Wildstein, który dekadę stanu wojennego spędził na przymusowej emigracji w Paryżu, na antenie Radia Wnet komentował wybór François Hollande'a na prezydenta Francji. Zaznacza, że ten stał się liderem socjalistów po wyeliminowaniu Dominique'a Strauss-Kahna:
To bardzo znaczące. Warto przyjrzeć się tej sylwetce i odpowiedzieć sobie na pytanie, kto powinien był być dziś liderem socjalistów, gdyby nie pech, który go dopadł w nowojorskim hotelu. Chodzi o jego stosunek do grup niżej stojących na drabinie hierarchii społecznej, majątek itd.
I podkreśla:
Tak jak w Polsce, liderami socjalistów są ludzie, którzy na manifestacje 1-majowe zajeżdzają swoimi jaguarami, zostawiają je w bocznych ulicach, wygłaszają odpowiednie kwestie, a potem wracają do pracy w bankach lub doradztwie największych firm.
Publicysta "Uważam Rze" uważa, że wybór Francuzów "ma wiele wymiarów", a głosy na Hollande'a były de facto głosami przeciw obecnej Unii.
Jeśli tak, to powstaje pytanie czy rzeczywiście Unia Europejska zacznie zmieniać kształt. Czy znowu - postulaty Hollande'a są tylko postulatami obywateli zgłoszonymi w trakcie wyborów, a potem się o nich zapomina.
Wildstein podsumowuje, że "kończy się pewien kształt Unii Europejskiej". I powinniśmy z tego wyciągnąć wnioski:
Polska swoją pozycję musi wywalczyć sama. Jeśli ma władzę, która oficjalnie głosi, że jej programem jest płynięcie w głównym nurcie europejskim, to mamy do czynienia z abdykacją z odgrywania jakieś roli. To nie jest żadna polityka, to jest podporządkowanie się.
Nasza pozycja jest żałośnie niska nawet w stosunku do tych możliwości, które mamy. I symbolicznie i dosłownie. (…) Obecny rząd zamienił politykę zagraniczną na PR. (…) Jeśli my tego nie potrafimy wywalczyć – nikt za nas tego nie zrobi.