„Z propozycją szybszych wyborów miał wystąpić Joachim Brudziński, a zgasił podobno taki pomysł sam prezes Jarosław Kaczyński. I choć Brudziński natychmiast to zdementował, wcześniejsze wybory stały się jednym z głównych tematów w politycznych kuluarach. Tym bardziej, że zyski i straty w „żywych wyborcach” - jak mówi się półgębkiem - ktoś już PiS-owi bardzo dokładnie policzył” – pisze Zuzanna Dąbrowska.

Największa grupa ankietowanych (37 proc.) ankietowanych uważa, że wraz z wyborami do Parlamentu Europejskiego należy przeprowadzić przyspieszone wybory do Sejmu i Senatu. Przeciwnego zdania jest jednak odsetek jedynie o 3 punkty procentowe mniejszy, a zdania w tej sprawie nie ma 29 proc. respondentów.

- Częściej za tym, że należy przeprowadzić takie przyspieszone wybory są mężczyźni (42 proc. vs 33 proc. kobiet). Wśród kobiet zdania są podzielone – podobny odsetek jest za przeprowadzeniem takich wyborów, jak i przeciwko nim a zarazem podobna grupa nie ma zdania w tej kwestii. Za przeprowadzeniem takich wcześniejszych wyborów do Sejmu i Senatu częściej są osoby powyżej 50 lat (40 proc.), osoby o wykształceniu średnim (40 proc.), dochodzie netto od 3001 do 5000 zł (45 proc.) oraz badani z największych miast, powyżej 500 tys. mieszkańców (43 proc.) - zwraca uwagę Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research.

Wcześniejsze wybory mają dla PiS kilka zalet, ale nie mniej wad” – pisał w styczniu Michał Szułdrzyński.

Sięganie po kartę przyspieszonych wyborów jest oczywiście zawsze ogromnym politycznym ryzykiem, o czym PiS przekonał się dekadę temu. Niemniej lista powodów, by zagrać nią właśnie teraz, wydaje się wyjątkowo długa” - przypominał z kolei Sławomir Sowiński.

W ubiegłorocznym sondażu SW Research dla serwisu rp.pl największa grupa ankietowanych uznała, że powinny odbyć się przedterminowe wybory parlamentarne.