Mogłoby się wydawać, że w czasach kryzysu intelektualiści przeżywają rozterki, niepokoje i katusze. Nic bardziej mylnego. Kryzys wprawia ich w doskonałe samopoczucie. Każdy jest bowiem przekonany, że to właśnie jemu załamanie gospodarcze przyznało rację. „Rynek zawiódł” – cieszą się lewicowcy. „Państwa zaburzyły święte prawa rynku, oto przyczyna kryzysu” – przekonują wolnorynkowcy.
W obu tych postawach jest jednak coś niepokojącego. Największą wadą pomysłów antykapitalistycznych jest ich teoretyczność. Rzadko kiedy poza pomstowaniem na kapitalizm socjaliści proponują konkretne działania i kierunki, nie mówiąc już o sformułowaniu całościowej idei, która mogłaby zastąpić znienawidzony wolny rynek. Jednak świat przedstawiany przez obrońców kapitalizmu jawi się jako nieludzki.