Projekt nowelizacji ustawy o cudzoziemcach, który właśnie trafił do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji publicznych, przygotowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Resort uzasadnia go przede wszystkim przewlekłością postępowań pobytowych, a także potrzebą ułatwienia funkcjonowania w Polsce tym cudzoziemcom, których profesje są istotne z punktu widzenia gospodarki – specjalistom, menedżerom czy inżynierom.
„Zidentyfikowanym problemem jest przewlekłość postępowań wizowych i pobytowych w stosunku do cudzoziemców uzupełniających niedobory na polskim rynku pracy, co jest związane z inwestycjami zagranicznymi realizowanymi w Polsce. Wpływa to także na atrakcyjność Polski w zakresie przyciągania inwestycji zagranicznych i tworzenie nowych miejsc pracy” – czytamy w uzasadnieniu projektu.
Czytaj więcej
Rząd planuje kolejne zmiany deregulacyjne, m.in. rozszerzenie zakresu obowiązywania tzw. milczącej zgody – poinformował w poniedziałek minister fin...
Wojewodowie nie nadążają z legalizacją pobytu
Problemem pozostaje przewlekłość postępowań pobytowych prowadzonych przez wojewodów, także wobec obywateli państw wysokorozwiniętych ważnych dla inwestycji. W ocenie skutków regulacji (OSR) projektu czytamy, że w 2025 r. średni czas rozpatrywania wniosków o zezwolenia pobytowe wynosił np. w województwie lubuskim 469 dni, kujawsko-pomorskim – 514 dni, pomorskim – 543 dni, opolskim – 610 dni, a w śląskim najdłużej, bo 633 dni. Z kolei najszybciej wnioski w ubiegłym roku rozpatrywano w województwie małopolskim – było to 175 dni.
tyle wniosków o legalizację pobytu złożono w Polsce w ub.r.
„W latach 2014-2025 był obserwowany dynamiczny przyrost spraw z zakresu legalizacji pobytu obywateli państw trzecich załatwianych przez wojewodów. W 2025 r. złożono ponad 560 tys. wniosków o legalizację pobytu. Co prawda w roku 2023 takich wniosków było ponad 615 tys., to jednak trend obserwowany przez ostatnie 10 lat jest jednoznaczny” – podkreśla MSWiA i zwraca uwagę, że wzrost ten doprowadził do „strukturalnego problemu przewlekłości postępowań legalizacyjnych”.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
dr Tomasz Sieniow z KUL, prezes Instytutu na rzecz Państwa Prawa
Nowelizacja przepisów ustawy o cudzoziemców nie wydaje się kontrowersyjna. Przyspieszenie postępowań legalizacyjnych wobec cudzoziemców z państw wysoko rozwiniętych nie rozwiązuje jednak systemowego problemu przewlekłości postępowań pobytowych. Według uzasadnienia projektu – ma dotyczyć ok. 1 proc. wniosków. To oznacza, że nie wpłynie realnie na pozostałe 99 proc. spraw, w których cudzoziemcy nadal będą czekać miesiącami, a często latami, na decyzje wojewodów. Sam kierunek nie jest dla mnie szczególnie kontrowersyjny, bo chodzi o obywateli państw uznanych za nieproblematyczne migracyjnie i gospodarczo ważne, m.in. specjalistów z obszaru energetyki czy nowych technologii. Obecnie długość postępowań jest poważnym czynnikiem zniechęcającym ich do podejmowania pracy w Polsce. Zasadnicze pytanie brzmi jednak, czy przy okazji nie zostaną do projektu dopisane rozwiązania niezwiązane bezpośrednio z tym celem. W przeszłości przy okazji nowelizacji ustawy o cudzoziemcach wprowadzono możliwość umieszczania w strzeżonych ośrodkach dzieci bez opieki w procedurach uchodźczych, mimo że regulowała to inna ustawa. Jeżeli zakres regulacji rzeczywiście pozostanie tak wąski, to będzie to raczej punktowe ułatwienie dla wybranej grupy cudzoziemców niż poważna reforma systemu legalizacji pobytu, która jest niezbędna.
Milcząca zgoda po 60 dniach
Rozwiązaniem ma być tzw. milcząca zgoda na legalizację pobytu ograniczona wyłącznie dla obywateli wybranych państw wysokorozwiniętych, spełniających kryteria tzw. niskiego ryzyka migracyjnego, czyli małego prawdopodobieństwa naruszania zasad pobytowych. Z uzasadnienia projektu wynika, że chodzi o Stany Zjednoczone, Japonię, Koreę Południową, Wielką Brytanię i Australię.
Wejście w życie nowych przepisów oznaczałoby, że jeżeli wojewoda w ciągu 60 dni nie wyda decyzji ani postanowienia kończącego sprawę, wniosek cudzoziemca zostanie uznany za uwzględniony. Gdyby zaś miał braki formalne, to wskazany termin biegłby od momentu ich usunięcia.
„Celem projektu jest zatem znaczące skrócenie realnego okresu oczekiwania przez obywateli wybranych państw trzecich, z których pobytem nie wiąże się ryzyko migracyjne, na rozpatrzenie wniosku złożonego do właściwego miejscowo wojewody o wydanie zezwolenia na pobyt czasowy, jednak z zachowaniem dotychczasowego standardu sprawdzeń z zakresu bezpieczeństwa” – podkreślono w dokumencie.
Czytaj więcej
Ponad 1,3 mln cudzoziemców opłaca dziś składki w ZUS. To głównie dzięki nim liczba ubezpieczonych w Polsce pozostaje stabilna. Bez pracowników z za...
Ograniczenia ze względów bezpieczeństwa
Mechanizm ten – jak podkreśla w swojej propozycji resort – nie oznacza rezygnacji z zabezpieczeń przed masowym napływem migrantów. Nowelizacja ma bowiem obejmować tylko obywateli państw wpisanych na listę określoną przez Radę Ministrów w rozporządzeniu. Chodzi o państwa, których obywatele m.in. korzystają z ruchu bezwizowego do Unii Europejskiej, należą do OECD, a także mają wysoki poziom PKB na mieszkańca.
W uzasadnieniu wyraźnie też wskazano, że zmiany przepisów nie obejmą państw, wobec których pojawiłyby się zastrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa (chodzi np. o zwiększone zagrożenie terroryzmem), współpracy przy powrotach cudzoziemców, interesu RP lub zobowiązań międzynarodowych. W praktyce oznacza to, że rozwiązanie nie obejmie obywateli wielu państw, w tym np. Ukrainy czy Gruzji, lecz tylko wąską grupę krajów uznanych przez rząd za najmniej ryzykowne migracyjnie.
Etap legislacyjny: konsultacje publiczne
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Krzysztof Gruszka, radca prawny, partner w kancelarii AKKG Gruszka Kidawa Radcowie Prawni w Katowicach
Kierunek tej zmiany jest słuszny, ale nie rozwiązuje ona podstawowego problemu, czyli przeciążenia urzędów wojewódzkich i przewlekłości postępowań pobytowych. Dotyczy bowiem bardzo wąskiej grupy cudzoziemców. To są osoby ważne z punktu widzenia gospodarki, często specjaliści, menedżerowie albo pracownicy dużych korporacji z kapitałem zagranicznym. Dla nich takie ułatwienie może mieć sens, ale nie zmieni sytuacji większości cudzoziemców w Polsce. Realne zatory w urzędach wynikają z zupełnie innych kategorii spraw. W Polsce, z oczywistych powodów, największą grupę stanowią obywatele Ukrainy, ale są też Białorusini, Kolumbijczycy, obywatele Indii i innych państw, których wnioski są istotne z punktu widzenia rynku pracy. Jeżeli projekt obejmuje tylko mały wycinek spraw, to może pomóc tej wąskiej grupie, ale nie naprawi systemu jako całości. Istotnym problemem pozostaje dalsze obowiązywanie art. 100d ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, który podtrzymuje stan zawieszenia postępowań o udzielenie zezwoleń pobytowych. W praktyce stały się one dla części urzędów wygodnym uzasadnieniem przewlekłości. Znam sprawy, w których postępowanie trwało dłużej niż samo zezwolenie, które mogło być wydane. Zezwolenie jest udzielane maksymalnie na trzy lata, a postępowanie potrafiło trwać cztery lata. To pokazuje, jak bardzo ten system nie działa i jak dalece jest dysfunkcyjny. Dlatego – moim zdaniem – realnym kierunkiem zmian powinno być uchylenie przepisów o zawieszeniu postępowań oraz wprowadzenie rzeczywistej odpowiedzialności za niewydawanie decyzji w terminie. Przepisy ustawy o cudzoziemcach przewidują terminy na rozpatrywanie spraw, ale w praktyce problem zaczyna się już na etapie wszczęcia postępowania. Urząd może długo nie wzywać cudzoziemca do złożenia odcisków palców czy okazania paszportu, a dopóki braki formalne nie zostaną uzupełnione, sprawa w istocie leży. Poza tym przewlekłość postępowań bierze się z niedoinwestowania urzędów. Jest za mało pracowników, często są oni niewystarczająco wyszkoleni, a sama procedura imigracyjna jest skomplikowana, pełna osobliwych rozwiązań (np. nie ma możliwości wydania zezwolenia na pobyt i pracę cudzoziemcowi, który prowadzi w Polsce działalność gospodarczą) i wymaga współdziałania z innymi organami. Zauważalny jest też wzrost liczby dokumentów wymaganych przez urzędy, nawet przy prostych zezwoleniach na pobyt i pracę. Państwo naturalnie ma obowiązek sprawdzić, czy deklarowany cel pobytu cudzoziemca jest rzeczywisty i czy nie ma zagrożeń dla bezpieczeństwa, ale obecny system powoduje w istocie zatamowanie procedowania wniosków i podważa sens ubiegania się o zezwolenia pobytowe. Szczególnie, że cudzoziemiec w tzw. okresie przejściowym (tj. pomiędzy wygaśnięciem dotychczasowego tytułu pobytowego a wydaniem nowego zezwolenia) nie ma możliwości opuszczenia Polski, bo prawo pobytu nie jest tożsame z prawem wjazdu. Czyli cudzoziemiec w okresie trwania procedury może w Polsce przebywać, ale w przypadku wyjazdu – nie wjedzie do niej ponownie, chyba że okaże inny uprawniający do tego tytuł, np. wizę.