Na fotografiach z granicy białoruskiej migranci pod strażą czerpią wodę do picia z kanału melioracyjnego. Polscy funkcjonariusze, schowani za ciężarówką, umywają ręce wodą mineralną. Gest Piłata jest symbolem stosunku polskich władz i wielu z nas do ludzi zamkniętych w kotle.

Po sześciu latach indoktrynacji opinii publicznej przez propagandę wskazującą „podstępnych wrogów" łatwo wzbudzić panikę moralną i skierować społeczeństwo w ramiona władzy. Gdyż ona zapewnia, że stała się jedyną opoką. Po tylu dramatycznych zdarzeniach polskiej historii władza znów narzuciła sumieniom, co jest dobre, a co złe. Spowodowała obojętność wobec wyzwań humanitarnych, gniew na pomagających uchodźcom i poparcie dla rozwiązań stanu wyjątkowego. Wyniki badań IBRiS wskazują na skuteczne „wychowanie" narodu.

Jarosław Myjak

Autor jest adwokatem i menagerem.

Sam prezydent, po ustanowieniu stanu wyjątkowego, widziany był na meczu, w doskonałym humorze i wielkim uniesieniu patriotycznym.

Rząd powinien chronić granice Unii. Lecz gdzie analizy i dowody na ryzyko fali uchodźców? Dlaczego nie ma weryfikacji migrantów, by ratować zagrożonych? Dlaczego ludzi traktuje się wyłącznie jako „żywe tarcze Łukaszenki", wyjmując ich spod międzynarodowego prawa humanitarnego? Czy to banici, których można unicestwić? Claudia Ciobanu w „Reporting Democracy" pisze o „postępującej w Polsce erozji praw uchodźców". Ja stawiam pytanie, jakie cechy osobowości Polaków kształtuje partia w poszukiwaniu „złota" propagandowego?

Systematyczna praktyka

„InfoMigrants" podaje, że po 2015 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka kilkukrotnie orzekał przeciwko władzom Polski, wykazując „systematyczną praktykę" wprowadzania w błąd migrantów i brak indywidualnego rozpatrywania spraw. Całe rodziny stawały się ofiarami polityki rządzących: zmniejszenia liczby wniosków o azyl. Po 2015 roku zapadło też 50 wyroków sądów polskich potwierdzających, że na przejściach granicznych bezprawnie odmawia się migrantom dostępu do procedury azylowej. Orzeczenia te władze ignorują, twierdząc, że „migranci nie znajdowali się na terytorium Polski".

Czytaj więcej

Zuzanna Dąbrowska: Slogany i oskarżenia o zdradę nie uzasadnią stanu wyjątkowego

Raport Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka cytuje wyjaśnienia MSZ, że „cudzoziemcy przy kontroli granicznej na dworcu w Terespolu nie przekroczyli granicy polskiej". Fortel miał wykazać, że migranci nie są na polskim dworcu pod jurysdykcją polską! Zakwestionował to Komitet Praw Człowieka ONZ. W ostatnim zarządzeniu Trybunał ustalił, że polscy funkcjonariusze mają władztwo nad migrantami pod Usnarzem, skoro nakazał im udzielenie pomocy humanitarnej.

Wysłanie konwoju humanitarnego na Białoruś to też zabieg Piłata: próba wykazania, że obcokrajowcy nie są w zasięgu polskiej władzy. Marcin Wiącek, RPO, zgłosił zapytanie, „czy cudzoziemcom zapewniono pomoc w postaci wody, żywności czy środków higieny osobistej". W odpowiedzi podlaski komendant straży granicznej wymówił się kazuistyką: „Cudzoziemcom będącym na terytorium RP zapewniona jest kompleksowa pomoc socjalna i lekarska".

Zaczną umierać

Niepokoi głoszenie zgody na poświęcanie jednych, by uratować innych. Paweł Musiałek z Klubu Jagiellońskiego pisał: „Zatrzymanie na granicy koczujących osób może wydawać się niehumanitarne, to z chrześcijańskiej perspektywy jawi się jako bardziej roztropne. Takie działanie pozwoli uchronić przed dramatem kolejne osoby". To przecież faryzejska etyka Kajfasza wskazującego kapłanom: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród". Brak wyobraźni miłosierdzia, o której mówił papież Franciszek, modląc się „za tych najsłabszych, aby wiele krajów przyjęło i chroniło ich".

Czytaj więcej

Christine Goyer: Tak jak Polacy w czasie wojny

Mamy za to zarządzanie strachem. Premier Morawiecki nakazał „bronić naszych granic". Opozycja nie przypomina o prawie humanitarnym. Propaganda gotowa jest oskarżyć ją o pomoc „obcym" i Łukaszence. Radiowy reportaż opisuje miejscowych sprawiedliwych zanoszących w ustronne miejsca ciepłą strawę i chleb tak, by ukrywający się w lasach uchodźcy znaleźli, a sąsiedzi nie zauważyli. Polska jest krajem, w którym ludzie są ludzcy, ale muszą to ukrywać, zauważył Ziemowit Szczerek. Okupacyjne wyparcie powraca jako współczesny koszmar, dodał Piotr Paziński. Fundacja Ocalenie do ogłoszenia stanu wyjątkowego udokumentowała 18 przypadków niedopuszczenia do koczujących w Usnarzu pomocy medycznej. Działania władz nie pozostaną bez skutku: nieludzkie traktowanie migrantów na granicy zradykalizuje ich, tak jak ich rodziny pozostawione w ojczyznach – napisali w liście otwartym do premiera psychologowie z UW. Czy długoterminowo takiej rosnącej spirali lęku, buntu i chęci zemsty zaradzi choćby i najwyższy płot?

Śmierć dwuletniego chłopca syryjskiego Alana Kurdi, który bez zgody pobytowej z rodzicami zmierzał nielegalnym szlakiem do Kanady – wstrząsnęła światem. W Kanadzie wpłynęła na wybory i prowadzenie mniej restrykcyjnej polityki imigracyjnej. Fotografie zmarłego publikowano we wszystkich krajach. Dziennikarze mogli to ujawnić – nie zakazano im wstępu. Alan Kurdi odzyskał imię i nazwisko po śmierci. Przedtem był anonimową cząstką „masy migrantów".

A koczujący pod Usnarzem? Uwięzieni są w kafkowskim pacie, w kordonach wojsk, pisała Lizzy Davies w „The Guardian", całkowicie zdani na łaskę i niełaskę innych. Polskie władze staną wobec ich powolnego umierania. Może zwłoki przykryje śnieg. A najpewniej kwarantanna informacyjna stanu wyjątkowego. Po jego zniesieniu nie będzie żadnego obozowiska. Opinia publiczna nie pozna ich imion i losu.

Bez dyskomfortu?

Jak będą czuć się ci, których rozbawia dziś to, że migranci „przeszli 5 tys. km, a za nimi dreptał kot". Ci na granicy w Usnarzu skorzystali z nadarzającej się okazji transportu, jak Polacy wiosną 1969 r., gdy m/s „Batory" pływał do fiordów Norwegii. Statek nie zawijał do portów, paszporty nie były wymagane. Niedaleko wybrzeży pasażerowie zrywali się z leżaków i wskakiwali do morza. Podejmowały ich norweskie kutry. Nie wypychano ich z powrotem na pokład „Batorego", nikt nie wymawiał im, że są agentami Gomułki „korzystającymi z zaproszenia państwowego biura podróży". Dziennikarze nie sztorcowali migrantów, że zostali dobrze odżywieni przez komunistyczne służby. A „Batory" słynął przecież z dobrej kuchni.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Ten szaniec się rozleci

Milion migrantów ekonomicznych opuściło PRL w latach 80. Szukali nowego życia. Przyjęto ich.

Minister Skurkiewicz ujawnił, że „stan wyjątkowy jest po to, aby posłowie opozycji, aktywiści i dziennikarze tam nie jeździli". Dyskomfortu nie odczuje już opinia publiczna i funkcjonariusze nieszczędzący migrantom upokorzeń. Odgrodzi się ich ciężarówkami, nikt nie dowie się o zagłuszaniu silnikami i syrenami ich wołań o pomoc. Polskie straże zniszczyły nawet gniazda ładowania ich telefonów komórkowych, podało OKO Press. Zachowania mundurowych każą pytać, czy są oni wszyscy żołnierzami, czy prywatną firmą wojskową „realizującą zadania zlecone MON". Sieć informuje o „Fundacji na rzecz obronności i bezpieczeństwa kraju – Combat Alert". Jej oddziały certyfikowane są „do współpracy z jednostkami wojskowymi RP". Rekruci mają prawo noszenia polskiego munduru. Czy władza buduje polskie „Blackwater"? Siła i wiara? Prezes Combat Alert jest wszak też organizatorem Marszów dla Jezusa.

Woda mineralna, którą funkcjonariusze obmywali w ukryciu ręce, była już ostatnio – jak podał Onet – wylewana przez mundurowych do gruntu, na oczach migrantów.

A padło tyle wielkich słów o „honorze munduru polskiego żołnierza".