Péter Magyar zapowiedział ekstradycję Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego już pierwszego dnia swoich rządów. Realne?
Nie przywiązywałbym wielkiej wagi do tej narracji. „Pierwszy dzień” to często metafora – oznacza pierwszy możliwy okres, kiedy coś jest wykonalne. Choć trzeba przyznać, że pewne rzeczy faktycznie udaje się zrobić już pierwszego dnia. Sam wysłałem pierwszego dnia urzędowania pismo w sprawie przystąpienia Polski do Prokuratury Europejskiej. Minister Sikorski pierwszego dnia zadeklarował, że Polska nie będzie odwoływać się od wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Wałęsa przeciwko Polsce. Przypomnijmy samego Trumpa, który pierwszego dnia po zaprzysiężeniu podpisał kilkadziesiąt executive orders. Zakładam więc, że i Magyar będzie równolegle formował gabinet i podejmował działania administracyjne.
Czytaj więcej
Lider Tiszy, partii, która pokonała Fidesz Viktora Orbána w wyborach parlamentarnych, skomentował sytuację polskich polityków, którzy wyjechali na...
Ale co musi się wydarzyć, żeby w ogóle można było mówić o wydaniu Romanowskiego, a następnie – po ewentualnym ENA – Ziobry?
Warunek konieczny i pierwszy: zdjęcie ochrony azylowej. Azyl – jak zakładam – został przyznany decyzją dyskrecjonalną rządu Orbana, czyli według własnego uznania i bez obowiązku spełnienia z góry określonych przesłanek prawnych, a także bez możliwości skutecznego zaskarżenia jej w sądzie, dlatego równie dobrze nowy rząd może tę decyzję cofnąć. Dopiero po tym możliwe będzie wnioskowanie o skuteczne wykonanie ENA. Pamiętajmy, że ENA na terytorium Unii zastępuje klasyczną ekstradycję właśnie dlatego, że jest szybszy i skuteczniejszy. W przypadku Romanowskiego wniosek o ENA jest sformułowany i wysłany przez polskie sądy. W przypadku Ziobry – jeszcze nie, nadal czekamy na decyzję polskiego sądu.
Dlaczego węgierski sąd nigdy tak naprawdę nie zajął się sprawą ENA wobec Romanowskiego?
Tu jest sedno. Żeby skutecznie rozpoznać ENA, trzeba osobę zatrzymać i doprowadzić przed sąd. Romanowski był objęty azylem politycznym – nie można go było zatrzymać. Sąd węgierski miał więc wygodną wymówkę, żeby sprawy w ogóle nie rozpatrywać. Dlatego – o ile wiem – nie doszło do posiedzenia sądu w sprawie ENA z udziałem Marcina Romanowskiego, ponieważ nie mógł się on stawić przed tym sądem – gdyż nie był zatrzymany, ze względu na azyl.
W styczniu na Węgrzech weszła w życie ustawa blokująca wykonanie ENA wobec osób z ochroną azylową. To nie komplikuje sytuacji?
Rozumiem tę ustawę w ten sposób, że została przyjęta jako zabezpieczenie – żeby żaden sąd nie odważył się zastosować bezpośrednio prawa unijnego i obejść decyzji administracyjnej o przyznaniu azylu. Innymi słowy: Orban zabetonował swoją decyzję ustawą. Ale jeśli nowy rząd cofnie ochronę azylową, ta ustawa przestaje mieć zastosowanie w tej konkretnej sprawie. Nie ma sensu jej nowelizować – wystarczy zdjąć azyl.
Czytaj więcej
Czy odebranie statusu uchodźcy na Węgrzech dwóm polskim posłom pozwoli sprowadzić ich do Polski? Jeśli mają węgierskie obywatelstwo, będzie to niem...
Pojawiają się także możliwe scenariusze, że Ziobro i Romanowski dostali także obywatelstwo Węgier. Jeśli tak się stało, to pokazuje to prawdziwy obraz reżimu Orbana. Nawet jeśli pod tym kątem zostało zmienione prawo, a więc aby obywateli Węgier nie wydawać na podstawie ENA, to jest to jawnie sprzeczne z prawem UE. Przypomnijmy, że Polska nawet zmieniała konstytucję – w wyniku wyroku TK – aby dopuścić współpracę w ramach ENA i wydawanie także polskich obywateli. Cóż – w takiej sytuacji spodziewam się, że nowy parlament węgierski będzie musiał znowelizować ustawę i przywrócić możliwość stosowania ENA zgodnie z prawem UE.
Na ile 16 lat rządów Orbana skomplikuje Magyaremu odbudowę praworządności?
Znacząco. W Polsce przez osiem lat mieliśmy środowisko prawnicze, które protestowało, było szykanowane, płaciło cenę za swoje przekonania, ale dzięki temu wiedzieliśmy, kto do jakich wartości jest przywiązany i jest w stanie dla ich obrony wiele zaryzykować i poświęcić. Na Węgrzech było inaczej: zdecydowana większość środowiska prawniczego zaakceptowała nowe reguły gry, uczestniczyła w procedurach nominacyjnych, nie było buntu sędziów ani tym bardziej prokuratorów. Organizacja, która jest czymś w rodzaju skrzyżowania Iustitii i Wolnych Sądów – Res Iudicata – powstała dosłownie dwa, trzy lata temu i skupia niewiele osób.
Czytaj więcej
Peter Magyar był precyzyjny: jeśli Tisza przejmie władzę, ekstradycja posłów PiS Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego nastąpi już pierwszego dn...
Skala korupcji też jest inna.
Dużo większa. Przecież słynna książka Bálinta Magyara była zatytułowana „Państwo mafijne”. I to rodzi dwa scenariusze ludzkich zachowań. Część prokuratorów i sędziów poczuje się oswobodzona i będzie działać w duchu demokratycznym – ten ciężar zostanie z nich zdjęty. Ale znaczna część będzie kalkulować własny interes, bo korzystała z systemu, przyjmowała awanse, akceptowała reguły. Jak będą się zachowywać teraz? Tego nie da się przewidzieć. Większość konstytucyjna wiele ułatwi rządowi na poziomie instytucjonalnym, ale na końcu trzeba bazować na konkretnych ludziach przywiązanych do wartości demokratycznych. Te kadry trzeba dopiero odbudować.
Czy jest coś, co Pana uderzyło w pierwszym przemówieniu Magyara?
Deklaracja przystąpienia do Prokuratury Europejskiej. To nie jest przypadkowy sygnał. Węgry walczą o środki z KPO i doskonale wiedzą, że potrzebują niezależnego organu, który skontroluje wydatkowanie tych funduszy i który zajmie się tym, co działo się przez ostatnie lata. Ta deklaracja to też bezpośrednie nawiązanie do decyzji, którą my podjęliśmy pierwszego dnia. Widać coraz wyraźniej, że polskie członkostwo w Prokuraturze Europejskiej daje nam narzędzie do ścigania zorganizowanych grup przestępczych przekraczających granice. To był ważny brakujący element.