Plan jest poważny, ponieważ Hanoi nie chce stracić szansy udziału w nowej fazie globalizacji opartej na nowych technologiach (proces na świecie nazywany jest Czwartą Rewolucją Przemysłową - poprzednie opierały się w skrócie mówiąc na wprowadzeniu silnika parowego, energii elektrycznej oraz technologii informatycznej) i dotychczas nie posiada ani jednej specjalnej strefy.  

Trzy planowane strefy to wyspa Quan Lan we wspominanej przygranicznej prowincji Quan Ninh (Wietnam zdobył ją w 1288 roku od Mongołów), wyspa Phu Quoc w Zatoce Tajlandzkiej oraz tereny dystryktu Bac Van Phong w prowincji Khan Hoa. Celem rządu jest wprowadzenie w nich ułatwień dla biznesu i utworzenie ekonomicznych enklaw wzorowanych na Singapurze. Hanoi nie pierwszy raz rozważa utworzenie tego typu terenów. Na początku lat 90. ubiegłego wieku chciano nadać specjalne uprawnienia dla biznesu na wyspach Cai Bau oraz Con Dao, brana obecnie pod uwagę wyspa Phu Quoc miała stać się specjalną strefą w połowie ostatniej dekady XX wieku, wreszcie miasto Haifong nad Zatoką Tonkińską miało uzyskać specjalny status w latach 1997-98. Plan powiódł się w części, gdy z początkiem nowej dekady po roku 2000 uruchomiono otwartą strefę ekonomiczną Chu Lai na południu prowincji Quang Nam. Wsparcie rządu i preferencyjne warunki prowadzenia działalności gospodarczej nie przyniosły jednak spodziewanego sukcesu na miarę pełnoprawnej SSE.

W regionie Azji Południowo-wschodniej trzeba mieć na względzie wpływy chińskiego kapitału, który wciąż szuka miejsc na nowe inwestycje. Fundusze płynące w ramach inicjatywy Nowego Jedwabnego Szlaku są jednak obarczone możliwością uzależnienia się od Pekinu i powiększania długu graniczącego z niespłacalnością. W tej sytuacji znajdują się już Laos i Kambodża, które przez specjalistów określane są jako "całkowicie siedzące w chińskiej kieszeni". Obecny nowy rząd w Malezji pokazuje, jak w zdecydowany sposób można przeciwstawiać się chińskim inwestycjom i walczyć o nowy ład gospodarczy uwzględniający różnicę potencjałów krajów Azji. Hanoi liczyło także na potencjał Transpacyficznego Partnerstwa (tzw. TPP), które miało doprowadzić do stworzenia największej na świecie strefy wolnego handlu. Po niespodziewanej decyzji prezydenta Donalda Trumpa, który usunął USA z paktu po miesiącach negocjacji pozostałe 11 państw podpisało nową umowę nazwaną CPTPP. W jej szeregach znajduje się także Wietnam, jednak CPTPP wciąż czeka na wejście w życie. 26 czerwca br. uzgodniono ostateczny tekst umowy o wolnym handlu między UE a Wietnamem i jej wejście w życie spodziewane jest w nadchodzącym roku.

Hanoi pracuje obecnie nad nowymi regulacjami prawnymi, które stworzą najlepsze warunki do inwestowania w planowanych SSE. Przygotowanie wymaga staranności, by uniknąć oskarżeń o brak transparentności procedur - jedna z głównych przeszkód w negocjacjach nad umową z UE, który miesiącami uniemożliwiał kolejne kroki - czy o nadmierne ustępstwa na rzecz Chin, które w zgodzie z pierwotnie przedstawionymi planami legislacji o SSE byłyby w stanie dzierżawić wietnamskie gruntu na okres nawet 99 lat. Wietnam z Chinami dzieli ponad dwa tysiąclecia trudnej historii, przez przeważającą większość czasu pozostając sąsiadem mniejszym, słabszym i gnębionym przez kolejne dynastie, wreszcie przez obecny rząd w Pekinie i ostatnie lata terytorialnych sporów z Pekinem o archipelagi na Morzu Południowochińskim. Do historii przeszedł cytat założyciela komunistycznego Wietnamu, Ho Chi Minha, który decydując się na wpuszczenie po II wojnie światowej francuskich wojsk w zamian za opuszczenie kraju przez siły chińskie, w niewybrednych słowach dystansował się od czegokolwiek chińskiego, co mogłoby znajdować się na wietnamskiej ziemi. 

Wprowadzenie SSE polepszy dochód na głowę dla Wietnamczyków, zwiększy wpływy z podatków do budżetu kraju i rozszerzy biznesowe możliwości współpracy. Premier Nguyen Xuan Phuc podkreśla, iż obecnie w kraju 13 proc. mieszkańców należy do klasy średniej i ta grupa dzięki specjalnym strefom uzyska dodatkowe możliwości rozwoju. Społeczeństwo wietnamskie jest jednym z najmłodszych w całej Azji i wciąż nie dotyka go problem państw rozwiniętych, czyli starzenie się populacji. Phuc przypomina, że na 93 mln obywateli przypada 130 mln telefonów komórkowych, a ponad połowa (55 proc.) Wietnamczyków korzysta z internetu i sieci społecznościowych, co stwarza dodatkowe możliwości rozwoju dla inwestorów. 

Co więcej, 31 lipca Wietnam zyskał potężnego sojusznika w walce o swoje prawa na Morzu Południowochińskim. Krajowy potentat wydobywczy PetroVietnam podpisał umowę z japońskimi Idemitsu Kosan i Teikoku Oil na wspólne pozyskiwanie gazu na obszarze Sao Vang-Dai Nguyet (nazywane Blokami 05-1b i 05-1c), które znajdują się w strefie tzw. linii dziewięciu kresek, terenu uznawanego przez Pekin za wyłączną strefę ekonomiczną Chin na spornym morzu. Ze względu na naciski chińskiej armii Hanoi na wiosnę br. musiał zrezygnować ze współpracy w tym regionie z hiszpańskim koncernem Repsol. Umowa z japońskimi partnerami i nieustępliwość wietnamskich władz wobec nacisków Pekinu daje  do myślenia odnośnie dalszych możliwości udziału chińskiego kapitału w planowanych SSE. PetroVietnam w latach 1986-2009 odpowiadał za 20 proc. krajowego PKB. Złoża gazu i ropy w spornym z Chinami regionie szacowane są po stronie wietnamskiej na od 3,3 mld do 4,4 mld ton. Start wspólnego wietnamsko-japońskiego projektu zaplanowano na trzeci kwartał 2020 roku. Według doniesień agencyjnych Tokio nosi się z zamiarem wysłania na Morze Południowochińskie swoich najnowszych helikopterowców.