Polska przez ostatnie ponad trzy dekady intensywnie się rozwijała, Polakom żyło się coraz lepiej, a wraz z dostatkiem zaczął tężeć w nich opór przed tym, by ktoś urządzał im życie za nich. Dziś stawką polityczną nie jest już tylko to, kto da więcej bezpieczeństwa czy transferów socjalnych, ale także to, kto zostawi obywatelom więcej swobody w decydowaniu o własnych pieniądzach, majątku, pracy i stylu życia. Ta potrzeba może stać się jedną z głównych osi wyborów parlamentarnych w 2027 r. – szczególnie wśród grup kluczowych dla wyborczych rozstrzygnięć: młodych i mitycznego centrum, niebędących trwale związanymi z konkretnymi ugrupowaniami.
Klasa średnia obawia się utraty poziomu życia
W 2021 r. IBRiS przygotował raport „Gra w klasy”. Zwracano w nim uwagę na ciekawe zjawisko towarzyszące bardzo dużemu wzrostowi dochodów w latach 2016–2021. W badaniach opinii społecznej ponad 72 proc. Polaków zaliczało siebie samych do klasy średniej. Chociaż taka samoocena nie korespondowała z faktycznym statusem ekonomicznym i majątkowym, to ważniejsze było szerokie, społeczne poczucie awansu.
Polacy przestali myśleć o sobie przede wszystkim jako o społeczeństwie, które musi nadrabiać dystans i zabezpieczać wyłącznie podstawowe potrzeby. Coraz więcej osób chciało żyć lepiej, podróżować, kupować mieszkania, rozwijać się zawodowo, zapewniać dzieciom lepszy start. Rosły aspiracje, ale rosło też przekonanie, że osiągnięty poziom życia jest czymś, co się należy. Potem przyszły: pandemia, inflacja i wojna w Ukrainie. Każdy z tych kryzysów podkopywał poczucie stabilności. Dziś większość Polaków dobrze ocenia swoją sytuację materialną. W badaniach deklaruje to 66 proc. respondentów (CBOS z sierpnia). Jednocześnie coraz wyraźniej widać narastającą obawę przed utratą tego, co udało się osiągnąć.
Polityczna zmiana warty. Wyczerpał się podział na Polskę liberalną i solidarną
Przez wiele lat polskie wybory polityczne opisywano przez podział na Polskę liberalną i solidarną – wygranych i przegranych transformacji ustrojowej po 1989 r. Ten sposób patrzenia nadal wyjaśnia spór dzielący starszą część społeczeństwa, gdzie rząd dusz sprawują Donald Tusk i Jarosław Kaczyński. Jednocześnie ta oś zużyła się i zestarzała do tego stopnia, że stała się nieadekwatna do opisu całości procesów politycznych.
Po raz drugi po 1989 r. osiągnęliśmy cel narodowy. Przez pierwsze 15 lat wspólnym celem było członkostwo w NATO i Unii Europejskiej – formalny powrót do wspólnoty Zachodu. Po jego osiągnięciu wyczerpała się formuła polaryzacji między obozem postkomunistycznym i byłej opozycji demokratycznej z czasów PRL. Wtedy nowi bohaterowie wyznaczyli kolejny cel – dogonienie zachodniego dobrobytu. Podział zbudowano w oparciu o sposób gonienia. Droga liberalnej Polski, tygrysa gospodarczego, „drugiej Irlandii” starła się z solidarną Polską, obietnicą dogonienia niemieckich wynagrodzeń i wakacji nad Morzem Śródziemnym dla ludu.
Czytaj więcej
Choć przy urnach wyborczych różaniec okazuje się być ważniejszy niż portfel, to fakt, że Polacy utożsamiają się z klasą średnią ma znaczenie dla ks...
Dziś przerośliśmy Irlandię, jesteśmy tygrysem Europy, mamy zachodnie pensje i stać nas na wakacje, także nad Morzem Śródziemnym. Formuła się wyczerpała, a uosabiający ją bohaterowie mocno się zestarzeli. Nadchodzi polityczne przebiegunowanie, a jednocześnie ujawnia się nowy podział między tymi, którzy czują, że ostatnie lata przyniosły im awans albo przynajmniej pozwoliły utrzymać swoją pozycję, a tymi, którzy mają poczucie, że na skutek kryzysów pandemicznego i wojennego zaczynają tracić poczucie stabilizacji.
Polacy chcą dziś wolności. Nie abstrakcyjnej czy patriotycznej, ale codziennej możliwości decydowania o własnym życiu
Opis wolności, jaki wyłania się z badań opisanych przez mnie w raporcie WEI „Wolność zdecyduje”, ukazuje tę ideę nie jako coś abstrakcyjnego, konstruowanego w odwołaniu do filozoficznych definicji, sporu liberałów, konserwatystów i lewicy. Nie chodzi też o wolność rozumianą patriotycznie jako niepodległość. Rzecz dotyczy codziennej możliwości decydowania o własnym życiu: pieniądzach, majątku, pracy, sposobie przemieszczania się, wychowaniu dzieci, zdrowiu czy dostępie do informacji.
Jeżeli ktoś przez ostatnie 20–30 lat awansował, zgromadził majątek, poprawił standard życia i znacząco zwiększył swoje możliwości działania, to zaczyna inaczej patrzeć na państwo – oczekuje od niego przewidywalnych zasad i większej przestrzeni do samodzielnego działania zamiast nadprodukcji nakazów i zakazów. Po ekonomicznym i społecznym awansie Polacy z narastającą stanowczością oczekują państwa, które ufa obywatelowi zamiast udawać, że jest od niego mądrzejsze i lepiej wie, co dla niego dobre.
W pewnym sensie to triumf liberalnej Polski, zbudowany na osiągnięciach Polski solidarnej. Wyniki badania są pod tym względem jednoznaczne. 58,5 proc. respondentów uważa, że państwo powinno ograniczać ingerencję w życie obywateli do minimum i pozostawiać im odpowiedzialność za własne decyzje. 66 proc. twierdzi, że w Polsce jest zbyt wiele regulacji ograniczających obywateli, a 75 proc. mówi to samo o przedsiębiorcach. 62,8 proc. uważa, że państwo ma zbyt szerokie uprawnienia do ingerowania w prywatne decyzje.
Nie oznacza to odrzucenia regulacyjnej czy rozjemczej roli państwa. Badani akceptują regulacje tam, gdzie służą ochronie przed przemocą, oszustwem czy pogwałceniem praw lub suwerenności jednostki. Problem zaczyna się wtedy, gdy państwo próbuje podejmować decyzje za obywatela albo nakłada na niego koszty i obowiązki, których sens nie jest dla niego oczywisty.
Polityczna waga wolności. To właśnie ona może przesądzić o wyniku najbliższych wyborów parlamentarnych
55,2 proc. badanych deklaruje, że nie zagłosowałoby na partię lub kandydata kojarzonych z ograniczaniem wolności, nawet gdyby zgadzało się z nimi w innych sprawach. Dla kolejnych 24,2 proc. wolność jest ważna, choć nie zawsze rozstrzygająca. Oznacza to, że dla niemal ośmiu na dziesięciu wyborców stosunek do wolności może mieć znaczenie przy urnie.
Szczególnie interesująca jest grupa wiekowa 18–29 lat. Wśród najmłodszych wyborców 57,1 proc. deklaruje, że ograniczanie wolności może być powodem odrzucenia partii lub kandydata. To jednocześnie grupa, która w ostatnich wyborach pokazała, że nie jest trwale związana z jednym obozem politycznym. W 2023 r. większość młodych poparła partie, które stworzyły później koalicję rządową. Dwa lata później w drugiej turze wyborów prezydenckich większość zagłosowała na Karola Nawrockiego.
Nie świadczy to o gwałtownej zmianie poglądów całego pokolenia. Raczej o tym, że młodzi wyborcy są gotowi zmieniać swoje decyzje i słabiej niż starsze pokolenia reagują na tradycyjne podziały partyjne.
Podobnie jest z wyborcami nazywanymi „mitycznym centrum”. Nie tworzą oni jednolitej grupy wyborczej. Różnią się w sprawach gospodarczych, społecznych i obyczajowych. Łączy ich przede wszystkim mniejsze przywiązanie do partii. To właśnie oni, razem z młodymi, mogą przesądzać o wyniku kolejnych wyborów.
Wolność ma w tej sytuacji wyjątkową wagę: jest wartością łączącą ludzi o bardzo różnych poglądach. Dla jednych może oznaczać prawa osobiste i swobodę obyczajową. Dla innych nieskrępowane korzystanie z prawa własności, swobodę gospodarczą czy ograniczenie liczby regulacji. Jeszcze inni będą ją rozumieli jako prawo do podejmowania decyzji bez niepotrzebnej ingerencji państwa – także w zakresie wyborów zdrowotnych, takich jak np. używki.
Wszystkie te grupy łączy z jednej strony poczucie, że państwo nieustannie dokręca legislacyjną śrubę nakazów i zakazów, z drugiej – głębokie przekonanie, że państwo nie powinno bez wyraźnego powodu odbierać obywatelowi prawa wyboru.
Polacy nie stali się nagle ideologicznymi liberałami. Docenienie wolności to wskutek bezprecedensowego awansu gospodarczego i społecznego
Opis rzeczywistości zaprezentowany w raporcie „Wolność zdecyduje” należy więc czytać jako dalszy ciąg historii o polskim awansie. Najpierw rosły aspiracje, pojawiło się poczucie, że można żyć na poziomie, który wcześniej był dostępny dla znacznie mniejszej części społeczeństwa. Następnie kolejne kryzysy uświadomiły Polakom, że te owoce awansu nie są dane raz na zawsze. Dzisiaj szukamy najlepszej drogi do stabilizacji i ochrony osiągnięć ostatnich czterech dekad. Sprawczość w tym zakresie chcemy zatrzymać jako uprawnienie dyskrecjonalne jednostki. Strategia egoistyczna jawi się jako bardziej atrakcyjna niż rozwiązania wspólnotowe.
W tym znaczeniu wolność może stać się jedną z głównych osi wyborów parlamentarnych w 2027 r. Chociaż Polacy nagle nie stali się ideologicznymi liberałami, to wskutek bezprecedensowego awansu gospodarczego i społecznego znacznie mocniej niż dawniej są wyczuleni na możliwość decydowania o swoim życiu.