Każdy cykl wyborczy przynosi zmiany w strategii walki o głosy i zmiany w ekosystemie medialnym. Nie inaczej jest teraz. Pierwsze wybory w cyklu 2023–2025 to akurat kampania parlamentarna. I już teraz, gdy wkracza w kluczową fazę, można pokusić się o kilka obserwacji.
Media społecznościowe – gdzie przenosi się znaczna część wyborczej debaty – dają politykom i polityczkom zupełnie nowe możliwości. W miarę jak stają się coraz ważniejsze, politycy mogą budować własną rozpoznawalność w coraz większym oderwaniu od centrali partyjnej.
Oczywiście – najpierw muszą trafić na listy. I nie rezygnować z kampanii bezpośredniej – ściskania rąk na bazarkach, rozmów na dożynkach czy rozdawania ulotek. To, co jest w mediach społecznościowych, bywa tego odbiciem, relacją. Obecności budowanej w terenie często latami nic nie zastąpi. I nie da się jej stworzyć tylko na wybory. Ale wizerunek można budować teraz coraz bardziej własnymi środkami. Zwłaszcza w krótkich formach wideo, które zdominowały w tym roku kampanię w internecie.
Czytaj więcej
Donald Trump nie wziął udziału w debacie demokratów, bo politycy wolą dziś komunikować się swoimi kanałami z własnymi wyborcami zamiast ryzykować u...
Jako pierwszy tezę o dominacji takich form – co jest pochodną sukcesu TikToka – postawił już kilka miesięcy temu Mateusz Sabat z BigData 4 Leaders. Jego prognoza okazała się trafna. I nie chodzi tu o spoty wyborcze – te telewizyjne wręcz tracą na znaczeniu. Ale o wiralne przesłanie zbudowane w krótki i dobitny sposób. Tak właśnie np. Ryszard Petru zbudował pozycję jako rywal Sławomira Mentzena. Za pomocą wideo w sprawach rolnictwa uderza w PiS Michał Kołodziejczak. Nawet partyjni liderzy jak Donald Tusk korzystają z tej formy. Tak samo Jarosław Kaczyński czy Mateusz Morawiecki zapowiadający pytania w referendum czy Sławomir Mentzen mówiący o podatkach.
Dla polityków i polityczek z dalszych miejsc przechodzenie debaty do mediów społecznościowych przynosi większe możliwości. Bo systematycznie budując zasięgi, społeczności, komunikując się z wyborcami, precyzyjnie trafiając z reklamami (i oczywiście pracując ciężko w terenie), mają szanse na budowanie pozycji bez oglądania się na innych. Im ważniejszy w kampanii staje się internet, tym – przynajmniej teoretycznie – mniejsza kontrola z partyjnej centrali. To również sprawia, że być może rok 2023 będzie rokiem niespodzianek, w którym miejsce na listach wcale nie gwarantuje dobrego wyniku i automatycznego sukcesu.
Ale im mniej elektorat kandydata czy kandydatki korzysta z internetu, tym bardziej jego kampania musi być do tego dostosowana.
Czytaj więcej
Być może w najbliższych godzinach dojdzie do finałowych rozmów w sprawie list wyborczych PiS - wynika z naszych informacji. W partii narasta napięc...
Widać jednak wyraźnie – również na tle dyskusji o listach wyborczych – jak w tym coraz bardziej podzielonym na bańki i rozbitym na fragmenty świecie środków przekazu liczą się kampania indywidualna i własny pomysł na komunikację. Październikowe wybory pokażą, kto lepiej w tym nowym świecie się odnalazł.