Pracodawcy, którzy już od lat mają problem z pozyskaniem odpowiednich pracowników, coraz częściej sami starają się rozwiązać problem. Oprócz poszukiwania odpowiednich kandydatów w szkołach i na uczelniach chcą inwestować więcej w szkolenia obecnych pracowników.

Taką deklarację złożyła połowa z 900 firm uczestniczących w ankiecie Chartered Institute of Personnel and Development, organizacji zajmującej się zarządzaniem zasobami ludzkimi.

Ta deklaracja powinna spotkać się z uznaniem rządu, który niedawno zarzucił największym firmom, że oszczędzają na szkoleniu pracowników i starają się przerzucić związane z tym koszty na inne instytucje – przede wszystkim na system edukacji.

Minister finansów George Osborne wypomniał pracodawcom, że systematycznie ograniczają liczbę pracowników wysyłanych na zewnętrzne szkolenia. Widać to w statystykach; o ile w 1995 r. w szkoleniach organizowanych poza miejscem pracy uczestniczyło 141 tys. pracowników, o tyle w ubiegłym roku zaledwie 18 tys. Osborne ostrzega, że duzi pracodawcy, którzy próbują „załapać się na darmowe lancze" i oszczędzać na podnoszeniu kompetencji pracowników, powinni się liczyć z karami finansowymi.

Obecny poziom bezrobocia w Anglii jest najniższy od początku kryzysu. Znacząco wzrósł też odsetek studentów, którzy rozpoczynają pracę w ciągu trzech miesięcy po zakończeniu nauki.