Wenezuela od kilku lat boryka się z potężnym kryzysem ekonomicznym wywołanym spadkiem cen ropy na światowych rynkach. Polityka prezydenta Nicolasa Maduro, który regularnie podwyższa płacę minimalną i podnosi pensje pracownikom administracji, tylko nakręca spiralę inflacji.
Władze Wenezueli od 2015 roku nie podają wysokości wskaźników ekonomicznych, w tym m.in. wysokości inflacji. Ta jednak szacowana jest przez ekspertów na podstawie obserwacji wzrostu poziomu cen wybranych produktów.
Prezydent Maduro odpowiedzialnością za problemy ekonomiczne swojego kraju obarcza Zachód, który - jego zdaniem - destabilizuje wenezuelską gospodarkę chcąc obalić jej socjalistyczne władze; a inflacja jest, jego zdaniem, efektem działania "mafii".
Prof. Hanke zapewnia jednak, że problem ma charakter wewnątrzsystemowy. - Wydatki rządowe przyspieszają, a źródła dochodów wysychają - tłumaczy.
Wenezuela przestała spłacać większość długów zaciągniętych za granicą (ich łączna wartość ma wynosić 60 mld dolarów). W ciągu trzech miesięcy rezerwy walutowe Wenezueli miały zmniejszyć się o 2,5 mld dolarów.
W wyniku zapaści gospodarki Wenezuela nie jest nawet w stanie skorzystać na wzroście cen ropy, ponieważ państwa firma naftowa, PDVSA, z powodu niedofinansowania znacznie zmniejszyła produkcję w ostatnich latach (mimo że Wenezuela posiada największe zasoby ropy naftowej na świecie).
Jeszcze w styczniu MFW szacowało, że inflacja w 2018 roku w Wenezueli może wynieść 13 tys. procent. Szacunki te okazały się jednak za niskie.
Prezydent Maduro próbuje ratować sytuację podnosząc m.in. płacę minimalną, która wynosi obecnie 3 miliony boliwarów. Według czarnorynkowego kursu taka suma jest warta nieco ponad jednego dolara USA.