Na ustawie refundacyjnej stracili pacjenci, a zyskał NFZ, który dopłacił chorym do leków o 2 mld zł mniej w 2012 r. niż rok wcześniej. Takie wnioski płyną z obrad Kongresu Prawa Medycznego, który zorganizował wczoraj w Warszawie Instytut Allerhandra.
Jednym z głównych problemów, jakie zgotowały pacjentom przepisy, są częste zmiany cen leków. Minister zdrowia wydaje co dwa miesiące nową listę refundacyjną. Cena medykamentu dla pacjenta cierpiącego na raka może być więc kilkadziesiąt złotych wyższa w maju niż była jeszcze w marcu.
– Ministerstwo, przygotowując przepisy, nie wzięło pod uwagę, że pacjent nie może z dnia na dzień zmienić leku na tańszy, bo ma ustawioną kurację tym droższym od kilku miesięcy – mówiła Paulina Kieszkowska-Knapik, partner z kancelarii Baker&Mckenzie.
To nie wszystkie zmartwienia pacjentów. Nie dość, że leki podrożały, to jeszcze brakuje ich często w aptece. Hurtownie farmaceutyczne wywożą je bowiem za granicę, bo tam bardziej opłaca im się je sprzedać. Resort zdrowia negocjując z firmami ceny leków trafiających na listę refundacyjną, dąży do tego, aby były one jak najniższe.
– Efekty tego odczuwa pacjent przychodzący do apteki po leki, ponieważ farmaceuta musi je dopiero zamawiać – podkreślała Magda Kręczkowska, prezes Fundacji Onkologicznej.
Trudności z podaniem leków najciężej chorym mają też szpitale. Tam funkcjonują programy lekowe dzięki kontraktowi podpisanemu z NFZ. W ramach takiego programu personel medyczny może podać choremu lek A, a jeśli nie będzie on skuteczny, to lek B. Jeśli jednak żaden z nich nie pomaga określonej grupie chorych, Ministerstwo Zdrowia nie może dodać sprawnie do programu nowego. Według przepisów na takie dołączenie muszą najpierw zgodzić się firmy, których leki już są w tym programie.
– Czyli uprawnienie koszykowe pacjenta zależy tu od firmy farmaceutycznej – podkreśliła mecenas Kieszkowska- Knapik.
Wszyscy na kongresie byli zgodni, że potrzebna jest duża nowela ustawy refundacyjnej.