Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej Sytnyk wyjaśnił, że śledztwo w sprawie działań zatrzymanych zaczęło się na Ukrainie. Dotyczyło przede wszystkim przyjmowania przez Sławomira N. korzyści majątkowych w zamian za zlecenia na budowy dróg.

W tej sprawie zatrzymano dziś byłego szefa Ukrawtodoru, bylego ministra transportu  Sławomira N., byłego szefa GROM i gdańskiego przedsiębiorcę Jacka P.

W grę wchodzą przetargi o łącznej wartości ponad 270 mln euro.

Według ukraińskich służb Sławomir N., w sytuacji, gdy jedna z lokalnych firm nie mogła dotrzymać terminu realizacji, w zamian za korzyść majątkową zaproponował przedłużenie umowy - to jeden z przykładów podanych przez Sytnyka.

Według służb ukraińskich przestępcza organizacja, którą miał kierować N., rozpoczęła działalność już w grudniu 2016 roku, czyli dwa miesiące po objęciu przez N. stanowiska szefa Ukrawtodoru, i działała do 2019 roku.

Szef NAB poinformował, że śledztwo w sprawie tych działań podjęli ukraińscy prokuratorzy. Jednak po nawiązaniu kontaktów ze stroną polską okazało się, że w Polsce trwa już śledztwo dotyczące tej sprawy.

Środki finansowe, które zatrzymani otrzymywali na terenie Ukrainy, były przekazywane do Polski, dlatego w Polsce usłyszą oni zarzuty.

Sytnyk powiedział również, że ukraińskie służby nie będą występować do Polski o ekstradycję N. mimo że ma on podwójne obywatelstwo. Wszystkie dowody, jakie zdobyła strona ukraińska zostały przekazane do Polski. Ukrainie zależy natomiast na odzyskaniu nielegalnie wyprowadzonych środków.

Sytnyk podkreślił, że wynik śledztwa zależy od skutecznej wymiany informacji między organami zajmującymi się antykorupcją w obydwu krajach - w Polsce i na Ukrainie.

W związku ze sprawą funkcjonariusze ukraińskiego Narodowego Biura Antykorupcyjnego (NABU) wraz z polskimi organami ścigania prowadzą przeszukania w Kijowie, Lwowie i Polsce. Takich przeszukań przeprowadzono już ponad 50 - powiedział Sytnyk.

Na Ukrainie za tego typu przestępstwo grozi do 12 lat więzienia.