Kilkanaście lat śledztwa w sprawie zabójstwa szefa polskiej policji pozwoliło nam poznać wiele patologicznych obszarów, w których działali ludzie służb, biznesu i polityki. Teraz dowiadujemy się od wymiarów ścigania, że powód zbrodni był "arcyboleśnie prosty" i banalny. Pytania jednak pozostają.
Cezary Gmyz mówi portalom stefczyk.info oraz wpolityce.pl:
Wygląda na to, że po 15 latach śledztwa w tej sprawie mamy do czynienia z rozwiązaniem co najmniej zaskakującym. Może się okazać, że organa ścigania przez prawie 15 lat chodziły fałszywym tropem, były wodzone za nos przez niezbyt wyrafinowanego bandytę, złodzieja samochodów. To jest kompromitacja.
Dlaczego?
Gdyby przed sądem udało się dowieść, że zabójstwo miało taki przebieg, jak dziś przedstawia to policja i prokuratura, to będzie dowód na niesprawność wielu organów i służb, które się tym śledztwem zajmowały przez tak długi czas.
Dziennikarz śledczy "Uważam Rze" i "Rzeczpospolitej" zauważa, że:
Taki przebieg wydarzeń rzeczywiście wydaje mi się podejrzany. Jednak trzeba pamiętać, że często rozwiązania najbardziej skomplikowanych spraw są banalne, często okazuje się, że najciemniej pod latarnią. Bandyta „Patyk” trafił w ręce policji stosunkowo szybko, w związku z kradzieżami samochodów.
I podkreśla, że obecny przebieg wydarzeń nie podważa innych ustaleń w tej sprawie.
Wiadomości dotyczące kontaktów polityków czy funkcjonariuszy policji z przestępcami nie zostały podważone. To, że nie mają one związku ze sprawą samego zabójstwa, nie ma takiego znaczenia.
Z kolei Jerzy Jachowicz – nestor polskich dziennikarstwa śledczego pisze, że "z wielką nieufnością tratuje" nowe informacje, gdyż:
Po pierwsze, złodzieje samochodów, nigdy pod żadnym pozorem nie strzelają do ludzi, by zdobyć auto. W każdym razie, ani wcześniej, ani później policja nie zarejestrowała takiego przypadku (…) Obecne oskarżenie opiera się na zeznaniach gangstera. Czy można traktować je na serio? (…) Rzeczą wprost nieprawdopodobną wydaje się też to, że pięć osób, taką liczbę podaje dziś prokuratura, zamieszanych w zabójstwo byłego komendanta głównego, przez blisko 14 lat, zdołało ukryć swą zbrodnię, już nie tylko przed organami ścigania, ale przed własnym środowiskiem kryminalistów, w których występują ciągłe konflikty i napięcia.
Z kolei Tomasz Kontek w serwisie fakt.pl:
Czy generał policji zginął, bo niejaki „Patyk” chciał mu ukraść samochód? Wydaje się to nieprawdopodobne, bo „Patyk” to nie byle jaki złodziejaszek, a „elita” bandyckiego fachu. Trudno się spodziewać, by aż tak sfuszerował.