Minister infrastruktury Dariusz Klimczak zapowiedział wprowadzenie przepisów umożliwiających zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące każdemu kierowcy, który na czerwonym świetle wjedzie na przejazd kolejowy. To kolejny przypadek punktowej zmiany w prawie, będącej reakcją na tragiczny wypadek drogowy – tym razem chodzi o katastrofę kolejową w Sokolnikach Suchych. „Rzeczpospolita” ponad rok temu ostrzegała, że tego typu działania nie przyniosą zamierzonego skutku.
Wypadek pociągu w Sokolnikach Suchych. Nie pierwszy raz władza reaguje populistycznie
– Chcemy wprowadzić przepis, na podstawie którego każdy kierowca, który wjedzie na przejazd drogowo-kolejowy, kiedy jest zapalone czerwone światło, straci prawo jazdy – zostanie mu zatrzymane na trzy miesiące – zapowiedział minister Klimczak podczas rozmowy w TVN24. – Chcemy także zmienić Kodeks karny we współpracy z ministrem sprawiedliwości – dodał.
Ten sposób reagowania na głośne i tragiczne wypadki komentowaliśmy w „Rzeczpospolitej” już ponad rok temu.
„Jedną z pierwszych rzeczy, jakiej człowiek się dowiaduje na studiach prawniczych, jest to, że zmiana prawa (a już w szczególności karnego) ma charakter ultima ratio. Czyli sięga się po nią w ostateczności, gdy danego problemu nie da się rozwiązać innymi środkami” - pisał w „Rzeczpospolitej” Piotr Szymaniak, dziennikarz działu prawnego. Jak jednak zaznaczył, zdecydowanie bardziej opłacalne politycznie jest szybkie reagowanie na emocje zbulwersowanej opinii publicznej.
Czytaj więcej
Konfiskata pojazdu, dożywotnie odbieranie prawa jazdy, grzywny, kary, nawiązki – to wszystko świetnie brzmi, ale niewiele zmienia w kwestii bezpiec...
Szymaniak wyliczał inne tragiczne wypadki, po których następowała tego typu populistyczna reakcja władz. Po wypadku w Kamieniu Pomorskim w 2014 roku – gdy pijany i pozostający pod wpływem narkotyków kierowca wjechał w grupę pieszych, zabijając sześć osób, w tym dziecko – w życie wprowadzono tzw. ustawę o pijanych kierowcach. Z kolei gdy w wypadku pod Stalową Wolą w 2021 roku zginęło małżeństwo, osierocając dwuipółletniego syna, premier Morawiecki zapowiedział wprowadzenie przepisów o przepadku (konfiskacie) pojazdów. Kolejne dwa pakiety zmian w prawie rząd przedstawił w 2025 roku, po wypadku na Trasie Łazienkowskiej.
„Po wspomnianej tragedii pod Stalową Wolą podwyższono zaś wysokość mandatów, które stały w miejscu od… 1997 r. Mimo że wysokość grzywien już dawno przestała pełnić funkcję represyjną, o prewencyjnej nie wspominając, każda władza jak ognia bała się je podnieść w obawie przed gniewem wyimaginowanej »partii kierowców«” - pisał Szymaniak. I podkreśla: większość tego typu zmian ma charakter czystego populizmu penalnego.
„Zamiast więc przemyślanych działań, część podejmowana jest po omacku. Weźmy pierwszy z brzegu przykład. W odróżnieniu od pozytywnych trendów dotyczących zdarzeń drogowych, to, co rośnie, to liczba przypadków, w których kierowcy łamią sądowe zakazy prowadzenia pojazdów. O ile jeszcze w 2014 r. policja stwierdziła nieco ponad 7 tys. takich przypadków, o tyle w ubiegłym roku już ponad 16,5 tys. To dwa razy tyle. I mówimy tu tylko o przypadkach ujawnionych przez policjantów, bo jaka jest ciemna liczba osób, które łamią zakaz, lecz nie zostały złapane, tego nikt nie wie” - pisał Szymaniak.
Czytaj więcej
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak zapowiedział wprowadzenie przepisów umożliwiających zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące każdemu kiero...