Marek Migalski: Utrzymać się przy władzy

Wejście do rządu lidera PiS ma ścisły związek z wpływem na wybory parlamentarne.

Publikacja: 28.06.2023 03:00

Jarosław Kaczyński nie wszedł do rządu, żeby wzmocnić premiera Morawieckiego ani też żeby koordynowa

Jarosław Kaczyński nie wszedł do rządu, żeby wzmocnić premiera Morawieckiego ani też żeby koordynować proces legislacyjny

Foto: PAP/Marek Gorczyński

Próbę wytłumaczenia decyzji wejścia Jarosława Kaczyńskiego do rządu należy rozpocząć od podania powodów, które na pewno nie zdecydowały o tym fakcie. Nie zdecydowała zatem o tym chęć przyspieszenia jakichś procesów ustawodawczych (co wicepremier ma do procesu legislacyjnego?), konieczność koordynowania prac obecnego gabinetu (niby w jaki sposób prezes PiS będzie to mógł lepiej robić niż dotychczas?) czy dążenie do wyciszenia konfliktów między Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Ziobro (szczególnie naiwne myślenie, bo jakież to nowe narzędzia zyska Kaczyński do tego zbożnego celu po objęciu teki wicepremiera?).

Można założyć, że celem analizowanej decyzji jest zwiększenie szans obozu „dobrej zmiany” utrzymania się u władzy. Nie dobro Polski, nie powodzenie reform, ale właśnie uprawdopodobnienie tego, że dzisiejsza opozycja nie stworzy po wyborach nowego rządu. Kaczyński w nowej funkcji może starać się zrealizować to marzenie polityków Zjednoczone Prawicy na dwa sposoby – demokratyczny i niedemokratyczny. Zacznijmy do analizy pierwszego.

Przeszkodzić alternacji władzy

Wicepremier Kaczyński może legalnie starać się przeszkodzić alternacji władzy zarówno w procesie wyborczym, jak i po dniu elekcji. Może w tym pierwszym kontekście używać narzędzi państwowych do wywierania wpływu na podmioty społeczne, gospodarcze i polityczne, by aktywnie włączyły się w kampanię, może więcej obiecywać (jako rzeczywisty członek rządu będzie w tym bardziej wiarygodny), może wreszcie zmuszać organy państwa do pracy na rzecz zwycięstwa PiS. Natomiast w drugim kontekście, powyborczym, będzie miał z kolei więcej możliwości gry politycznej z prezydentem oraz z nowymi klubami parlamentarnymi. Mówiąc wprost – będzie mógł więcej obiecywać i realniej zastraszać posłów partii dzisiejszej opozycji do zmiany barw klubowych i przejścia na stronę PiS.

Czytaj więcej

Sondaż: Wicepremierem Jarosławem Kaczyńskim PiS nie wygra wyborów

O wiele ciekawszy z politologicznego punktu widzenia (a jednocześnie bardziej przerażający z perspektywy obywatela) wydaje się jednak drugi, niedemokratyczny, sposób realizacji marzeń polityków Zjednoczonej Prawicy pozostania u władzy. On także może być realizowany przed wyborami oraz po nich (jeśli się odbędą). Nie można wykluczyć, że Jarosław Kaczyński porzucił wygodną rolę „niewinnego obserwatora”, która w jego przekonaniu zapewniała mu bezkarność po ewentualnej utracie władzy, na rzecz wzięcia pełnej odpowiedzialności za procesy polityczne, bo uznał, że – po pierwsze – nie może liczyć na wspominaną bezkarność i nie ma sensu dalej trzymać się swej dotychczasowej roli, ale także – po drugie – ponieważ doszedł do wniosku, iż do tego, co planuje, obecni wicepremierzy są zbyt dużymi „miękiszonami” (mówiąc językiem Zbigniewa Ziobry). Mówiąc wprost – objął funkcję wiceprezesa Rady Ministrów po to, by móc wydawać organom państwowym polecenia, do których jako prezes rządzącej partii nie miałby prawa, a także takich, jakie bałby się sformułować pan Jacek Sasin czy Piotr Gliński. Będąc jeszcze bardziej szczerym – chodzi o to, że w obecnej sytuacji z nikim nie będzie musiał konsultować ewentualnego wprowadzenia stanu wyjątkowego, przesunięcia wyborów lub innych działań zmierzających do zakłócenia procesu wyborczego lub jego przerwania (pisząc „z nikim”, świadomie pomijam znaczenie premiera Mateusza Morawieckiego).

Nagła potrzeba zmiany

Warto wspomnieć także o zwiększeniu manewru niedemokratycznego już po ewentualnych przegranych wyborach (o czym wspomniałem). W tym przypadku także dzierżenie sterów wicepremierowskich daje o wiele większe możliwości wpływania na tę izbę Sądu Najwyższego, która decyduje o ważności (lub nie) przeprowadzonej elekcji, na TVP i inne media rządowe, na PKW i inne instytucje państwowe. A także – trzeba to dopowiedzieć i postawić kropkę nad „i” – na służby specjalne, policję, wojsko oraz pozostałe struktury siłowe RP.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Co Jarosław Kaczyński naprawdę myśli o aborcji

I choć brzmi to bardzo poważnie i groźnie zarazem, to tak można wyjaśnić tę nagłą potrzebę prezesa Kaczyńskiego dzielenia swoich obowiązków między pracę na Nowogrodzkiej i w Alejach Ujazdowskich: planem demokratycznego lub niedemokratycznego utrzymania się u władzy. Inne wytłumaczenia są zupełnie bez sensu. Chyba że ktoś nadal będzie chciał wierzyć, iż prezes PiS wszedł do rządu, by koordynować pracę ministerstw lub mieć lepsze patrzenie na premiera i ministra sprawiedliwości. Zarówno w życiu, jak i w polityce, warto mieć oczy szeroko otwarte (niż szczelnie zamknięte). Nawet jeśli powodem tego otwarcia jest strach.

Marek Migalski

Autor jest politologiem, prof. UŚ


Próbę wytłumaczenia decyzji wejścia Jarosława Kaczyńskiego do rządu należy rozpocząć od podania powodów, które na pewno nie zdecydowały o tym fakcie. Nie zdecydowała zatem o tym chęć przyspieszenia jakichś procesów ustawodawczych (co wicepremier ma do procesu legislacyjnego?), konieczność koordynowania prac obecnego gabinetu (niby w jaki sposób prezes PiS będzie to mógł lepiej robić niż dotychczas?) czy dążenie do wyciszenia konfliktów między Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Ziobro (szczególnie naiwne myślenie, bo jakież to nowe narzędzia zyska Kaczyński do tego zbożnego celu po objęciu teki wicepremiera?).

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Paweł Kowal: W sprawie Ukrainy NATO w połowie drogi
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Przez logikę odwetu Donald Tusk musi za wszelką cenę utrzymać się u władzy
Publicystyka
Groźny marsz Marine Le Pen
Publicystyka
W Małopolsce partia postawiła się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czy porażkę można przekuć w sukces?
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Czas wprowadzić maksymalny wiek biernego prawa wyborczego