Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie nowe zarzuty o oszustwa na setki tysięcy złotych usłyszał samozwańczy prezydent i jaka kara mu za nie grozi.
  • W jaki sposób Jan Zbigniew Potocki uzasadnia swoje prawa do urzędu i jaką rolę odgrywa w tym historia polskiej emigracji.
  • Jaką rolę w jego działalności odgrywały teorie spiskowe oraz sprzedaż tak zwanych dowodów suwerena.
  • Co łączyło go z kaliską piramidą finansową i na czym polegała działalność jego uzbrojonej „gwardii”.

Oszustwa o znacznej wartości, czyli o wartości przekraczającej 200 tys. zł, podejmowane w sposób ciągły w krótkich odstępach czasu, w wykonaniu z góry powziętego zamiaru – taki zarzut usłyszał Jan Zbigniew Potocki (podajemy jego imię i nazwisko, bo wielokrotnie podkreślał, że jest osobą publiczną). Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił w połowie czerwca akt oskarżenia, w związku z którym nawet na dziesięć lat do więzienia może trafić najbardziej znany polski samozwaniec.

Potocki twierdzi, że obowiązuje konstytucja kwietniowa, a on sam jest kontynuatorem prezydentów emigracyjnych

Jan Zbigniew Potocki, o którym wielokrotnie pisaliśmy już w „Rzeczpospolitej”, uważa się za kontynuatora prezydentów na uchodźstwie. Funkcjonowali na mocy konstytucji kwietniowej z 1935 r., przewidującej, że w czasie wojny nie organizuje się wyborów, a głowa państwa po prostu wyznacza swojego następcę. Ostatnim był Ryszard Kaczorowski, który w 1990 r. złożył urząd na ręce Lecha Wałęsy, pierwszego od zakończenia II wojny światowej prezydenta wybranego w wolnych wyborach.

Czytaj więcej

Prezydenci: Ryszard Kaczorowski i Wojciech Jaruzelski

Jednak wcześniej, w 1972 r., powstało coś na kształt bocznej linii alternatywnej. Po śmierci prezydenta Augusta Zaleskiego dwie osoby stwierdziły, że dostały od niego nominację: Stanisław Ostrowski, uznany przez większość środowiska emigracyjnego oraz Juliusz Nowina-Sokolnicki. Ten drugi powszechnie był traktowany jako samozwaniec, a tuż przed śmiercią w 2009 r. wyznaczył swojego następcę – właśnie Potockiego.

Akt nominacji z rąk Nowina-Sokolnickiego jest kluczowym dokumentem, który Potocki publikuje na swojej stronie internetowej, bo na nim opiera legalność swojego urzędu. Jak na prezydenta przystało, wydaje on akty urzędowe, mianuje najwyższych urzędników państwowych, a przede wszystkim drukuje własne dowody tożsamości, zwane dowodami suwerena.

Tę działalność rozkręcił w pandemii, rozpowiadając, że rzekome dokumenty chronią przed restrykcjami sanitarnymi. „Dowody Suwerena II RP są jedynym ratunkiem przed śmiertelnymi szczepionkami, bo suweren jest istotą ludzką, a nie niewolnikiem Billa Gatesa (twórcy Microsoftu, częstego bohatera teorii spiskowych – red.)” – napisał w serwisie X. Później przekonywał, że dowody mają chronić przed poborem do wojska, spowodowanym wojną w Ukrainie, albo pozwolić na udział w reparacjach, rzekomo wywalczonych przez Potockiego od Niemiec.

Narracja wokół dowodów suwerena dobrze pokazuje styl działania Potockiego, w którym ważną rolę odgrywają teorie spiskowe. Przede wszystkim Potocki ostrzegał przed rzekomym rozbiorem Polski, szykowanym przez UE i Żydów, czy też powstaniem państwa Ukropolin. Twierdził też, że numery PESEL są formą znakowania ludzi w celu ich handlu, choć zdarzały się też poglądy bardziej kuriozalne, np. o tym, że pod Krakowem jest forteca pełna dzieci z głowami kotów i innych mutantów, albo o tym, że Polska jest zagrożona przez napływ Żydów, bo ma być dla nich bezpiecznym schronieniem w czasie spodziewanego przemagnesowania Ziemi.

Potocki w przeszłości był już skazany za swoje wypowiedzi o Ukraińcach i Żydach, a jego narracje były wielokrotnie – m.in. przez portal Oko.press – kwalifikowane jako prokremlowskie. Jednak na tym nie kończą się kontrowersje wokół „prezydenta II RP”. Coraz więcej wskazuje na to, że mógł dokonywać po prostu pospolitych wyłudzeń, a o tym nie świadczy tylko najnowszy akt oskarżenia.

Rzekomy prezydent został już skazany za udział w tzw. kaliskiej piramidzie finansowej

Jak ujawniliśmy na początku 2025 r., Potocki trafił do więzienia, skazany na dwa lata. Odsiadka była skutkiem powoływania się na wpływy w zamian za korzyść majątkową w związku z tzw. kaliską piramidą finansową, której twórcy oszukali około 600 osób na co najmniej 47 mln zł. Potocki dokonał zaskakującej sztuki: oszukania oszustów. Obiecał, że dzięki jego protekcji unikną kary więzienia. Zainkasował za to od nich pół miliona zł, ale jego wpływy okazały się fikcyjne.

Czytaj więcej

Najbardziej znany polski prezydent samozwaniec trafił do więzienia

Obecnie Potocki przebywa na wolności, odbywając resztę kary w tzw. systemie dozoru elektronicznego. Na czym polegają nowe zarzuty, które postawiła mu Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów? „11 czerwca skierowany został akt oskarżenia” – informuje nas rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Antoni Skiba i wyjaśnia, że dotyczy on trzech czynów. Pierwszy miał polegać na wyłudzeniu pożyczki, a konkretnie na tym, że „w okresie od 28 lipca 2021 r. do 19 lipca 2022 r. w Warszawie, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadził ustalonego pokrzywdzonego do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w postaci przelewów (...), a także przekazania pieniędzy w gotówce (…) na łączną kwotę 300 tys. zł poprzez wprowadzenie pokrzywdzonego w błąd co do zamiaru zrealizowania umowy pożyczki w postaci zwrotu umówionej kwoty”.

Pozostałe dwa zarzuty są mniejszego kalibru, bo dotyczą tego, że Potocki „przy ul. Wiertniczej 139 dokonał zaboru w celu przywłaszczenia około 30 sztuk książek o łącznej wartości 1 tys. zł, dwóch sztuk lamp oświetleniowych o łącznej wartości 700 zł, powodując łączną sumę strat w kwocie 1,7 tys. zł” oraz wyłudzenia 800 zł na zakup dwóch kanap oraz fotela.

302,5 tys. zł

na taką kwotę, zgodnie z najnowszym aktem oskarżenia, oszukał Jan Zbigniew Potocki

Wspomniana ul. Wiertnicza 139 to adres kamienicy, w której mieściła się kancelaria Potockiego w Warszawie. Jej właścicielem jest Marek Łajtar, jedna z osób uważających się za pokrzywdzonych przez rzekomego prezydenta.

– Kamienica należy do mojego majątku rodzinnego. Gdy postanowiłem wynająć budynek, Jana Zbigniewa Potockiego przyprowadziła mi agencja nieruchomości – relacjonuje Marek Łajtar w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. – Miało to miejsce pod koniec 2021 r. Problemy z płatnościami zaczęły się w 2023 r. Potocki zwodził mnie, opowiadając różne dziwne historie na temat gotówki, którą rzekomo przywiezie z zagranicy, certyfikatów na setki milionów dol. oraz działek, które chce sprzedać. Gdy trafił do więzienia, sprawy przejęła żona Potockiego. Były minimalne wpłaty i ciągłe obietnice. Ostatnie miesiące to była po prostu okupacja kamienicy – opowiada mężczyzna, który swoją własność już odzyskał. Dodaje jednak, że z całego wyposażenia „pozostały mu tylko śmieci” oraz „niezapłacone rachunki”.

Jan Zbigniew Potocki próbował swoich sił w polityce, zakładając partię i kandydując na prezydenta Warszawy

Jego zdaniem najnowszy akt oskarżenia jest zbyt skromny jak na działalność Potockiego. – Wiem o wielu innych pokrzywdzonych – mówi. – Zresztą działalność nigdzie niezarejestrowanej kancelarii opierała się głównie na darowiznach i nieopodatkowanej sprzedaży dokumentów. W tym celu zbierano dane osobowe, a prawa jazdy w praktyce fałszowano, bo przepisywano do nich dane z oficjalnych, państwowych dokumentów – wylicza.

Czytaj więcej

ABW ostrzega przed samozwańczym prezydentem i innymi ruchami antypaństwowymi

Jego zdaniem polskie państwo stanowczo zbyt długo tolerowało działalność samozwańczego prezydenta, który w 2018 r. startował na prezydenta Warszawy, założył partię II Rzeczpospolita Polska, a później próbował nawet wystartować na prezydenta Polski. Przedstawiał się jako przedstawiciel ONZ, posiadający immunitet dyplomatyczny, a nawet hrabia, czemu zaprzeczyli przedstawiciele linii łańcuckiej Potockich.

Jak podkreśla Marek Łajtar, działalność Potockiego była tym groźniejsza, że rzekomy prezydent posiadał broń gazową bez zezwolenia, co potwierdził sąd, skazując go za udział w kaliskiej piramidzie finansowej i wydłużając jego wyrok o pół roku. Gdyby nie to, Potocki zostałby skazany tylko na półtora roku za kratami. Co więcej, jak informowaliśmy w „Rzeczpospolitej”, w ubiegłym roku prawomocnie skazani na więzienie w zawieszeniu zostali za posiadanie broni gazowej także członkowie jego gwardii: mechanik samochodowy i budowlaniec. Jeden z nich, mianowany przez Potockiego pułkownikiem, zeznał w sądzie, że „gotów jest poświęcić życie dla swojego prezydenta”.

250

kosztowało wyrobienie tzw. dowodu suwerena. Według nieoficjalnych informacji, na tych dokumentach Potocki mógł zarobić miliony.

Jak ustaliliśmy, wśród „dokumentów” wystawianych przez Potockiego były też „zaświadczenia uprawniające do nabycia broni”. „Dokument uprawnia do zakupu broni oraz amunicji do niej na terenie Rzeczypospolitej Polskiej oraz krajów Unii Europejskiej” – czytamy na jednym z takich pism.

Jak najnowsze zarzuty komentuje Jan Zbigniew Potocki? Nie udało się nam z nim skontaktować.

Zgodnie z narracją, prowadzoną przez rzekomego prezydenta i jego zwolenników, jest on osobą represjonowaną politycznie. Jednym z najbardziej znanych zwolenników Potockiego jest Piotr Tymochowicz, specjalista od PR, uznawany w przeszłości za współtwórcę sukcesu politycznego Andrzeja Leppera. – Kim jest dla mnie prezydent Jan Potocki? Jest więźniem politycznym – ogłosił Tymochowicz w jednym z nagrań, dostępnych w internecie.