Do zdarzenia doszło w piątek wieczorem w centrum Ostrawy. Poszkodowanym jest Kuba Heisig z Chorzowa, który podróżował przez Czechy w ramach charytatywnej wyprawy rowerowej „Rajza dla Marceliny”.
Według informacji przekazanych na profilu Cargo Familia na Facebooku, mężczyzna został zaatakowany przez grupkę Polaków. Gdy ich mijał, otrzymał cios w głowę, a gdy upadł, został dotkliwie skopany. Napastnicy mieli krzyczeć pod jego adresem, że jest „Ukraińcem” i „banderowcem”.
Jak wynika z relacji organizatorów, powodem agresji miała być czapka w żółto-niebieskich barwach z napisem „GŌRNY ŚLŌNSK”. Napastnicy mieli uznać te kolory za ukraińskie. Heisig został pobity i trafił do ostrawskiego szpitala na badania. Sprawa została zgłoszona czeskiej policji, która ma wyjaśnić okoliczności zdarzenia i ustalić tożsamość sprawców.
Czapka miała śląskie barwy
Czapka, którą miał na sobie mężczyzna, nie była symbolem Ukrainy. Jej kolorystyka nawiązywała do Górnego Śląska. Barwy regionu to złoty i niebieski, ułożone w dwóch poziomych pasach. Na nakryciu głowy znajdował się ponadto napis „GŌRNY ŚLŌNSK”, jednoznacznie wskazujący na jego regionalne pochodzenie.
Według relacji organizatorów to właśnie skojarzenie kolorów z ukraińską flagą miało doprowadzić do ataku.
Czytaj więcej
Bardzo często źródłem przemocy są uprzedzenia narodowościowe, nienawiść, bardzo często ofiarami takich aktów przemocy stają się Ukraińcy i Ukrainki...
Jechał ponad 800 kilometrów w celach charytatywnych
Kuba Heisig 9 września wyruszył z Chorzowa na rowerze cargo. W ramach „Rajzy dla Marceliny” planował przejechać ponad 800 kilometrów wzdłuż historycznych granic Górnego Śląska.
Celem wyprawy było również nagłośnienie zbiórki na leczenie jego partnerki Marceliny. Kobieta, która ma troje dzieci, zmaga się z chorobą nowotworową. Heisig chciał poprzez wyprawę zwiększyć zainteresowanie zbiórką na jej leczenie.
Po pobiciu mężczyzna zdecydował się przerwać wyprawę i wrócić do Polski. Organizatorzy poinformowali, że sama zbiórka jest kontynuowana. Wsparcie dla Heisiga i jego partnerki po incydencie w Czechach pozwoliło osiągnąć cel zbiórki, a nawet znacząco go przewyższyć.