Od 1 grudnia 2021 r. mandaty dla kierowców będą dużo wyższe, nawet 5 tys. zł za przekroczenie prędkości. 30 tys. zł wynosić ma grzywna za wykroczenia drogowe. Wielu ekspertów od bezpieczeństwa ruchu drogowego uważa, że nieważna jest wysokość kary, tylko jej nieuchronność. Teraz w egzekucję włączy się skarbówka.

Co to oznacza dla kierowców? Nic dobrego.

Czytaj też:

Grzywny dla kierowców w górę od 1 grudnia. Rząd przyjął projekt

Mandaty w górę, a co roku państwo nie odzyskuje 100 mln zł

Płacz i płać

Punkty karne będą kasowane dopiero po upływie dwóch lat od wykroczenia. Ma to zapewnić szybkie i skuteczne doprowadzenie do wykonania kary. Do ich skasowania dojdzie dopiero wtedy, gdy kierowca zapłaci mandat.

– Polska Federacja Stowarzyszeń Szkół Kierowców taki pomysł zgłaszała już kilka lat temu – przypomina Krzysztof Bandos, prezes Federacji.

Z jednej strony kierowca dostaje bonus w postaci skasowania punktów; z drugiej mandaty zostaną opłacone bez dodatkowych wezwań czy egzekucji.

Nowym rozwiązaniem jest kierowanie pieniędzy pochodzących z grzywien na finansowanie zadań inwestycyjnych związanych z poprawą bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz budowy lub przebudowy dróg krajowych.

A to ma się przyczynić do dalszej poprawy bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego.

Noga z gazu

Łatwiejsze ma być ściąganie należności z mandatów.

– Urząd skarbowy będzie mógł zaliczyć zwrot podatku na poczet nieopłaconego mandatu karnego. Takie rozwiązanie ma na celu zwiększenie nieuchronności kary i grzywien nakładanych za popełnione wykroczenia drogowe – uzasadniają autorzy tego pomysłu.

Co to oznacza dla wszystkich kierowców?

– Dyrektywa kształtowania świadomości prawnej społeczeństwa oznacza branie pod uwagę społecznego odbioru kary, przy czym efekty ogólnoprewencyjne powinny zostać osiągnięte przez nieuchronność odpowiedzialności karnej, nie zaś – z wyjątkiem określonego rodzaju przestępstw – poprzez surowość stosowanej represji – zauważa radca prawny Piotr Pałka z kancelarii Derc Pałka.

Jego zdaniem przekierowanie zwrotu podatku na poczet nieopłaconego mandatu karnego to słuszne rozwiązanie, pod warunkiem że będzie następowało automatycznie, tj. zwrot podatku zostanie zmniejszony o wysokość nieopłaconego mandatu bez konieczności wszczynania postępowania egzekucyjnego.

– Mechanizm ten jednak powinien być rozszerzony o inne świadczenia, np. o 500+, tylko bowiem szeroka nieuchronność kary pomoże osiągnąć zamierzony cel – zauważa prawnik.

Krzysztof Musiał, doradca podatkowy, jest mniej optymistyczny:

– Moim zdaniem jest to zmiana niekorzystna – twierdzi. – I dodaje, że aby organy podatkowe w wyniku egzekucji mogły rozliczać mandaty ze zwrotów podatku, skarbówka musi uzyskać pełen wgląd w rejestr karny, aby weryfikować ewentualne potrącenia z tytułu wykroczeń drogowych. Następnym krokiem, jak się wydaje, może być już tylko sytuacja, w której zwrot podatku będzie mógł być pozostawiony do zapłaty przyszłych mandatów.

– Niewątpliwie możemy sobie wyobrazić, że osoba oczekująca na zwrot podatku nie będzie nawet wiedziała o mandacie z fotoradaru. Ten zostanie w myśl tej regulacji automatycznie zaspokojony ze zwrotu jej podatku – zauważa doradca.

Dane o egzekwowaniu mandatów dziś są mało optymistyczne: budżet państwa traci rocznie ok. 100 mln zł z przedawnionych mandatów karnych. I nic się nie zmienia od lat. Już w 2013 r.

Najwyższa Izba Kontroli alarmowała w raporcie, że w Polsce tylko połowa ukaranych (47 proc.) płaci dobrowolnie mandaty. W ok. 23 proc. spraw kary zostały wyegzekwowane pomimo uchylania się ukaranych od dokonania płatności. Natomiast ok. 30 proc. nałożonych sankcji państwu nie udało się wyegzekwować i po upływie trzech lat uległy przedawnieniu.

Wkrótce – od 1 grudnia 2021 r. – ma się to zmienić. W latach 2016–2018 (zbadała to Najwyższa Izba Kontroli) były przypadki nałożenia na tę samą osobę więcej niż 330 mandatów, a w czterech – więcej niż 500 mandatów. Rekordzista dostał mandaty na kwotę ponad 147 tys. zł.

Superurząd z Opola mało ściągał

Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła także pobór mandatów przez naczelnika Pierwszego Urzędu Skarbowego w Opolu, który robi to dla całego kraju. W badanym okresie ściągalność mandatów wyniosła mniej niż 63,7 proc. Z należnych 2,1 mld zł do budżetu wpłynęło nieco ponad 1,3 mld zł. Ściągalność mandatów była niższa niż podczas poprzedniej kontroli NIK, gdy wynosiła około 70 proc.

Najwyższa Izba Kontroli ustaliła, że naczelnik opolskiego urzędu (m.in. z powodu braków kadrowych w placówce) nie próbował ściągać należności o wartości poniżej 116 zł wraz z upomnieniami. W rezultacie na koniec roku z nieściągniętych zaległości (poniżej 116 zł) zebrało się łącznie 162,8 mln zł.