Z wiadomości na portalu polskalokalna.pl wynika:
Zgodnie z decyzją stołecznych radnych pomnik ma wrócić na pl. Wileński, będzie jednak przesunięty w północną część, za wylot ul. Cyryla i Metodego. Przeciwko temu protestują członkowie Wspólnoty Mieszkaniowej ul. Targowej i ul. Cyryla i Metodego. Na wtorkowej konferencji prasowej podkreślali, że władze Warszawy nie konsultowały się z nimi w sprawie lokalizacji pomnika.
Przedstawicielka wspólnoty na Pradze Monika Ostrowska, powiedziała:
Miasto sobie stawia pod oknami co chce, bez żadnych konsultacji z nami. Nikt nie odpisuje na nasze pisma.
W liście do prezydent stolicy napisano:
Powstanie pomnika w tej lokalizacji staje się zarzewiem niepotrzebnych napięć i konfliktów, które po jego odsłonięciu nie znikną, ale będą permanentnie narastały przynosząc niepotrzebną ujmę naszemu miastu, dezawuując jakąkolwiek ideę upamiętnienia kogokolwiek i czegokolwiek.
Historyk prof. Jan Żaryn tłumaczy:
Pomnik miał przypieczętować władztwo sowieckie w naszym kraju. Byłaby to straszliwa pomyłka dziejowa, gdybyśmy pozwolili na przystawienie tej pieczęci.
Sprawę na salonie24.pl komentuje bloger Rybitzky:
Niby jest spora grupa osób sprzeciwiających się sowieckiemu pomnikowi, ale ograniczają się tylko do przerzucania pismami z Urzędem Miejskim. (...) Gdyby ktoś tam w Warszawie miał choć trochę odwagi, to już trwałaby blokada trasy dojazdowej, aby betoniarki nie mogły dowozić betonu na cokół. Ale najwyraźniej nikt nie jest w stanie zaryzykować spotkania ze strażą miejską.
I dodaje ze smutkiem:
Nie wątpię, że pomnik Czterech Śpiących bez przeszkód powróci na warszawską Pragę. Polacy bowiem nie są w stanie skutecznie walczyć w obronie wyznawanych przez siebie wartości. Wolą pokornie godzić się na rosnące wokół nich płoty z druty kolczastego. Nawet jeśli więc ktoś nie chce sowieckiego pomnika, nie będzie przed nim bronił stolicy. I nawet jeśli ktoś chce wolności zgromadzeń, to nie będzie manifestował w ich obronie...