Amerykański dziennik opisuje, że na początku roku w internecie zaczęły pojawiać się tajemnicze oferty pracy. Zadania dotyczyły prostych czynności, takich jak roznoszenie ulotek czy rozwieszanie plakatów w miejscach publicznych, a oferowane wynagrodzenie było niskie. Gazeta zaznacza, że dla garstki uchodźców z Ukrainy możliwość szybkiego zarobku była zbyt atrakcyjna, by ją odrzucić.
"Ci, którzy odpowiedzieli (na oferty - red.) szybko zdali sobie sprawę, że jest pewien haczyk: praca polegała na rozpowszechnianiu prorosyjskiej propagandy w imieniu anonimowego pracodawcy. Dla tych, którzy mimo wszystko byli gotowi wykonać zadania, praca szybko przybrała złowieszczy obrót" - czytamy.
Czytaj więcej
Dowódca rosyjskiego batalionu "Wostok", walczącego na południu Ukrainy, Aleksandr Chodakowski, pisze na swoim kanale w serwisie Telegram, że w najb...
Zwerbowani mieli wykolejać pociągi z bronią jadące na Ukrainę
"WP" podaje, że według polskich śledczych w ciągu tygodni rekrutom powierzono zadanie wykonywania zwiadu w polskich portach, umieszczenia kamer wzdłuż torów kolejowych oraz ukrywania urządzeń śledzących w transportach wojskowych. "Później, w marcu, nadeszły zaskakujące nowe rozkazy, by wykolejać pociągi wiozące broń na Ukrainę" - czytamy.
W artykule napisano, że polskie władze uważają, iż "tajemniczym pracodawcą" było GRU, czyli rosyjski wywiad wojskowy (Główny Zarząd Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych) i że operacja, której przeprowadzenie zostało udaremnione, stanowiła "najpoważniejsze rosyjskie zagrożenie na terytorium NATO od czasu rozpoczęcia przez Moskwę inwazji na Ukrainę".
Według polskich i zachodnich przedstawicieli służb bezpieczeństwa, na których powołuje się "The Washington Post", celem Rosji było zakłócenie dostaw broni - przez Polskę na Ukrainę dociera ponad 80 proc. pomocy wojskowej Zachodu dla Ukrainy.
Cios dla rosyjskiego wywiadu
Sprawa stała się kolejnym ciosem dla rosyjskiego wywiadu - czytamy. W tekście zaznaczono, że w celu przeprowadzenia operacji Rosja nie mogła lub nie chciała polegać na własnych ludziach, zebrała więc zespół amatorów, w tym prowadząc werbunek na odwiedzanych przez ukraińskich uchodźców w Polsce kanałach w serwisie Telegram. Doniesienia polskich oficjeli na ten temat potwierdzili przedstawiciele amerykańskiego wywiadu - czytamy.
Według "WP", gdyby operacja się udała, spowolnione zostałyby dostawy broni na Ukrainę i podsycona byłaby niechęć do 1,5 mln ukraińskich uchodźców w Polsce. W razie niepowodzenia akcji ryzyko dla GRU było ograniczone, ponieważ to głównie uchodźcy z Ukrainy, a nie agenci GRU, zostaliby zatrzymani.
Gazeta zaznacza, że dla Warszawy sprawa jest politycznie delikatna i że Polska publicznie nie przyznała, że wśród zatrzymanych jest 12 uchodźców z Ukrainy, jeden Rosjanin i trzech obywateli Białorusi.
Czytaj więcej
Dwóch byłych amerykańskich żołnierzy, walczących obecnie jako ochotnicy na Ukrainie w ramach (cudzoziemcy są rekrutowani do specjalnego Мiędzynarod...
Kilkaset dolarów za wykolejenie pociągu
Cytowany przez "WP" przedstawiciel ABW, zastrzegając sobie anonimowość, powiedział, nie zdradzając szczegółów, iż śledczy odkryli dowody, że Rosja planowała inne nielegalne operacje - rekruci otrzymali zadania dokonania podpaleń oraz zamachu.
W "The Washington Post" czytamy, że artykuł opisujący sprawę powstał na podstawie wywiadów z kilkunastoma funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa w Polsce, na Ukrainie i w Stanach Zjednoczonych, a także m.in. po rozmowach z krewnymi zatrzymanych.
Osoby zwerbowane przez GRU miały otrzymywać zapłatę w kryptowalutach oraz w formie przelewów. Stawki miały być opublikowane w arkuszach kalkulacyjnych - najwyżej wycenione były zlecenia wykolejenia pociągów, podpaleń i zamachów. Według amerykańskiego dziennika, powołującego się na ABW, zleceniobiorcy mogli liczyć na kilkaset dolarów wynagrodzenia za przeprowadzenie aktów sabotażu tego typu.