Od końca listopada w Iranie doszło do setek przypadków zatruć przez drogi oddechowe uczennic, głównie w Kom, świętym mieście szyitów położonym na południe od Teheranu. Niektóre z ofiar zatrucia wymagały hospitalizacji.

W niedzielę wiceminister zdrowia Iranu, Younes Panahi potwierdził, że uczennice padły ofiarą celowych działań.

- Po zatruciu pewnej grupy uczniów w szkołach w Kum okazało się, że niektóre osoby chciały zamknięcia szkół, zwłaszcza szkół dla dziewcząt - poinformował wiceminister cytowany przez agencję IRNA.

Czytaj więcej

Iran. Kolejne trzy osoby skazane na śmierć. Interweniuje związek piłkarski

Panahi nie rozwinął tej myśli. Jak dotąd nie aresztowano nikogo w związku z zatruciami.

14 lutego rodzice uczennic, które zostały zatrute, zgromadzili się przed siedzibą władz miejskich "domagając się wyjaśnień" od władz.

Dzień później rzecznik irańskiego rządu, Ali Bahadori Jahromi poinformował, że wywiad i resort edukacji stara się ustalić przyczyny zatruć.

Zatrucia miały miejsce w czasie, gdy Iranem wstrząsają protesty społeczne po śmierci w niejasnych okolicznościach 22-letniej Kurdyjki, Mahsy Amini

W ubiegłym tygodniu prokurator generalny, Mohammad Jafar Montazeri, nakazał wszczęcie śledztwa w tej sprawie.

Zatrucia miały miejsce w czasie, gdy Iranem wstrząsają protesty społeczne po śmierci w niejasnych okolicznościach 22-letniej Kurdyjki, Mahsy Amini, zatrzymanej przez teherańską policję moralności za naruszenie surowych reguł dotyczących ubioru, w jakim kobiety powinny pojawiać się w miejscach publicznych.

Ojciec Amini twierdził, że została ona pobita przez policję moralności. Jej kuzyn, Erfan Mortezaei, który żyje na dobrowolnym wygnaniu w Iraku przekonywał, że Amini była torturowana. Mortezaei powoływał się przy tym na świadków, którzy mówili o torturowaniu dziewczyny w półciężarówce, do której ją wepchnięto, a także na posterunku policji przez ok. pół godziny. - Potem uderzono ją w głowę i przewróciła się - przekonywał w rozmowie z CBS News.