Ostatni, przedwakacyjny tydzień w Brukseli upłynął pod znakiem rozszerzenia Unii Europejskiej. 4 delegacje krajów kandydackich negocjowały z Komisją Europejską, a ja prowadziłem połączone komisje Parlamentu Europejskiego dokonując oceny postępów Mołdawii i Bałkanów Zachodnich. Nietrudno było wskazać prymusów i maruderów. Jesień 2026 roku potwierdzi, że rozszerzenie wróciło na agendę Unii Europejskiej, ale kandydaci muszą sprostać ostrym wymogom.

Realna mapa potencjalnego rozszerzenia obejmuje 6 krajów Bałkańskich oraz Mołdawię i szczególny przypadek kandydata w stanie wojny - Ukrainę

Istotny głos mają kraje uczestniczące w przełomowej akcesji z z 2004 roku, w tym Polska. Wtedy nastąpiło historyczne spotkanie Wschodu z Zachodem. UE przyjęła 8 krajów zza dawnej „żelaznej kurtyny” z dodatkiem wysp na Morzu Śródziemnym (Cypr, Malta). W 2007 r. dołączyły Rumunia i Bułgaria. Potem jeszcze Chorwacja w 2013 r., ale już wtedy mówiło się o „enlargement fatigue” – zmęczeniu rozszerzaniem, które zniknęło z priorytetów UE. Co więcej, Islandia wycofała wniosek o członkostwo w 2015 r., a echem odbił się brexit, dokonany 31 stycznia 2020 r., czyli krok wstecz! I jeszcze Gruzja, która zawiesiła rozmowy o członkostwie w grudniu 2024 r.

Lista oczekujących i potencjalnych kandydatów jest długa

Powrót rozszerzenia na agendę UE ma oczywisty związek z geopolityką czasu niepewności i zagrożeń. Globalny zamęt powoduje nieprzewidywalna i awanturnicza prezydentura Donalda Trumpa. Przede wszystkim jest to reakcja na zbrodniczą agresję Władimira Putina. Stąd szybkie przyznanie statusu kandydata Ukrainie i Mołdawii w 2022 r.. Są chętni spoza kontynentu – Izrael i Maroko, także Wyspy Zielonego Przylądka, wsławione w czasie mundialu, ale nie zamienia się to w realne kroki. Jest odwieczny kandydat Turcja (od 1999 r.), której negocjacje zamrożono w 2018 r. z powodu nieposzanowania praw podstawowych i braku woli politycznej w Ankarze. Chęć deklaruje Kosowo, ale jednostronna deklaracja niepodległości nie jest uznana przez Cypr, Słowację, Grecję i Rumunię, co wyklucza realne kroki akcesyjne.

Nie byłoby kłopotu z mikrusami – San Marino, Monako, Andora i Watykan, ale nie są zainteresowani.

Klimat ostatnich debat jednoznacznie wskazuje, że nie będzie taryfy ulgowej wobec kandydatów do członkostwa. Muszą spełnić surowe warunki w drodze do akcesji

Realna mapa potencjalnego rozszerzenia obejmuje 6 krajów bałkańskich oraz Mołdawię i szczególny przypadek kandydata w stanie wojny – Ukrainę. Szczególny przypadek pod każdym względem: rozmiaru, potencjału, skutków dla budżetu UE. Wraca Islandia – referendum 29 sierpnia rozstrzyga o wznowieniu negocjacji, zawieszonych w 2015 r..

Trudne zadania dla każdego kandydata – dostosować swoje prawo do unijnego

Generalnie poczekalnia UE to niewygoda. Wiemy coś o tym, bo byliśmy w tej sytuacji. Jest to sytuacja ucznia, któremu wystawiane są oceny, czy robi należyte postępy, czy zdaje do następnej klasy, co oznacza kolejne rozdziały negocjacji, tzw. klastry (clusters). Natomiast parlament narodowy nie tworzy autonomicznego prawa, ale dostosowuje prawo krajowe do acquis communautaire, systemu prawnego UE. Trudne wyzwanie dla każdego dumnego kraju. Ma to jednak głęboki sens, gdyż zasady i wartości zawarte w traktatach unijnych nie wzięły się znikąd. Wzięły się z długiej drogi prób i błędów europejskiej historii.

Czytaj więcej

Londyn nie wróci do Unii. Nawet mimo słabej gospodarki

Znaleziono zasady, które ubezpieczają wolność obywatelską od nadużyć władzy. Znaleziono zasady zdrowej gospodarki, by nie ulegać pokusie życia na koszt przyszłych pokoleń. To jest sedno europejskich traktatów! Polska jest dowodem, że warto sprostać tym wymogom, dźwigając się z poziomu 40 proc. średniej unijnej PKB na głowę w 2004 r. do 80 proc. obecnie.

Nawet kandydaci wyróżnieni za postępy nie są bezproblemowi

Panorama kandydatów, podlegających ocenie, jest mocno zróżnicowana. Wyklucza to „big-bang” rozszerzenie, jak w 2004 r.. W naszej ocenie postępy robi Mołdawia, Albania, Czarnogóra i Ukraina. Maruderzy to Bośnia i Hercegowina, a regres to Serbia. Właśnie ten kraj budzi moje wątpliwości. To nie tylko przeszłość, czyli 4-letnie oblężenie Sarajewa (1992-96) i snajperski ostrzał cywilów, czyli wstyd bezradnej Europy. Prowadzi politykę zagraniczną bliższą Rosji niż UE.

Heroiczna obrona przed rosyjską agresję i niezwykłe zaawansowanie w sztuce wojennej XXI wieku budzi mój podziw. Swoją ofiarą Ukraińcy kupują czas na dozbrojenie Polski i całej Europy

Nie do wybaczenia jest skandaliczna wypowiedź minister Snežany Paunović: „Gdybym była Slobodanem Miloševiciem, dokonałabym czystek etnicznych w Kosowie w 1998 r.”. Nie widzę tego kraju w naszej wspólnocie! Z kolei Bośnia i Hercegowina cierpi na niestabilność polityczną oraz głębokie podziały etniczne i siłę struktur mafijnych. Podobne problemy dotykają Macedonii Północnej z uwagi na mniejszość albańską.

Oczywiście także kandydaci wyróżnieni za postępy nie są bezproblemowi. W zaawansowanej Albanii wciąż nie zadowala zwalczanie zorganizowanej przestępczości i korupcji. Czarnogóra jest najbardziej zaawansowanym kandydatem.  22 kwietnia 2026 rozpoczęła prace nad traktatem akcesyjnym. Ja zaś najlepiej życzę Mołdawii. Najbiedniejszy kraj Europy, najbardziej wystawiony na rosyjskie prowokacje wykorzystujące separatyzm Naddniestrza, gdzie stacjonują obce wojska, chroniące uciekiniera Romanowskiego. Ale robi postępy pod wodzą dzielnej prezydent Mai Sandu!

Wymieniłem kraje małe i biedne. Ich zsumowana powierzchnia jest mniejsza niż powierzchnia Polski. Zaledwie 17 mln ludności, a łączny PKB jest 4-krotnie mniejszy niż PKB Polski (235 mld dol.). Ich akcesja nie byłaby problemem, także dla budżetu UE.

Ukraina: Zmarnowane dwie dekady i wojna

Zupełnie inaczej jest z Ukrainą, z uwagi na rozmiar i skutki budżetowe. A także moją osobistą pamięć. Byłem w gabinecie Jana Krzysztofa Bieleckiego, który jako pierwszy rząd w świecie uznał niepodległość Ukrainy. Byłem w Kijowie w połowie lat 90. w misji Banku Światowego, by doradzać w reformach, bo w oczach zagranicy nasze reformy były wzorem godnym naśladowania.

Nie było reform, była wszechobecna korupcja. Ukraina straciła dwie dekady odzyskanej suwerenności. Kraj, który w 1990 r. miał PKB wyższy niż Polska (80 mld dol. wobec 68 mld dol.), dziś to zaledwie jedna piąta naszego PKB, a wojna nie tłumaczy zmarnowanych dziesięcioleci. Majdan 2014 sprawił, że uwierzyłem, iż warto inwestować w Ukrainę. A heroiczna obrona przed rosyjską agresją i niezwykłe zaawansowanie w sztuce wojennej XXI wieku budzi mój podziw. Swoją ofiarą kupują czas na dozbrojenie Polski i całej Europy. Choćby z tego powodu zasługują na perspektywę członkostwa w UE. Choćby z tego powodu rozbudzanie nastrojów antyukraińskich jest idiotyzmem, sprzecznym z polską racją stanu.

Konsekwencje budżetowe członkostwa Ukrainy

Zarazem właśnie rozmiar i nie tylko rozmiar sprawia, że witając Ukrainę, trzeba trzeźwo przygotować UE na tego kandydata. Trochę jak z Polską, która wyrastała rozmiarami wśród innych uczestników rozszerzenia w roku 2004. Przede wszystkim, rolnictwo na urodzajnych czarnoziemach, uprawiane przemysłowo, nie jak nasze, rozdrobnione – przeciętne gospodarstwo 11,7 ha, gdy tam 650 ha, niekoniecznie kontrolowane przez rodzimy kapitał. Jaka to moc eksportowa, to się okazało po zablokowaniu portów Morza Czarnego, w imię szlachetnej idei Solidarity Lanes na rzecz głodującej Afryki. Zadziałały via rumuńska Konstanca, ale u nas zboże ugrzęzło w magazynach jako zalążek antyukraińskich nastrojów na wsi.

Czytaj więcej

Ukraina bliżej UE niż kiedykolwiek. Ruszył proces, który może zmienić Europę

Nie chcę dokładać się do tych nastrojów, całkowicie sprzecznych z polską racją stanu i potrzebą gospodarki. Jeśli jednak liczę konsekwencje budżetowe członkostwa Ukrainy, to liczę pozycję netto tego kraju na 18 mld euro, czyli tyle, ile wynosi nasza pozycja brutto Polski w rekordowych latach (bez odliczenia składki). Budżet UE na lata 2028-34, będący przedmiotem aktualnego sporu, nie udźwignie Ukrainy, a następny musi być zmodyfikowany w zakresie dopłat rolnych i funduszy spójności. Otwarta perspektywa unijna dla heroicznej Ukrainy to kwestia przyzwoitości, ale także motywacja do reform przybliżających ten kraj do standardów UE.      

Rozszerzenie byłoby świadectwem europejskiego projektu

Klimat ostatnich debat jednoznacznie wskazuje, że nie będzie taryfy ulgowej wobec kandydatów do członkostwa. Muszą spełnić surowe warunki w drodze do akcesji. Ich egzekwowanie ze strony państw członkowskich jest o tyle dwuznaczne, że same mają wiele na sumieniu. Orban przez lata budował na Węgrzech system autorytarny w sprzeczności z zasadami i wartościami Unii. Podobnie Polska PiS do 2023 r.

Czytaj więcej

Tomasz Grzegorz Grosse: Szklany klosz roztoczony przez UE i NATO usypia naszą czujność

Jest wiele zagrożeń i znaków zapytania. Egzystencjalny wymiar dla przyszłości wspólnoty mają wybory we Francji w 2027 r., a także w Polsce. Dzisiejszy kontekst geopolityczny to wojna za polską granicą oraz prezydentura Trumpa, który źle życzy UE. Właśnie dlatego rozszerzenie, czyli powiększanie Unii byłoby świadectwem jej atrakcyjności. Zwiększy wagę geopolityczną projektu, który jest najlepszym wnioskiem z historii Starego Kontynentu

biogram

Janusz Lewandowski

ekonomista, europoseł Koalicji Obywatelskiej oraz były komisarz UE ds. budżetu i programowania finansowego