– Rzecz dotyczy tortur, pobić, ale też wymuszania pieniędzy (od więźniów) – poinformowała adwokat Snieżana Muntian, która reprezentuje interesy tej ogromnej grupy ludzi.

Puszkę Pandory otworzyła organizacja społeczna Gulagu.net, która trzy tygodnie temu zaczęła publikować nagrania wideo z torturowania więźniów w saratowskim łagrze. Filmy pochodziły z rejestratorów wideo strażników więziennych, które powinni oni nosić w czasie służby. Wydawano je jednak tzw. więźniom-aktywistom (współpracującym z administracją łagru), by nagrywali na nich torturowanie wskazanych więźniów.

Zdaniem Białorusina Siergieja Sawieliewa, byłego więźnia, który najpierw w więzieniu skompletował to archiwum, a potem wyniósł je za mury, zamówienia na torturowanie poszczególnych więźniów przychodziły również z zewnątrz. – Powody mogą być najróżniejsze: od banalnej kary za naruszenie regulaminu więziennego czy wymuszanie pieniędzy. Torturować (i nagrywać) mogą po to, by kogoś potem szantażować albo zmusić więźnia, by oskarżył kogoś. Nie można też wykluczyć działania z zemsty. Jeśli człowiek okradł albo zabił kogoś, kto miał krewnych w organach władzy wykonawczej, oni mogli zamówić takie znęcanie się – tłumaczył w jednym z wywiadów.

Czytaj więcej

Amnesty International: Rosja może powoli zabijać Nawalnego

Wideo przegrywano na pendrive'y lub dyski, a strażnicy wynosili je z więzienia prawdopodobnie jako dowody wykonania zamówienia. Sawieliew nadzorował właśnie przegrywanie ich na zewnętrzne nośniki i usuwanie z komputerów więziennych. Tyle że w ciągu dwóch lat – ryzykując dodatkowe kary oraz nieuchronne tortury – kopiował nagrania na swoje dyski. Zebrał na nich ponad dwa terabajty danych i przekazał Gulagu.net.

Bezpośrednim efektem publikacji części nagrań było zwolnienie ze służby kilku oficerów więziennych w Saratowie, ale i bunt w tamtejszym łagrze. Część więźniów rzuciła się na tzw. czerwonych (czyli więźniów współpracujących z administracją), którzy uczestniczyli w torturach. Pobito dziewięciu z nich, oberwało też dwóch strażników.

Kolejnym było rozesłanie przez rosyjskie MSW listu gończego za... Sawieliewem. Nie wiadomo jednak, z jakiego powodu. W dokumencie zapisano jedynie: „w związku z artykułem kodeksu karnego". Samego Białorusina wcześniej zatrzymali na lotnisku w Petersburgu „policjanci i dużo ludzi po cywilnemu". W trakcie wielogodzinnego przesłuchania zarzucili mu „złamanie tajemnicy państwowej". „Wsadzimy cię i za rok powiesisz się w więzieniu" – zapowiedzieli, ale wypuścili.

– Człowiek, który okazał odwagę. Potrzebny jest w śledztwie – powiedziała z kolei o nim oficjalna rosyjska ombudsman Tatiana Moskalkowa, była generał policji również pochodząca z Białorusi.

Tyle że odważny człowiek zdążył już uciec do Francji i poprosić tam o azyl polityczny. Natychmiast po przesłuchaniu na lotnisku w Petersburgu poleciał do Moskwy. Stamtąd dojechał samochodem do Mińska, by z białoruskiej stolicy odlecieć do Stambułu. A z Turcji przez Tunezję dotarł do Paryża.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

„Zamiast wdzięczności i słowa »dziękuję« pod adresem osoby, która ujawniła fakty tortur – list gończy, próba aresztowania i za wszelką cenę zawrócenia do Rosji. Rosyjscy mundurowi sami podpisują się pod aktem oskarżenia na siebie" – stwierdził Gulagu.net.

Jednocześnie organizacja zapowiedziała publikację kolejnych nagrań: z innych łagrów w co najmniej pięciu regionach kraju. Te z kolei Sawieliew skopiował, gdyż miał dostęp do sieci wewnętrznej łączności zarządu łagrów.