W niedzielę po godz. 4 Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych informowało o operowaniu lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej, w związku z aktywnością rosyjskich bezzałogowych statków powietrznych wykonujących uderzenia na terytorium Ukrainy.

Przed godziną 10. poinformowano o zakończeniu operowania myśliwców. Wojsko zaznaczyło, że nie odnotowano naruszenia przestrzeni powietrznej RP. Rzecznik prasowy DORSZ ppłk Jacek Goryszewski podkreślił jednak w rozmowie z PAP, że zagrożenie było „realne i bliskie”, a część rosyjskich dronów operowała lub nawet trafiała w cele znajdujące się w obszarze od kilku do kilkunastu kilometrów od granic Polski.

Czytaj więcej

Uderzenie drona 800 metrów od polskiej granicy. Rosja atakowała Ukrainę

Pytany o doniesienia mieszkańców o huku Goryszewski podkreślił, iż DORSZ zakłada, że wynikał on z przekroczenia bariery dźwięku przez poderwane myśliwce.

W związku z zagrożeniem atakiem z powietrza w sześciu powiatach na terenie Lubelszczyzny zawyły syreny alarmowe. Dla mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego wydano alert RCB, informujący o rosyjskim ataku powietrznym na Ukrainę i operowaniu polskiego lotnictwa przestrzeni powietrznej RP.

Atak Rosji na cele na Ukrainie przy granicy z Polską

Tymczasem z informacji Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej wynika, że w pobliżu granicy z Polską, około 800 metrów od polsko-ukraińskiego przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin, dron uderzył w ciężarówkę.

Z kolei ukraińskie koleje państwowe podały w serwisie Telegram, że Rosjanie drugi dzień z rzędu atakują kolej na Ukrainie. „W obwodzie wołyńskim, w odległości 2 km od granicy z Polską, wróg uderzył w lokomotywę pociągu pasażerskiego” – głosi komunikat Ukrzaliznycii. Jak podano, że kolejowy zespół monitorujący ataki dronów z wyprzedzeniem ostrzegł załogę pociągu o zagrożeniu, dzięki czemu nikt nie ucierpiał. „Stale monitorujemy zagrożenia z powietrza, zapewniamy ruch pociągów i podejmujemy maksymalne środki bezpieczeństwa dla pasażerów i pracowników kolei” – oświadczyła Ukrzaliznycia.

MON: Dwa drony uderzyły w pobliżu granic Polski

Do sprawy w mediach społecznościowych odniósł się minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. „Nad ranem nasze systemy odnotowały atak kilkunastu odrzutowych dronów Geran-5 w zachodniej Ukrainie. Jeden z nich uderzył 1 km od granicy z Polską, drugi 5 km” – poinformował. „Polskiej strefy powietrznej pilnowały samoloty F-16, śmigłowce i samolot rozpoznania powietrznego SAAB. Nie doszło do naruszenia naszej granicy” – dodał. Wicepremier ocenił, że Rosjanie „zmieniają taktykę ataków” i coraz częściej wykorzystują drony odrzutowe, „wypuszczane po kilka sztuk” i w ten sposób absorbują ukraińską obronę.

Czytaj więcej

Zełenski: Należy szukać możliwości rozejmu energetycznego z Rosją

Głos zabrał także jeden z zastępców Kosiniaka-Kamysza w resorcie, Cezary Tomczyk. „Każdy, kto zastanawia się, czy warto militarnie wspierać Ukrainę, powinien wyciągnąć wnioski z niedzielnej nocy” – przekonywał na X. „Zagrożenia, o których informujemy, o których ostatnio mówił premier Donald Tusk są bardzo realne” – ocenił.

Wiceminister stwierdził. iż niedzielne ataki dobitnie pokazują, że wojna toczy się blisko granic Polski. „Kiedy ludzie śpią, w powietrzu są nasze Siły Powietrzne. Na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu tak wygląda niemal każda noc. Wojsko Polskie każdego dnia wykonuje ogromny wysiłek. Dowódca Operacyjny trzyma rękę na pulsie i na spuście. W interesie Polski i całej Europy jest, żeby Ukraina tę wojnę wygrała” – napisał polityk.

W czwartek premier Donald Tusk mówił na konferencji prasowej, że otrzymał od szefa CIA Johna Ratcliffe'a raport dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach. Szef rządu przekonywał, że Polska i cała Europa „musi być przygotowana na różne scenariusze, jeśli chodzi o sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także na wschodniej flance Unii Europejskiej”.