Wycinka ruszyła w 2017 r. pod pretekstem walki z kornikiem drukarzem. Do puszczy wjechały harwestery, które potrafią w ciągu dnia wyciąć nawet 300 drzew. Tylko do końca 2017 r. usunięto ich 180 tys. Zdaniem organizacji ekologicznych wycinka miała tak naprawdę charakter komercyjny, a została wstrzymana dopiero, gdy Trybunał Sprawiedliwości UE nakazał Polsce jej natychmiastowe przerwanie pod groźbą kar 100 tys. euro dziennie.

Czy podejmując decyzję o wycince, czołowi funkcjonariusze złamali prawo? Szybko się nie dowiemy. Śledztwo w tej sprawie zawieszono.

Nie tylko Szyszko

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożyła w 2017 r. posłanka PO Gabriela Lenartowicz. – Zdecydowałam się na ten krok zbulwersowana tak bezczelnym łamaniem prawa. Zresztą wycinka oburzała cały świat, tymczasem minister środowiska Jan Szyszko podróżował z kornikami w słoiku do TSUE, odsądzając od czci i wiary ekspertów od leśnictwa – wspomina.

Czytaj więcej

Parki narodowe łupem politycznych interesów. Apel aktywistów

W zawiadomieniu napisała, że minister mógł popełnić przestępstwo przekroczenia uprawnień na szkodę interesu publicznego, dokonując zniszczeń w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach. Później zawiadomiła też prokuraturę w sprawie tych samych przestępstw popełnionych przez Konrada Tomaszewskiego, ówczesnego dyrektora Lasów Państwowych, a prywatnie kuzyna prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Jak zauważała posłanka, Szyszko w 2016 r. trzykrotnie zwiększył poziom pozyskiwanego drzewa z puszczy, zaś w 2017 r. Tomaszewski wydał decyzję pozwalającą na cięcie w cennych drzewostanach.

Jeszcze w 2017 r. białostocka prokuratura odmówiła śledztwa, uzasadniając, że działali oni „z uwagi na nadzwyczajną, katastrofalną sytuację związaną z gradacją kornika drukarza”. Posłanka zaskarżyła tę decyzję, a w kwietniu 2018 r. sąd nakazał przekazanie sprawy do dalszego prowadzenia. Uznał, że do oceny działań Szyszki i Tomaszewskiego potrzebna jest opinia biegłego lub zespołu biegłych i ponownie ruszyło śledztwo w Prokuraturze Okręgowej w Białymstoku.

Obecnie toczy się ono również w sprawie przekroczenia uprawnień przez innych funkcjonariuszy Lasów Państwowych, w tym nadleśniczego Nadleśnictwa Hajnówka. Już raz było zawieszone z uwagi na konieczność wykonania czynności na Białorusi.

Biegli się nie garną

Decyzja o obecnym zawieszeniu zapadła 30 czerwca, a powodem jest problem ze znalezieniem biegłego. Z uzasadnienia wynika, że próby jego wyłonienia trwają od października 2021 r. „W pierwszej kolejności zwrócono się do jednostek naukowych, z których jedyną pozytywną odpowiedź uzyskano wyłącznie ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, przy czym odstąpiono od powoływania tejże jednostki z uwagi na zarzuty co do bezstronności biegłych, wysuwane przez występującą w niniejszym postępowaniu organizację społeczną Pracownię na Rzecz Wszystkich Istot” – pisze prokuratura. Dodaje, że inni biegli często odpowiadali negatywnie, powołując się m.in. na związki z Lasami Państwowymi, a ci, którzy zgodzili się podjąć ekspertyzy, nie dają gwarancji jej należytego wykonania albo stawiają wygórowane warunki finansowe.

Czy rzeczywiście ze znalezieniem biegłego jest taki kłopot? – Problem jest całkowicie realny. Wszystkie instytuty badawcze są de facto finansowane ze środków publicznych, co stawia ewentualnych biegłych w niewygodnej sytuacji – mówi mec. Beáta Filipcová, pełnomocnik Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

Inaczej uważa Lenartowicz. – Po tylu latach śledztwa brak biegłego to słaby argument, bo można sięgnąć po ekspertów z zagranicy – mówi. Jej zdaniem prokuratura gra na czas, bo gdyby umorzyła postępowanie, ta decyzja byłaby skutecznie zaskarżona.

Były minister nie doczekał końca śledztwa. Zmarł w 2019 r. Głównie za sprawą wycinki w puszczy jego postać wciąż budzi kontrowersje. Przed kilkoma dniami stojący w Jarocinie pomnik Szyszki oblano czerwoną farbą. Osobiście wyczyścił go burmistrz miasta Adam Pawlicki.