Mięso z zakładu przetwarzającego chore zwierzęta trafiło do 10 krajów unijnych -  do Rumunii, Szwecji, Estonii, Finlandii, Francji, Hiszpanii, Portugalii, oraz na Węgry, Litwę i Słowację. Według ministerstwa rolnictwa, zakład sprzedał 9,5 tony podejrzanego mięsa, z czego 2,7 tony trafiło na eksport.

Czytaj także: O jedną rzeźnię za daleko

- Wczoraj byłem w Brukseli, rozmawiałem z lekarzami weterynarii wszystkich państw członkowskich i z Komisją Europejską, przekonywałem,  że nasza żywność jest bezpieczna i to był incydent. Wiele krajów członkowskich chciało zamknąć rynek dla wołowiny dla polskiego mięsa – poinformował dziś Paweł Niemczuk na zorganizowanej w alarmowym trybie konferencji prasowej w ministerstwie rolnictwa.

Na spotkaniu Niemczuk oraz Jarosław Pinkas, Główny Inspektor Sanitarny, przekonywali, że polska żywność mimo wpadek – jest bezpieczna.

Jak podkreślał Niemczuk, reportaż dotyczył jednego zakładu, ubój zwierząt odbywał się w nocy i bez nadzoru inspekcji weterynaryjnej. - Zwierzęta zostały zakupione nielegalnie, więc właściciele gospodarstw i podmiot prowadzący skup, poniosą działalność karną. Policja prowadzi postępowanie, prokuratura postawi zarzuty w tej sprawie – zapowiadał Główny Lekarz Weterynarii.

Czytaj także: Sondaż: Czy można ufać jakości nadzoru nad ubojem mięsa w Polsce

Kolejna sytuacja kryzysowa na polskim rynku żywności jest echem reportażu, wyemitowanego w programie Superwizjer przez telewizję TVN, w którym dziennikarze udowodnili, że jeden z zakładów mięsnych skupował chore bydło i przetwarzał je na mięso sprzedawane dalej do obrotu. Zakład natychmiast utracił uprawnienia do produkcji i został zamknięty, a mięso jest wycofywane z obrotu na podstawie list dystrybucyjnych.

- Policja będzie ścigała ogłoszenia w Internecie nt. skupu zwierząt nienadających się do uboju – dodał Główny Lekarz Weterynarii.

Na pytanie, jakim cudem dopiero po reportażu i służby i policja zareagowały na ogłoszenia o skupie chorych zwierząt, Niemczuk odparł, że w Polsce działa 200 tys. gospodarstw produkujących bydło i skala produkcji jest zbyt wielka, by byli w stanie prześledzić wszystkie ogłoszenia. W wyniku afery, ministerstwo zaproponuje zmianę przepisów w ustawie o dobrostanie zwierząt, w zakładach będą kamery w miejscach wyładunku zwierząt – by się upewnić, że przyjechały w dobrej kondycji. Nagrania mają być przetrzymywane do 3 miesięcy i dostępne dla służb.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Wczoraj byłem w Brukseli, rozmawiałem z lekarzami weterynarii wszystkich państwo członkowskich i z Komisją Europejską, przekonywałem, że nasza żywność jest bezpieczna i to był incydent. Wiele krajów członkowskich chciało zamknąć rynek dla wołowiny dla polskiego mięsa.

Na pytanie o wpływ zbyt niskich pensji dla inspekcji weterynaryjnej na tę sytuację, Niemczuk odparł – że faktycznie lekarzy weterynarii w inspekcji jest zbyt mało, bo wynagrodzenia dla weterynarzy w sektorze prywatnym są lepsze. „Rzeczpospolita" wielokrotnie opisywała, że inspekcja domaga się podwyżek, na co resort do tej pory pozostawał głuchy. Być może najnowsza afera coś zmieni, GLW powiedział: -  Są przewidziane pewne podwyżki finansowe dla inspekcji weterynaryjnej, mam nadzieję, ze przyciągną one nowych ludzi do pracy.