Gen. dyw. pil. dr Ireneusz Nowak, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych

Gen. dyw. pil. dr Ireneusz Nowak, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych

Foto: Materiały prasowe

W wielowątkowym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” gen. dyw. pil. dr Ireneusz Nowak, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych, opisuje nieznane kulisy działania sił zbrojnych 30 lipca. Z dotychczasowych doniesień wiemy, że o godz. 3.46 w pole znajdujące się we wsi Tarnawa-Kolonia uderzyła rosyjska rakieta manewrująca CH-101.

Tamtej nocy na wschodzie kraju pełniła służbę w trybie alarmowym dyżurna para samolotów bojowych. W krytycznym momencie jeden z nich odbywał tankowanie w powietrzu, a drugi znajdował się w pobliżu granicy polsko-ukraińskiej. O godz. 3.40 „nikt z nas – zarówno na poziomie dowodzenia, jak i pilota polskiego F-16 – nie miał możliwości zidentyfikowania bezpośrednio w pobliżu polskiej granicy poruszającego się także innego obiektu” – ujawnia gen. Ireneusz Nowak.

– Na linii granicy pracował ukraiński MiG-29. Istniało ryzyko, że mogło dojść do bratobójczego ognia, tym bardziej, że ten MiG był śledzony nie tylko przez naszego F-16, ale też niektóre z naszych zestawów obrony powietrznej – opisuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Dowódca Operacyjny.

Gen. Nowak: musielibyśmy decydować czy otworzyć ogień do ukraińskiego MiG-a

Dodał, że jeżeli pilot ukraiński zagapiłby się na 30 sekund, „naruszyłby polską przestrzeń powietrzną i być może musielibyśmy decydować, czy otworzyć do niego ogień”. – Ten MiG zaburzył nasze dotychczasowe postrzeganie sytuacji. 30 lipca mieliśmy do czynienia z bardzo dynamicznymi działaniami. Jednocześnie drugi samolot F-16 z dyżurnej pary kończył w tym czasie tankowanie w powietrzu. Natychmiast, w ciągu zaledwie dwóch minut znalazł się w pobliżu rosyjskiego pocisku manewrującego, przeciął jego tor lotu i gdyby ten lot trwał dalej był gotowy do interwencji – opisał „Rzeczpospolitej” zaistniałą sytuację Dowódca Operacyjny.

Czytaj więcej

Tego wojsko nie mówi o rosyjskiej rakiecie. W polskich F-16 nie działał ważny system

Jakie były konsekwencje opisanych zdarzeń? Już po tym incydencie Dowództwo Operacyjne wysłało list do szefa Sztabu Sił Zbrojnych Ukrainy oraz szefa Sił Powietrznych Ukrainy, aby „informowano nas o ruchach lotnictwa ukraińskiego w pobliżu granic Polski”. Okazuje się, że dotychczas z ukraińskiego systemu dowodzenia i kontroli obrony powietrznej „Wiraż” otrzymywaliśmy tylko informacje o pociskach balistycznych, manewrujących i bezzałogowcach Federacji Rosyjskiej, które mogą potencjalnie naruszyć polską przestrzeń powietrzną. Dopiero po incydencie z 30 lipca strona ukraińska informuje nas o swoich samolotach, które operują w pobliżu granicy z Polska.

Jakie informacje dostajemy z Ukrainy poprzez system „Wiraż”?

„Wiraż” to platforma informatyczna, która koordynuje zbieranie informacji o zagrożeniach w przestrzeni powietrznej Ukrainy. Jest ona oparta na sieci czujników akustycznych, w tym m.in. smartfonów z mikrofonami umieszczonych na słupach, które zlokalizowane są na terenie całej Ukrainy. Informacje zebrane w ten sposób przetwarzane są przez sztuczną inteligencję. System ten w czasie rzeczywistym pokazuje trajektorię lotu rosyjskich obiektów i przekazuje dane do jednostek obrony przeciwlotniczej.

– Musimy sobie zdać sprawę z tego, że informacje o działaniach ukraińskiego lotnictwa są dla Ukraińców wyjątkowo wrażliwe. Nie są oni zainteresowani tym, żeby się dzielić informacją, kiedy podrywają swoje samoloty, gdzie one lecą, gdzie wyczekują, bo to jest ich sposób na przetrwanie. Dla Rosji te samoloty są łakomym kąskiem na ziemi – zaznaczył generał Ireneusz Nowak.

Ta rosyjska rakieta w polskiej przestrzeni powietrznej to było działanie intencjonalne

W wielowątkowym wywiadzie, którego udzielił „Rzeczpospolitej” gen. Ireneusz Nowak, zapytaliśmy także m.in. o wprowadzenie ograniczonej strefy ruchu lotniczego na wschodzie Polski, przebazowanie śmigłowców do zwalczania dronów w ten rejon kraju, system SAN obrony przeciwdronowej i przeciwlotniczej krótkiego zasięgu, a także zmianę filozofii podejścia do identyfikacji celu, który może zostać zniszczony przez system obrony powietrznej.

Zdaniem gen. Ireneusza Nowaka wszystko wskazuje na to, że 30 lipca rosyjska rakieta, która naruszyła polską przestrzeń powietrzną tak została zaprogramowana, aby uderzyć w przygraniczny teren w Polsce. – Dzisiaj mogę powiedzieć jednoznacznie, że w 80 proc. jestem przekonany, że było to działanie intencjonalne – podkreślił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych.

Cały wywiad opublikujemy w poniedziałek na stronie internetowej rp.pl.