” nie pokazuje, że kara śmierci jest po prostu zła. On wyjaśnia – dlaczego.

Zabijanie nie przestaje być zabijaniem tylko dlatego, że ubrano je w język prawa. Legalność nadaje mu wprawdzie formę. Rozprasza odpowiedzialność między sędziego, prokuratora, obrońcę, naczelnika więzienia, lekarza i kata. Sprawia, że nikt nie musi czuć się jedynym sprawcą. Nie zmienia jednak istoty rzeczy: człowiek zostaje pozbawiony życia w chwili, gdy jest już bezbronny, odizolowany i oddany w cudze ręce.

Czytaj więcej

Nie żyje Krzysztof Piesiewicz

Od kiedy w Polsce przestała obowiązywać kara śmierci? 

Polski porządek prawny wycofywał się z kary śmierci stopniowo. Ostatnią egzekucję wykonano w 1988 roku Kodeks karny z 1997 roku, obowiązujący od 1 września 1998 roku kary śmierci już nie przewidywał. Później nastąpiło domknięcie na poziomie konwencyjnym: Protokół nr 13 do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, znoszący karę śmierci we wszystkich okolicznościach, wobec Polski zaczął obowiązywać dopiero w 2014 roku Ta chronologia pokazuje, że nie mieliśmy do czynienia z jednym gestem moralnego uniesienia. Odchodzenie od kary śmierci było procesem powolnego odbierania państwu kompetencji, której nie powinno mieć.

Zwolennicy jej przywrócenia nie zawsze mówią rzeczy banalne. Najpoważniejszy argument dotyczy odpłaty. Istnieją zbrodnie tak okrutne, że zwykłe kategorie kary wydają się wobec nich niewystarczające. Dożywocie bywa odbierane jako opłacany przez społeczeństwo pobyt sprawcy w komfortowym odizolowaniu. Podnosi się, że ten, kto zostanie stracony, nikogo już nie skrzywdzi. Pojawia się argument odstraszania innych. I wreszcie motyw polityczny: państwo, które nie odpowiada na najcięższe zbrodnie najwyższą karą, okazuje słabość wobec zła.

Tych argumentów nie należy zbywać wzruszeniem ramionami. Są społecznie nośne, bo odpowiadają na realną potrzebę nazwania krzywdy. Ich siła emocjonalna nie jest jednak jeszcze mocą prawną. Dożywotnie pozbawienie wolności wystarcza do izolacji sprawcy. Odstraszający efekt kary śmierci pozostaje co najmniej wątpliwy. Argument odpłaty, choć najpoważniejszy, prowadzi zaś do pytania najbardziej niebezpiecznego: czy sprawiedliwość wymaga od państwa, by powtórzyło czyn zabójcy w wersji urzędowej?

Czytaj więcej

Joanna Parafianowicz: Nie o urodę chodzi w zawodzie adwokata

Argument przeciwko karze śmierci 

Jest jednak kwestia, której nie da się obejść: błąd. Każdy system wymiaru sprawiedliwości jest ludzki, a więc omylny. Można źle ocenić dowód, uwierzyć niewłaściwemu świadkowi, przecenić opinię biegłego, nie zauważyć presji, uprzedzenia albo politycznego klimatu sprawy. Więzienie można przerwać. Wyrok można wzruszyć. Krzywdy nie da się w pełni naprawić, ale można przynajmniej przyznać, że państwo się pomyliło. Po wykonaniu kary śmierci pozostaje milczenie nad grobem.

Piesiewicz rozumiał to jako prawnik i jako człowiek. Wiedział, że prawo potrzebuje procedury, ale ona sama nie wystarcza do moralnego usprawiedliwienia wszystkiego. Kara śmierci w społecznej dyskusji często wraca, bo obiecuje domknięcie. Zapowiada, że zło zostało nazwane, sprawca unicestwiony, a rachunek wyrównany. Nie sądzę jednak, by była to prawdziwa obietnica.

Cywilizacja prawna zaczyna się nie wtedy, gdy państwo umie odpowiedzieć przemocą na przemoc, lecz wówczas, gdy potrafi powstrzymać własną rękę także wobec człowieka, który sam tej granicy nie uznał.

Autorka jest adwokatką i mediatorką, założycielką bloga www.pokojadwokacki.pl